Tak mieszka Maja Chwalińska. Takich warunków nikt się nie spodziewał!

Tak mieszka Maja Chwalińska. Takich warunków nikt się nie spodziewał!

Tak mieszka Maja Chwalińska. Takich warunków nikt się nie spodziewał!

instagram.com/majachwalinska

Maja Chwalińska została sensacją paryskich kortów. Zagrała w decydującym starciu paryskiego szlema, odbierając czek na 1,4 miliona euro, czyli oszałamiającą kwotę blisko sześciu milionów. Choć sięgnęła sportowych gwiazd, w Polsce wraca do skromnego mieszkania o powierzchni 25 mkw w Bielsku-Białej. Gigantyczny kontrast wywołał burzę po obrzydliwym artykule redakcji Se.pl i pośpiesznych przeprosinach.

Reklama

Jak mieszka Maja Chwalińska w Bielsku-Białej?

Maja Chwalińska zszokowała cały sportowy świat podczas czerwcowego turnieju Roland Garros w Paryżu. Dotarła do wielkiego finału French Open 2026. To historyczny wyczyn – jest pierwszą zawodniczką w historii imprezy, która przeszła morderczą drogę od kwalifikacji aż do meczu o tytuł. Ostatecznie przegrała z Mirrą Andriejewą wynikiem 3:6, 2:6, ale zyskała status narodowej bohaterki. Za swój niewyobrażalny sukces na paryskiej mączce otrzymała imponującą nagrodę w wysokości 1,4 miliona euro brutto, co daje blisko 6 milionów złotych.

Choć stan jej konta drastycznie się powiększył, młoda tenisistka zachowuje niezwykłą pokorę. Po wielkoszlemowych emocjach wraca do skromnego mieszkania zlokalizowanego w jednym z bloków. Okazuje się, że 25-metrowe lokum w Bielsku-Białej nie było przypadkowym wyborem. Maja Chwalińska kupiła je zaledwie kilkaset metrów od kortów BKT Advantage, by na treningi móc docierać pieszo, zanim jeszcze zrobiła prawo jazdy. To potężny dysonans w świecie wielkiego sportu, gdzie największe gwiazdy zazwyczaj chwalą się ociekającymi przepychem rezydencjami.

Zamiast planować natychmiastowy zakup drogich samochodów czy ogromnych apartamentów z basenem, zawodniczka stąpa twardo po ziemi. Myśli jednak głównie o ukochanym sporcie i dalszym rozwoju kariery. Dla niej luksus to obecnie możliwość swobodnego poprawienia jakości sprzętu na treningach.

Pewnie coś sobie kupię, ale szczerze — nie mam jeszcze nic szczególnego. Na pewno będę chciała jeszcze zainwestować w siebie i swój tenis. Podpytam trenera Maćka, jak mogę sobie pomóc, jakiś sprzęt może. Myślę, że to będzie taki priorytet dla mnie na ten moment.

— wyznała Maja Chwalińska.

Maja Chwalińska z managerem na Okęciu Na zdj.: Maja Chwalińska, Fot. Jacek Kurnikowski/AKPA

Skandal po finale. Portal przeprasza tenisistkę

Maja Chwalińska stała się celem niewybrednych ataków mediów, które w pogoni za klikalnością przekroczyły granice przyzwoitości. W poniedziałek po finale w Paryżu opublikowano artykuł na portalu Se.pl. Tytuł tekstu otwarcie uderzał w skromne warunki życia zawodniczki. W sieci dosłownie zawrzało, gdy pojawiło się tam porównanie lokum tenisistki do budy dla psa. Internauci nie gryźli się w język, nazywając publikację „dnem i parterem moralnym”, co zmusiło redakcję do panicznej ucieczki w przeprosiny.

Pierwsza wersja artykułu była wynikiem błędu redakcji "Super Sport", który nie powinien się wydarzyć i za który przepraszamy panią Maję Chwalińską, kibiców i czytelników.

— przekazał Krzysztof Głowiński-Lubiak (PR manager Se.pl).

Porównanie było bardzo nietrafione. 25-metrowa kawalerka na początku życiowej drogi to spory luksus. Porównanie jej do "budy dla psa" było ciosem poniżej pasa.

Maja chwalińska w bluzie reprezentacji polski instagram.com/majachwalinska

Trudna droga na szczyt. Oszczędności w Nowej Zelandii

Maja Chwalińska, zanim zaczęła inkasować milionowe czeki, musiała mierzyć się z brutalną rzeczywistością finansową zawodowego tenisa. Pochodząca z Dąbrowy Górniczej zawodniczka nie miała startu z pozycji dziecka milionerów – jej ojciec pracował jako elektryk w kopalni, a mama do dziś jest recepcjonistką w lokalnym centrum sportu. Przed startem francuskiego turnieju zarobiła na kortach łącznie nieco ponad 800 tysięcy euro. Problem polegał na tym, że większość tych środków znikała z konta na bieżąco. Lwia część szła na potężne koszty przelotów, utrzymanie sztabu i udział w międzynarodowych rozgrywkach. Budżet zespołu nierzadko bywał napięty do granic możliwości.

Menedżer tenisistki w rozmowie dla programu "Fakty po Faktach" na antenie TVN24 przypomniał, z jak prozaicznymi problemami musieli mierzyć się jeszcze niedawno. Szukając rozpaczliwie oszczędności, regularnie omijali drogie hotele. Zmagali się z ogromnymi kosztami zakwaterowania. Podczas jednego z dalekich wyjazdów do Nowej Zelandii zawodniczka wraz ze sztabem znalazła ratunek u zupełnie obcej Polki.

Piotr Szczypka wspominał: W Australii się nie udało, ale w Nowej Zelandii przez prawie miesiąc mieszkaliśmy u Polki Alice. Z tego miejsca pozdrawiamy ją bardzo, bo nam zaufała, po kilku dniach nas zostawiła w domu. Było to dla nas niesamowite przeżycie, że na końcu świata Polak Polakowi po kilku dniach zaufał i zostawił w domu.

Po zejściu z paryskich kortów z milionami na koncie tenisistka udowadnia, że autentyczną klasę nosi się w sobie. Sukces na szczęście nie wywrócił jej życia do góry nogami, choć redaktorom w modnych biurowcach wciąż bardzo trudno to zrozumieć.

Maja Chwalińska kroczy pod TVN w eskorcie postawnych przystojniaków. Widzowie zniesmaczeni pytaniami prowadzących [zdjęcia]
Źródło: AKPA
Reklama
Reklama