Więcej bakterii kałowych niż w oborach. Jeden szczegół w miejskich tężniach mrozi krew w żyłach

Więcej bakterii kałowych niż w oborach. Jeden szczegół w miejskich tężniach mrozi krew w żyłach

Więcej bakterii kałowych niż w oborach. Jeden szczegół w miejskich tężniach mrozi krew w żyłach

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Wiki Commons

Katarzyna Wolny-Koładka z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie przeprowadziła badania, które wstrząsnęły opinią publiczną. W mgiełce miejskich tężni solankowych, mających w teorii poprawiać naszą odporność, odkryła rekordowe stężenia bakterii kałowych, w tym Escherichia coli oraz Clostridium perfringens. Stężenie tych niebezpiecznych drobnoustrojów w krakowskich instalacjach w 2026 roku okazało się znacznie wyższe niż w zanieczyszczonym powietrzu wewnątrz rolniczych obór, co zagraża życiu seniorów i dzieci.

Reklama
  • W mgiełce inhalacyjnej krakowskich tężni wykryto większe stężenie bakterii kałowych niż w powietrzu w oborach
  • Stężenie bakterii Escherichia coli w solance jest wyższe niż w wodach Zalewu Nowohuckiego i rzeki Dłubni
  • Główny Inspektor Sanitarny traktuje mikrotężnie jako element małej architektury, co całkowicie zwalnia zarządców z obowiązku nadzoru sanitarnego
  • Katarzyna Wolny-Koładka rekomenduje wygaszanie miejskich tężni ze względu na zagrożenie mikrobiologiczne

Badania mikrobiologiczne tężni solankowych w Krakowie

Katarzyna Wolny-Koładka na początku 2025 roku opublikowała wyniki badań z krakowskiej uczelni rolniczej, które całkowicie zmieniają nasze postrzeganie tych niezwykle popularnych instalacji "zdrowotnych". W próbkach solanki pobranych prosto z trzech miejskich tężni na terenie miasta stwierdzono bezdyskusyjną obecność niebezpiecznych bakterii Escherichia coli oraz Clostridium perfringens. Wspomniane patogeny pochodzenia kałowego mogą wywołać poważne problemy zdrowotne, zwłaszcza u osób osłabionych czy starszych, które chętnie szukają tam ukojenia.

W miejskich tężniach w Krakowie wykryliśmy bakterie Escherichia coli i Clostridium perfringens. To chorobotwórcze mikroorganizmy, które nie powinny występować w solance do inhalacji

– poinformowała na antenie Radia Kraków Katarzyna Wolny-Koładka.

Pomiary stężenia tych mikroorganizmów z 2026 roku dają do myślenia jeszcze bardziej i dosłownie wbijają w fotel. Okazało się, że zanieczyszczenie solanki we wszystkich badanych krakowskich obiektach drastycznie przekracza normy spotykane w mocno zanieczyszczonych zbiornikach wodnych na świeżym powietrzu. Stężenie bakterii w solance było wyższe niż w wodach Zalewu Nowohuckiego oraz rzeki Dłubni – akwenów, które od lat uchodzą za silnie skażone.

Więcej bakterii kałowych wykryłam również w mgiełce wokół tężni niż podczas badań prowadzonych w oborach. To są wyniki, których nie można bagatelizować. Tymczasem obecne rekomendacje GIS nie nakładają obowiązku podejmowania działań w takich sytuacjach

– alarmowała ekspertka w tej samej audycji radiowej.

adrana garcia z córką i zbliżenie na twarz instagram.com/_adrianaggc

CZYTAJ TAKŻE: Tragiczny finał operacji plastycznej. Nie żyje znana 30-latka influencerka, osierociła małą córeczkę

Dlaczego miejskie tężnie są skażone bakteriami

Zanieczyszczenie konstrukcji krakowskich mikrotężni ma kilka bardzo prozaicznych, ale zatrważających przyczyn. Z jednej strony winne jest środowisko i odchody ptaków na gałązkach tarniny. Z drugiej strony lwią część winy ponoszą sami spacerowicze, którzy traktują te obiekty jak miejskie myjnie albo darmowe place zabaw.

