Dominika Clarke nie chce uczyć dzieci polskiego. Wyznała bez ogródek: "Niech żyją w błogiej nieświadomości"

Dominika Clarke nie chce uczyć dzieci polskiego. Wyznała bez ogródek: "Niech żyją w błogiej nieświadomości"

Dominika Clarke nie chce uczyć dzieci polskiego. Wyznała bez ogródek: "Niech żyją w błogiej nieświadomości"

instagram.com/rodzinaclarke

Dominika Clarke ponownie zaskoczyła swoich obserwatorów. Znana z sieci mama jedenaściorga dzieci, która wyemigrowała do słonecznej Tajlandii, podjęła szokującą decyzję w kwestii ich edukacji. Kobieta stanowczo zapowiedziała, że nie zamierza uczyć swoich pociech języka polskiego. Wszystko po to, aby chronić je przed bezwzględnym hejtem ze strony rodaków.

Reklama
  • Dominika Clarke zrezygnowała z uczenia dzieci języka polskiego, aby w przyszłości nie mogły przeczytać w sieci obelg na jej temat
  • Rodzina wyprowadziła się na tajską wyspę
  • Grupa internautów próbowała wymusić ekstradycję kobiety do Polski, umawiając w tym celu spotkanie w polskiej ambasadzie w Bangkoku
  • Matka jedenaściorga dzieci czuje się bezpiecznie, ponieważ według niej tajlandzkie przepisy o cyberprzestępczości należą do najsurowszych na świecie

Dlaczego Dominika Clarke nie uczy dzieci języka polskiego?

Dominika Clarke jakiś czas temu podjęła odważną, życiową decyzję. Trzynastoosobowa rodzina Clarke spakowała walizki i przeprowadziła się do nowego domu w Azji. Choć egzotyczne krajobrazy i wieczne lato brzmią jak spełnienie marzeń, ucieczka z kraju wcale nie zakończyła problemów znanej Polki. Kobieta wciąż spotyka się w internecie z niezwykle krytycznymi opiniami na swój temat, mimo że liczni obserwatorzy gorąco wspierają jej działania i śledzą losy nietypowej gromadki.

Zmęczona ciągłymi atakami złośliwców, matka postanowiła w końcu stanowczo zareagować. W mediach społecznościowych przekazała, że zrezygnowała z wprowadzania lekcji języka polskiego w swoim nowym, egzotycznym domu. Ten na pozór drastyczny krok ma w rzeczywistości na celu wyłącznie ochronę jej dzieci. Bohaterka sieci pragnie, aby jej pociechy nigdy nie potrafiły odczytać i zrozumieć tych wszystkich hejterskich komentarzy, które codziennie zalewają jej internetowe profile. Wyznała szczerze Dominika Clarke:

Tyle osób pyta się, dlaczego ja nie uczę dzieci mówić po polsku. Ja sobie tak myślę, może i dobrze, może nie powinnam ich uczyć, żeby nie czytali tego wszystkiego, co piszą, straszne rzeczy o ich mamie. Bo to jest aż niemożliwe. Niech żyją w błogiej nieświadomości, że życie jest piękne, a wszyscy ludzie są przyjemni

Pięcioraczki z horyńca - rodzina clarke najmłodsze dzieci na spacerze instagram.com/rodzinaclarke

Konflikt z polskimi internautami i interwencja w ambasadzie

Codzienność rodziny Clarke w Tajlandii może i przypomina rajską sielankę, jednak polscy internauci najwyraźniej wciąż nie dają za wygraną. Niektórzy posunęli się w swoich działaniach bardzo daleko i podjęli próby zaangażowania urzędów oraz instytucji dyplomatycznych w zniszczenie nowego życia Polki. Wygląda na to, że wirtualni napastnicy mają nadmiar wolnego czasu, skoro przenieśli swoje absurdy z sekcji komentarzy prosto na szczebel międzynarodowy. Zrelacjonowała zszokowana influencerka:

Dziś dotarła do mnie informacja, od której serce na chwilę mi zamarło. Jutro grupa internetowych hejterów ma umówione spotkanie w Ambasadzie Polskiej w Bangkoku. Cel? Chcą wymusić moją ekstradycję z powrotem do Polski

Trudno nie dostrzec ogromnego absurdu w sytuacji, w której anonimowi krzykacze z internetu organizują dyplomatyczne krucjaty i wysyłają donosy, aby uderzyć w matkę na drugim końcu świata. Kobieta podkreśliła, że polska ambasada ani konsulat nie mają uprawnień do odbierania dzieci. Dodała, że jej mąż Vincent jest obywatelem brytyjsko-irlandzkim, a część dzieci urodziła się w Wielkiej Brytanii, co stanowi dla rodziny dodatkowy "pancerz prawny".

zbliżenie na twarz dominika-vice-clarke instagram.com/rodzinaclarke

CZYTAJ TAKŻE: Dominika Clarke ujawniła koszty życia 13-osobowej rodziny w Tajlandii. Fani w szoku: "To fortuna!"

Nowe życie w Tajlandii

Szczęśliwie influencerka znalazła skuteczny sposób na walkę z internetowymi oprawcami. Azjatycki raj oferuje jej coś więcej niż tylko słońce. Dominika Clarke wskazuje, że tajlandzkie przepisy dotyczące cyberprzestępczości należą do najostrzejszych na świecie. To daje jej potężne narzędzie prawne do walki z ludźmi oczerniającymi jej rodzinę i wysyłającymi podłe donosy z fałszywymi informacjami o rzekomo fatalnych warunkach życia.

Dominika Clarke sprzeciwia się również próbom niszczenia jej biznesu i marki osobistej przez osoby rozpowszechniające kłamstwa na temat warunków życia jej dzieci. Poczucie bezkarności w sieci bywa zgubne. Ostrzegła twardo mama jedenastki:

Ktoś, kto próbuje niszczyć cudze życie i biznes zza ekranu, sam może ponieść potężne konsekwencje. Nasze dzieci są zadbane, najedzone, szczęśliwe i kochane. Uczą się, zdobywają dyplomy. Żaden kłamliwy jad tego nie zmieni

Z dala od złośliwego polskiego piekiełka, młodzi członkowie rodziny dorastają we względnym spokoju pod promieniami tajskiego słońca. Nawet jeśli ostatecznie nie będą w stanie odpowiedzieć hejterom w swoim ojczystym języku, zyskają coś znacznie cenniejszego. Ich matka zadbała o to, aby dorastali w bezpiecznej bańce, nieświadomi tego, jak okrutni potrafią być ludzie w wirtualnym świecie.

Dominika Clarke wyprzedaje majątek w Polsce. Cena willi z małpim gajem spadła o pół miliona! "Luksus kosztuje jak małe państwo" [dużo zdjęć willi]>
Źródło: Opaliński Nieruchomości
Reklama
Reklama