Sylwia Peretti nie pojechała na identyfikację ciała syna. Po latach ujawnia wstrząsające kulisy

Sylwia Peretti nie pojechała na identyfikację ciała syna. Po latach ujawnia wstrząsające kulisy

Sylwia Peretti nie pojechała na identyfikację ciała syna. Po latach ujawnia wstrząsające kulisy

Pawel Wodzynski/East News/instagram.com/sylwia_peretti

Niemal trzy lata po tragedii Sylwia Peretti po raz pierwszy przerywa milczenie w podcaście Kozaczka i wyznaje, dlaczego nie pojechała zidentyfikować ciała jedynego dziecka. Gwiazda zdradza szokujące kulisy tamtych dni, ujawniając dramatyczną walkę z własnym ciałem po utracie syna. To właśnie jedno, uderzające pytanie od męża sprawiło, że zrozumiała, czego w tej najgorszej chwili chciałby sam Patryk.

Reklama

Dramatyczna walka z samą sobą. "Co wstałam z łóżka, to zemdlałam"

Słynny wypadek w Krakowie z 15 lipca 2023 roku wciąż budzi ogromne emocje. To wtedy sportowe auto dachowało przy moście Dębnickim, a wszyscy młodzi pasażerowie zginęli na miejscu. Dla gwiazdy znanej z programu Królowe życia zaczął się najczarniejszy scenariusz, a identyfikacja ciała syna okazała się fizycznie niemożliwa. Sylwia Peretti w rozmowie z Wiktorem Słojkowskim wyznała, że po wyjściu z komendy policji całkowicie się rozsypała. Szarpała się w domu, chcąc pojechać do kostnicy, ale mdlała przy każdej próbie wstania z łóżka.

No wiesz, do czasu komendy jeszcze było jakoś, jakoś w miarę. Ale od momentu, kiedy wyszłam stamtąd, pojechałam do domu, to już… Amba Fatima, była i ni ma. Nie pojechałam na identyfikację. Bardzo chciałam jechać. Ja wręcz się szarpałam w domu, żeby to zrobić. Ale co wstałam z łóżka, to zemdlałam. Więc z perspektywy czasu… Łukasz i najbliżsi wiedzieli, że nie ma sensu. Uratowali mnie po prostu wtedy. Nie byłabym w stanie po prostu. Wiedziałam też, że Patryk by nie chciał.

Matka ostatecznie zrezygnowała z tego kroku ze względu na swój krytyczny stan. Bliscy widzieli, że jej ciało odmawia posłuszeństwa i dosłownie ratowali ją przed fizycznym upadkiem. Sama również uświadomiła sobie, że wyjazd do prosektorium mógłby skończyć się kolejnym dramatem.

Ja już myślę, że gdybym ja pojechała na tą identyfikację, to musieliby mnie również identyfikować wtedy. Byłam w takim stanie, że…

grób syna SYlwii Peretti instagram.com/sylwia_peretti

Pytanie męża, które zatrzymało ją w domu

Kluczową rolę w zatrzymaniu celebrytki w domu odegrał jej mąż, Łukasz Porzuczek. Małżeństwo na co dzień prowadzi firmę zajmującą się rozbrajaniem bomb, więc potrafią działać pod presją, jednak w tej sytuacji to on musiał przejąć pełną kontrolę nad wydarzeniami. Widząc, że żona walczy ze sobą i za wszelką cenę chce jechać, zadał jej jedno brutalnie szczere pytanie. To właśnie te słowa kompletnie zamurowały matkę Patryka.

Kochanie, mam do ciebie tylko jedno pytanie. Gdybyś to ty miała wypadek i była w takim stanie, czy chciałabyś, żebym ja z Patrykiem pojechał cię zidentyfikować?

Odpowiedź na to pytanie nasunęła się sama. Mąż odciął jej wszelkie wątpliwości jednym, ucinającym dyskusję zdaniem. Te krótkie słowa stały się dla udręczonej kobiety ostateczną tarczą.

Patryk nie chce, żebyś jechała.