Ludzie, mimo regulaminu, który jest umieszczony przy tężni, zachowują się przy niej dość nieracjonalnie. Na przykład, obmywają ręce czy wpuszczają do niecki, do której spływa solanka dzieci, żeby sobie po prostu pobiegały

– tłumaczyła badaczka w wywiadzie dla RMF FM.

Tego typu bezmyślne zachowania doprowadzają do błyskawicznej degradacji mikrobiologicznej solanki. Rozentuzjazmowane dzieci chlapią się w wodzie w brudnych butach, a ta sama ciecz krąży potem w zamkniętym obiegu i uwalnia się w postaci kojącej mgiełki prosto do płuc przechodniów. Cała instalacja zamiast pomagać, staje się tykającą bombą biologiczną. Tymczasem przypisywanie tym obiektom właściwości leczniczych jest całkowicie nieuzasadnione – w Polsce funkcjonuje zaledwie dziewięć tradycyjnych tężni uzdrowiskowych, które działają w kontrolowanych warunkach i pod ścisłym nadzorem. Miejskie mikrotężnie nie mają z nimi nic wspólnego.

Doda- zbliżenie na twarz AKPA

CZYTAJ TAKŻE: Doda bez żenady o swojej higienie. Wyznała, że kąpie się raz na trzy tygodnie. Piosenkarka wyjaśnia szczegóły

Zagrożenie dla dzieci i seniorów oraz brak nadzoru GIS

Absurdalność całej sytuacji polega przede wszystkim na tym, jak polskie prawo definiuje tego typu budowle. GIS oficjalnie uznał miejskie mikrotężnie wyłącznie za elementy tak zwanej małej architektury – czyli w zasadzie potraktował je na równi z ławkami czy huśtawkami, a nie jak obiekty uzdrowiskowe lub profesjonalne instalacje lecznicze. Takie podejście okazuje się niezwykle wygodne, ponieważ zwalnia lokalnych zarządców z obowiązku regularnego nadzoru sanitarnego i stałego monitorowania drobnoustrojów.

Tymczasem najczęstszymi użytkownikami miejskich tężni są właśnie obywatele z grup najwyższego ryzyka: małe dzieci, seniorzy oraz pacjenci zmagający się z przewlekłymi chorobami układu oddechowego lub obniżoną odpornością. Zamiast budować odporność, wdychają skażoną solankę zawierającą bakterie kałowe, w tym E. coli i Clostridium perfringens. Taka biurokratyczna opieszałość połączona ze skażeniem to przepis na prawdziwy dramat.

Na alarm zareagował już Zarząd Zieleni Miejskiej w Krakowie. Instytucja zadeklarowała, że nie będzie budować nowych tężni i zaapelowała do mieszkańców o niewzgłaszanie takich projektów w ramach budżetu obywatelskiego. ZZM oficjalnie oczekuje teraz na wytyczne Głównego Inspektora Sanitarnego. Równolegle krakowscy radni przyjęli rezolucję wzywającą GIS do pilnego opracowania ogólnopolskich norm budowy, eksploatacji i kontroli miejskich tężni.

Widząc tę urzędniczą obojętność i zatrważające wyniki z laboratorium, Katarzyna Wolny-Koładka rekomenduje nie tylko wygaszanie skażonych instalacji, ale i całkowity zakaz budowy nowych obiektów, które generują ogromne koszty i stanowią biologiczne zagrożenie. Generują one potężne koszty, a ich prozdrowotność w miastach nie jest poparta żadnymi dowodami naukowymi. W warunkach miejskich stanowią ukryte zagrożenie dla najsłabszych – zamiast leczyć, mogą wysłać prosto do szpitala.

Roksana Węgiel w kusej mini bryluje z mężem w Rzymie. Pokazała zakupy u Chanel, fani nie gryzą się w język [zdjęcia]
Źródło: instagram.com/roxie_wegiel
Reklama
Reklama