Wulgarna awantura z Marcinem Gortatem na chodniku. Puściły mu wszelkie hamulce

Wulgarna awantura z Marcinem Gortatem na chodniku. Puściły mu wszelkie hamulce

Wulgarna awantura z Marcinem Gortatem na chodniku. Puściły mu wszelkie hamulce

AKPA

Marcin Gortat stał się bohaterem głośnego nagrania, które lotem błyskawicy obiegło media społecznościowe. Byłego gwiazdora NBA nagrał sam przechodzień, z którym sportowiec wdał się w ostrą wymianę zdań. Do spięcia doszło w momencie, gdy sportowiec wracał do domu ze swoim śpiącym dzieckiem. Koszykarz postanowił nie milczeć i wydał obszerne oświadczenie, w którym ujawnia całą prawdę o ulicznym incydencie.

Reklama
  • Marcin Gortat odmówił przechodniowi wspólnego zdjęcia. Tłumaczył, że wraca właśnie do domu ze śpiącym dzieckiem
  • Zaczepiający mężczyzna nazwał sportowca pajacem i pytał go o wynik mnożenia siedem razy dziewięć
  • Agresor wulgarnie sugerował koszykarzowi wyprowadzkę, co Gortat odebrał jako bezpośrednią groźbę
  • Były reprezentant Polski opublikował oświadczenie „Moja wersja wydarzeń” w obronie spokoju najbliższych

Awantura z udziałem Marcina Gortata na ulicy

Marcin Gortat musiał zmierzyć się z sytuacją, która udowodniła, że nawet emerytura od NBA nie zwalnia z bycia gotowym na uliczny sprawdzian z matematyki. Do sieci trafiło krótkie wideo, na którym widać wyraźnie wzburzonego sportowca. Na opublikowanym kadrze Gortat zmierza w kierunku trzymającego smartfon mężczyzny, a cała atmosfera jest wyjątkowo gęsta.

Emocje wzięły górę, a sportowiec użył bardzo mocnych słów. Zarejestrowany fragment pokazuje jednak jedynie finał wymiany zdań, w którym koszykarz konfrontuje się ze swoim rozmówcą. W pewnym momencie Marcin Gortat wykrzyczał prosto w stronę nagrywającego go mężczyzny:

I co mi zrobisz? Co, nagrywasz, ku**a? Taki jesteś?

Nagranie błyskawicznie wywołało lawinę spekulacji, choć pokazywało jedynie wyrwany z kontekstu finał - internauci zobaczyli wybuch gniewu Gortata, ale nie to, co go bezpośrednio sprowokowało.

Marcin Gortat w sportowym stroju bije brawa AKPA

Marcin Gortat wydał oświadczenie i przedstawia swoją wersję wydarzeń

Zamiast czekać na dalszy rozwój medialnej burzy, sportowiec opublikował w mediach społecznościowych oficjalne oświadczenie zatytułowane „Moja wersja wydarzeń”. Szczegółowo opisał w nim sekwencję zdarzeń, która doprowadziła do tak ostrej konfrontacji. Jak wyjaśnił, wracał wówczas do domu ze śpiącym dzieckiem, kiedy nieznajomy zaczepił go z prośbą o pamiątkową fotografię.

Koszykarz w kulturalny i spokojny sposób odmówił zrobienia zdjęcia, tłumacząc przechodniowi, że zależy mu na spokoju malucha i spieszy się do domu. Wtedy jednak sytuacja przybrała zupełnie nieoczekiwany obrót. Zamiast zrozumienia, ze strony mężczyzny posypały się bezczelne zaczepki oraz absurdalny test z tabliczki mnożenia - nawiązujący do głośnej wpadki koszykarza w podcaście „WojewódzkiKędzierski” z 2025 roku. Najwyraźniej przechodzień uznał, że spacer z wózkiem to najlepszy moment na niespodziewaną kartkówkę z matematyki. Nieznany mężczyzna rzucił w stronę koszykarza:

A ile to jest siedem razy dziewięć, pajacu?

Na zaczepkę o wynik mnożenia Gortat zareagował z klasycznym dla siebie spokojem i dystansem. W oświadczeniu ujawnił, że odpowiedział przechodniowi z uśmiechem, pytając go, czy zna twierdzenie Pitagorasa. Niestety, agresywny mężczyzna nie poprzestał na ironicznych docinkach. Wulgarnie kazał sportowcowi opuścić to miejsce, podkreślając przy tym butnie, że sam mieszka w tej okolicy całe życie. Zaczął też radzić koszykarzowi przeprowadzkę, co natychmiast zmieniło charakter całej wymiany zdań.

Gortat zatrzymał się, by wyjaśnić sprawę, i właśnie wtedy przechodzień - z nagłym przypływem reżyserskiej weny - wyciągnął telefon, by uwiecznić jedynie reakcję sportowca. Były gracz NBA poczuł, że miarka się przebrała, a spokój jego najbliższych został bezpośrednio naruszony.

Granice prywatności osób publicznych i reakcja koszykarza

Marcin Gortat w swoim internetowym komunikacie postawił sprawę jasno i podkreślił, że bycie osobą rozpoznawalną nie oznacza przymusu pozowania do zdjęć na każde zawołanie. Szczególnie w momentach poświęconych rodzinie granica prywatności musi pozostać nienaruszalna. Słowa o opuszczeniu okolicy uznał za jawną próbę zastraszenia, pisząc w oświadczeniu:

Rozumiem, że jako osoba publiczna spotykam się z zainteresowaniem. Mam jednak prawo odmówić zdjęcia, szczególnie gdy wracam do domu ze śpiącym dzieckiem. Taka odmowa nie usprawiedliwia wyzwisk ani zastraszania. Słowa tego mężczyzny odebrałem jako groźbę. Nie ma mojej zgody na takie zachowanie wobec mnie i mojej rodziny

Gortat pokazał, że nie zamierza ulegać ulicznej presji ani manipulacjom. Ostatecznie całe zajście dobitnie unaoczniło, jak łatwo można wykrzywić obraz sytuacji za pomocą wybiórczego nagrania z telefonu komórkowego.


Marcin Gortat został otoczony przez funkcjonariuszy. Nie spodobał się jego wygląd.
Źródło: AKPA
Reklama
Reklama