Sylwia Peretti, Patryk Peretti w niebieskiej koszulce instagram.com/sylwia_peretti

Mistyczna godzina 3:12. Zegarek pokazał czas wypadku

Tragedia z lipca 2023 roku kryje w sobie wstrząsający szczegół, który mrozi krew w żyłach. W noc zdarzenia celebrytka gościła znajomych z Warszawy, a w spotkaniu przez chwilę uczestniczył również jej syn. Z pozoru zwykły letni wieczór w ogrodzie i późniejszy spacer po krakowskim rynku zyskały nagle przerażający wymiar. Gdy około pierwszej w nocy towarzystwo wróciło do domu, zegarek Peretti wskazywał zupełnie inny czas.

To jest tak niewiarygodne. Przyjechali do mnie znajomi z Warszawy. Zrobiliśmy u mnie w ogrodzie grilla, dzień jak co dzień w okresie letnim. Przyjechał też Patryk z dziewczyną. Zrobiliśmy grilla, po czym młodzi pojechali do siebie, a my poszliśmy na rynek. Chciałam im pokazać rynek w Krakowie nocą. Wróciliśmy do domu około pierwszej. Poszliśmy jeszcze na taras. Ja mówię: ale szybko wróciliśmy do domu, która godzina? Rany boskie, trzecia?". Dopiero była przecież północ. A oni: " Jaka trzecia? No przecież jest pierwsza." Ja im pokazuję swój zegarek 3:12. Mam do dziś zdjęcie tego zegarka z godziną wypadku.

Podczas gdy telefony znajomych pokazywały rzeczywistą godzinę, urządzenie na nadgarstku matki zatrzymało się dokładnie na 3:12. To czas, w którym jej jedyny syn zginął w roztrzaskanym samochodzie. Fakt ten do dziś pozostaje całkowicie niewytłumaczalny.

SYlwia Peretti z mężem i synem na czarno-białym zdjęciu instagram.com/sylwia_peretti

"Najbardziej hejtowana matka w Polsce"

Badania toksykologiczne jednoznacznie wykazały, że 24-latek prowadził auto pod wpływem alkoholu, mając we krwi 2,3 promila. Te fakty sprawiły, że internauci wydali błyskawiczny wyrok. Z dnia na dzień gwiazda stała się celem masowych ataków i została okrzyknięta matką mordercy. Rozliczeniem z tymi bolesnymi doświadczeniami ma być Niepożegnani książka – wywiad-rzeka, który 25 marca trafi na półki księgarń.

Przez długi czas tą tragedią żyła cała Polska i w pewnym sensie nadal żyje. Była komentowana, oceniana i analizowana z każdej strony. Z dnia na dzień stałam się najbardziej hejtowaną matką w kraju. Mój syn był nazywany mordercą, choć był to tragiczny wypadek, w którym sam stracił życie. Ciężar tej historii spadł wtedy na mnie.

Celebrytka punktuje w wywiadzie hipokryzję społeczeństwa, które oczekuje od kobiet szybkiego powrotu do formy. Wymaga się, by żałoba była bezgłośna, a łzy zniknęły pod warstwą makijażu. Jej tragedia udowadnia, że rzeczywistość po stracie dziecka łamie wszelkie konwenanse.

Ludzie chcą, żeby kobieta w żałobie była cicho. Żeby płakała krótko, najlepiej w czterech ścianach, a potem wróciła do życia — w makijażu, z przyklejonym uśmiechem. Śmierć dziecka wywraca wszystko, zaburza porządek rzeczy i narusza logikę istnienia. To się nie powinno wydarzyć.

Dziś syn Sylwii spoczywa w rodzinnym grobie u boku jej babci oraz jej męża. To miejsce jest dla zmagającej się z ogromnym bólem matki nieustannym dowodem na ostateczne zaburzenie zasad natury. Życie dopisało do tej historii najbardziej bolesny, odwrócony scenariusz.

To nie jest dla mnie tylko symbol. To grób rodzinny. Leży tam moja babcia, obok swojego syna i męża. Leży tam też mój syn. I wiem, że kiedyś będę leżeć tam także ja. To nie jest myśl abstrakcyjna czy metafora. To porządek, który został odwrócony, a którego nie da się naprawić.

Wypadek syna Peretti: symulacja nie pozostawia złudzeń. Można było zrobić tylko jedno. Pokazujemy krok po kroku, co się stało. Zobacz galerię
Źródło: youtube.com/bitwydrogowe
Reklama
Reklama