Historia przyjaźni Czerwińskiej i Szczygła zaczęła się od... "ducha" w lustrze, a skończyła na różowej urnie i złamanych sercach fanów, którzy liczyli na wielki skandal spadkowy. Uchodzili za duet idealny, ale mało kto wie, że jeden telewizyjny incydent omal nie przekreślił wszystkiego. Zofia Czerwińska i Mariusz Szczygieł przeszli drogę od przypadkowej rozmowy telefonicznej do grobowej deski. Oto kulisy relacji, która przetrwała najgorsze telewizyjne wpadki.
Zaczęło się od "nawiedzonego" lustra na Sadybie
Wszystko rozpoczęło się na początku lat 90. w dość nietypowych okolicznościach. Mariusz Szczygieł wynajął pokój w willi na warszawskiej Sadybie. Przypadek sprawił, że było to dawne lokum, w którym kiedyś mieszkała Zofia Czerwińska. Młody reporter zaczął nagle doświadczać dziwnych wrażeń.
Zaczęło się od tego, że zamieszkałem w willi na Sadybie, przy Okrężnej. Fajne, przestronne mieszkanie. Ale nie wiadomo dlaczego, zacząłem tam intensywnie myśleć o Zofii.
Mariusz Szczygieł nie wytrzymał. Chwycił za słuchawkę. Znalazł numer w książce telefonicznej i po prostu wyznał aktorce, że wciąż o niej myśli. Zofia Czerwińska początkowo uznała to za absurdalny żart, ale szybko zmieniła zdanie.
Ale kiedy usłyszałam, że on śpi na moim tapczanie, pojęłam tę transcendencję.
Aktorka podeszła do całej sytuacji z charakterystycznym dla siebie dystansem. Mariusz Szczygieł zdołał ją zaintrygować, choć przy pierwszym spotkaniu na żywo nie obyło się bez zgrzytów. Gwiazda wyznała, że była zawiedziona faktem, iż dziennikarz jest blondynem. Spodziewała się kogoś zupełnie innego, bo jej zdaniem miał on po prostu głos bruneta.
scena z: Zofia Czerwińska, Mariusz Szczygieł, SK:, , fot. Niemiec/AKPA
CZYTAJ TAKŻE: Mariusz Szczygieł zrobił coming out! "Nie umiem mówić publicznie, że jestem gejem"
O krok od zerwania kontaktu. Poszło o dżdżownice na kefirze
Zofia Czerwińska odegrała kluczową rolę w karierze dziennikarza. To ona poleciła go reżyserowi Witoldowi Orzechowskiemu do prowadzenia talk-show "Na każdy temat". Program bił rekordy popularności, a Mariusz Szczygieł szybko stał się gwiazdą telewizji. Wkrótce jednak na planie wydarzyło się coś skandalicznego.
W jednym z odcinków uczestnicy musieli pić obrzydliwy koktajl z dżdżownic. Zofia Czerwińska, która bezgranicznie kochała zwierzęta i zaciekle broniła ich na swoim osiedlu, wpadła w furię. To był koniec "Mariusza". W studiu padły słowa, których dziennikarz nie zapomni do końca życia. Gwiazda przeszła "na pan" i zmieszała go z błotem.
Nawymyślała mu od najgorszych i oskarżyła produkcję o znęcanie się nad żywymi stworzeniami. Dla aktorki moralność stała zawsze na pierwszym miejscu.
Dla mnie jest ważniejsza niż miłość i opiera się na lojalności. A ja jestem pies na lojalność. Sama jestem niewyobrażalnie lojalna.
Ten brutalny cios okazał się punktem zwrotnym. Mariusz Szczygieł zrozumiał swój błąd i ostatecznie zrezygnował z dalszej pracy w kontrowersyjnym formacie.
Dzięki Zosi zrozumiałem, że nie na wszystko trzeba się w telewizji zgadzać. Bo jeśli człowiek za długo tam pracuje, ulega łatwości godzenia się na wiele dla dobra oglądalności.
scena z: Mariusz Szczygieł, Zofia Czerwińska, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
Odeszła na własnych warunkach. Szczygieł spełnił ostatnią wolę
Po telewizyjnej burzy Zofia Czerwińska i Mariusz Szczygieł znów stali się nierozłączni. Ich przyjaźń przetrwała ponad 20 lat, a dziennikarz był przy niej aż do samego końca. Zofia Czerwińska zmarła 13 marca 2019 roku po powikłaniach związanych z operacją kręgosłupa. Tuż przed śmiercią podjęła radykalną decyzję o wstrzymaniu leczenia, podpisując stosowny dokument.
Od razu po jej odejściu wybuchły gorące spekulacje na temat tego, kto dostał mieszkanie Czerwińskiej. Fani i znajomi z branży byli niemal pewni, że spadek po Zofii Czerwińskiej w całości trafi w ręce jej najlepszego przyjaciela.
Wszyscy jesteśmy przekonani, że Zosia zapisała mieszkanie swojemu najlepszemu przyjacielowi Mariuszowi Szczyglowi. Przyjaźnili się ponad 20 lat i ona zawsze mogła na nim polegać.
Prawda okazała się jednak wielkim rozczarowaniem dla żądnych sensacji plotkarzy. Mieszkanie dostała kuzynka, a Mariusz Szczygieł otrzymał "aż" i "tylko" obowiązki głównego wykonawcy testamentu. Dziennikarz musiał zorganizować pogrzeb Zofii Czerwińskiej i dopilnować, by wszystko odbyło się dokładnie tak, jak to sobie zaplanowała. Aktorka do samego końca reżyserowała własne odejście.
Testament, w którym oddawała mieszkanie kuzynce, był napisany i zatwierdzony u notariusza. Kolor urny - różowy, bo twierdziła, że w różowym było jej do twarzy - wybrany, piosenka do zaśpiewania na pogrzebie - "My Way" [...]. Pieniądze na uroczystość i stypę - przekazane. Samochód - oddany przyjaciółce. Nowy piesek york - poznany z nową panią. Zapanowała nad wszystkim. [...] Odeszła na własnych warunkach.