Te dokumenty miały być dowodem na winę przyszłego papieża, a okazały się jego najsilniejszą obroną. Dziennikarze Rzeczpospolitej jako pierwsi w historii prześwietlili zamknięte archiwa krakowskiej kurii. Wynik kwerendy? Krytycy Jana Pawła II będą musieli zamilknąć.
Koniec domysłów. Dziennikarze dorwali się do pilnie strzeżonych teczek w Krakowie
Przez dekady archiwum krakowskiej kurii uchodziło za twierdzę nie do zdobycia. To tam miały kryć się mroczne sekrety z przeszłości Karola Wojtyły, przyszłego papieża Jana Pawła II. Ta sprawa przez lata dzieliła Polaków - teraz żelazne drzwi krakowskiej kurii otworzyły się na oścież. Zgodę na prześwietlenie akt wydał osobiście kardynał Grzegorz Ryś.
Wielu liczyło na skandal, który pogrąży świętego. Zamiast tego badacze trafili na mur twardych faktów. Dziennikarze wzięli pod lupę ukrywane przed światem tajne dokumenty. Śledztwo Rzeczpospolitej objęło aż 9 opasłych tomów akt.
Przeanalizowano setki pism i decyzji. Zderzono je z tym, co od dawna kryją w sobie dokumenty IPN Wojtyły. Pod lupę trafiły teczki takich duchownych jak Eugeniusz Surgent, Józef Loranc czy Bolesław Saduś. To właśnie wokół tych nazwisk narosło najwięcej mitów.
Wynik tych poszukiwań uderza wprost w oskarżycieli. Archiwa krakowskiej kurii nie kryły dowodów na zamiatanie spraw związanych z wykorzystanie nieletnich pod dywan. Dokumenty pokazują jednoznacznie, że Kardynał Karol Wojtyła nie zapewniał sprawcom taryfy ulgowej.
AKPA; Wiki Commons
CZYTAJ TAKŻE: To nie będzie kolejna laurka. Andrzej Chyra nowym papieżem w mrocznym thrillerze! Obsada Dziwisza to prawdziwy szok
Wojtyła grał ostro. Wyprzedził milicję i wysłał podejrzanego na badania
Wnioski z analizy są bezlitosne dla krytyków. Przeszukana przez ekspertów Rzeczpospolita kwerenda nie pozostawia złudzeń. Nie ma absolutnie żadnych dowodów na tuszowanie pdfilii w Kościele przez krakowskiego hierarchę.
Wojtyła nie dawał im żadnych szans. Reagował, zanim do drzwi zapukała milicja. W sprawach przestępców takich jak ks. Surgent i ks. Loranc metropolita krakowski uderzał natychmiast. Zawieszał ich w obowiązkach i wyrzucał z parafii. Zanim państwowy aparat w ogóle rozpoczął śledztwo, kuria już wyciągała konsekwencje.
To jednak nie wszystko. Karol Wojtyła sięgał po metody, które w tamtych czasach mocno szokowały. Już w 1969 roku nakazał wysłać podejrzanego księdza na badania psychiatryczne. To był ruch całkowicie wykraczający poza standardy epoki.
Z kolei Instytut Pamięci Narodowej oraz odtajnione akta kościelne nie wykazują, by Wojtyła wiedział o przestępstwach ks. Sadusia przed wysłaniem go za granicę. To potężny cios w narrację o rzekomej ucieczce do Austrii. Dowodów po prostu nie ma.
wallpaperflare
Koniec z taryfą ulgową. Ostra pokuta zamiast wygodnej ambony
Co działo się, gdy skazani za krzywdzenie dzieci księża pdfile wychodzili na wolność? Tu zbadane dokumenty zadają kłam kolejnym internetowym teoriom. Po wyjściu z więzienia nie było litości – zamiast na ambonę, trafiali za mury klasztorów.
Bez prawa do mszy, bez prawa do spowiedzi. Byli wysyłani na dożywotnią, surową pokutę. Zakaz sprawowania funkcji kapłańskich był absolutny i bezwzględny. Nigdy nie wracali już do posługi. Decyzje o zamknięciu sprawców były ostateczne.
Czy to wystarczy, by raz na zawsze uciszyć burzę wokół papieża? Raport gazety uderza w samo serce oskarżeń. Dziennikarze, w podsumowaniu swoich badań, stawiają sprawę niesłychanie jasno:
Z obu kwerend wynika, że Wojtyła nie przenosił księży z parafii do parafii, gdy dowiedział się o ich przestępczej działalności, ale podejmował szybkie działania, które nakazywało prawo kościelne. Niektóre jego decyzje – jak np. wysłanie w 1969 r. księdza podejrzewanego o krzywdzenie dzieci na badania psychiatryczne – były jak na tamte czasy ponadstandardowe
Na tym jednak Kościół w Polsce nie zamierza poprzestać - w końcu. Polscy biskupi powołali już specjalną komisję niezależnych ekspertów. Mają oni do samego końca rozliczyć wszystkie sprawy nadużyć.
Gdy jednak w sieci znów z prędkością światła zaczną krążyć krzywdzące hasła Jan Paweł II oskarżenia pdfilia, obrońcy będą mieli w rękach potężną broń. Twarde papiery. Jan Paweł II nie chował przestępców w szafie. Teraz to krytycy muszą zmierzyć się z faktami.