Maja Chwalińska na zawsze zapisała się na kartach historii światowego tenisa, dokonując w Paryżu niemożliwego. Polska 24-latka jako pierwsza kwalifikantka w dziejach rozegrała wielki finał turnieju Roland Garros, gdzie po morderczym maratonie dziesięciu spotkań uległa Mirrze Andriejewej 3:6, 2:6. Choć nasza rewelacja z Miechowa nie uniosła pucharu, opuszcza kort centralny z gigantyczną premią finansową i rozbrajającą szczerością, którą podbiła serca kibiców.
Maja Chwalińska i jej historia Kopciuszka na Roland Garros 2026
Maja Chwalińska zgotowała paryskiej publiczności prawdziwy rollercoaster emocji. Reprezentantka kraju rozpoczęła zmagania od trzech niezwykle wymagających meczów w fazie kwalifikacyjnej. Potem niczym burza przeszła przez drabinkę główną turnieju, radząc sobie z presją zawodów wielkoszlemowych. Jej fenomenalną dyspozycję skomentowała jeszcze po wygranym półfinale amerykańska legenda kortów.
Jest w takim momencie, że nawet ona nie może w to uwierzyć, jakby starała się sama obudzić z tego snu. Przeszła bardzo długą drogę. To naprawdę historia Kopciuszka
– oceniła zachwycona Venus Williams w rozmowie z TNT Sports.
instagram.com/majachwalinska
CZTAJ TAKŻE: Archiwalne nagranie nastoletniej Mai Chwalińskiej obiegło sieć. Dawne wyznanie tenisistki wyciska łzy z oczu [wideo]
Przebieg finału Roland Garros: brutalna dominacja rywalki w trudnych warunkach
Decydujące starcie toczyło się w wyjątkowo niesprzyjającej aurze. Bardzo silny wiatr na korcie centralnym momentami przeszkadzał Polce w konstruowaniu akcji. Z drugiej strony wyraźnie dodawał siły potężnym zagraniom Rosjanki. Początek spotkania dawał jednak ogromne nadzieje na upragnione zwycięstwo, a zmagania Polki z trybun obserwował sam Brad Pitt, co tylko podkreślało rangę wydarzenia. W pierwszym secie kwalifikantka objęła prowadzenie 3:2 po imponującym wygraniu gema serwisowego do zera.
Niestety, chwilę później rewelacyjna passa dobiegła końca. Mirra Andriejewa wygrała dziewięć gemów z rzędu, obejmując bezlitosne prowadzenie 4:0 w drugim secie i wkrótce potem przypieczętowując ostateczny triumf. Tuż po meczu polska zawodniczka z ogromnym szacunkiem zwróciła się bezpośrednio do nowej mistrzyni wielkoszlemowej. Mimo bolesnej przegranej pokazała ogromną dozę sportowej dojrzałości.
Gratulacje dla Mirry. Jesteś niesamowita. Jesteś taka młoda i utalentowana. Gratulacje dla ciebie i teamu. Życzę Ci wszystkiego najlepszego w przyszłości
– mówiła z klasą Maja Chwalińska w trakcie oficjalnej ceremonii dekoracji.
Mirra Andreeva i Maja Chwalinska / Fot. instagram.com/rolandgarros
Zarobki Mai Chwalińskiej i ogromny awans w rankingu WTA
Maja Chwalińska po porażce w najważniejszym meczu życia absolutnie nie wraca do kraju z pustymi rękami. Za udział w paryskim finale na konto zawodniczki wpłynęła astronomiczna premia wynosząca 1,4 miliona euro, czyli około 6 milionów złotych. Z kolei triumfująca rywalka zainkasowała nad Sekwaną imponujące 2,8 miliona euro. Zgodnie z najnowszym notowaniem rankingu WTA, nasza gwiazda przesunęła się ze 114. na znakomite 21. miejsce. Nic więc dziwnego, że po ostatniej piłce nie opuszczał jej doskonały wręcz nastrój.
Gwiazda postanowiła w piękny sposób rozładować napięcie po morderczym turnieju. Z pełnym luzem i nutą uroczej ironii wskazała główną winowajczynię swojej finałowej klęski. Uśmiechnięta wicemistrzyni rzuciła w stronę mikrofonu żart. Ten momentalnie wprawił w doskonały nastrój zgromadzoną na trybunach publiczność, zostawiając wszystkich z poczuciem ogromnej sympatii.
Chciałabym podziękować kibicom, którzy przyszli nie tylko dzisiaj. Czułam waszą miłość i jestem bardzo wdzięczna. Szkoda, że nie zobaczyliście lepszego meczu, ale Mirra była lepsza. To jest jej wina
– przyznała żartobliwie Maja Chwalińska na zakończenie swojego przemówienia.