Maja Chwalińska osiągnęła we Francji historyczny sukces. Polska tenisistka w fenomenalnym stylu awansowała do półfinału wielkoszlemowego turnieju Roland Garros 2026. Sensacyjnie pokonała gwiazdy światowego formatu, wygrywając z Qinwen Zheng, Marią Sakkari oraz Anną Kalinską. Osiągnięty wynik gwarantuje zaledwie 24-letniej zawodniczce astronomiczną premię finansową w wysokości 750 tysięcy euro. W przeliczeniu to ponad 3 miliony złotych.
Rodzice Mai Chwalińskiej: ojciec górnik i mama recepcjonistka
Maja Chwalińska nie pochodzi z rodziny milionerów, a jej droga na szczyt światowego tenisa wyglądała inaczej niż w przypadku wielu dzisiejszych gwiazd. Ojciec zawodniczki, Tomasz Chwaliński, to emerytowany górnik, który przez lata pracował ciężko pod ziemią jako kopalniany elektryk. Jej mama, Marcela (używająca też imienia Marcelina), pracuje na recepcji. Można ją spotkać w Centrum Sportu i Rekreacji w Dąbrowie Górniczej. Taki domowy budżet absolutnie nie stwarzał możliwości finansowania szalenie drogich treningów.
Zanim na dobre poświęciła się rakiecie, Maja Chwalińska trenowała siatkówkę, dochodząc do etapu "czwórek". Prawdziwym ratunkiem dla jej talentu okazała się jednak "Tenisowa Talentiada". Ten darmowy szkolny program sprawił, że przez pierwsze dwa lata nauki rodzice nie płacili za zajęcia. Wspominając swoje początki w dawnej rozmowie z TVP Sport, zawodniczka szczerze opowiedziała o tym, jak im się wtedy wiodło. Bliscy głęboko wierzą również, że nad jej niesamowitymi sukcesami czuwa z zaświatów zmarła babcia Ewa, otaczając ją anielską opieką.
Moi rodzice sami z siebie nie mieliby na tyle pieniędzy, żeby finansować moją karierę
— wyznała Maja Chwalińska.
instagram.com/majachwalinska
Sztab szkoleniowy Mai Chwalińskiej i wsparcie z Bielska-Białej
24-letnia Maja Chwalińska ma za sobą armię ludzi! Dziś za sukcesami Mai stoi cały sztab. Biznesem zajmuje się menedżer Piotr Szczypka, a o formę dba czeski trener Jaroslav Machovsky. Za logistykę odpowiada Aleksandra Musiał. Co więcej, w Paryżu specjalnie dla niej został Maciej Ryszczuk – fizjoterapeuta samej Igi Świątek. To niesamowity gest, który dobitnie pokazuje, że na naszych oczach rodzi się nowa królowa kortów! Tenisistkę wspiera Beskidzki Klub Tenisowy (BKT Advantage Bielsko-Biała). Pomocną dłoń wyciąga też Polski Związek Tenisowy.
Tenis niezwykle często generuje u młodzieży gigantyczną presję, gdy rodzice inwestujący oszczędności życia wręcz domagają się szybkich zwycięstw. Wspominając przeszłość przed kamerami, 24-latka zdradziła, że w jej domu panowały zupełnie inne zasady.
Jak na tamte czasy, było to niespotykane. Ze strony rodziców nigdy nie czułam więc presji, by inwestycja się zwróciła. To ja ich błagałam, by zawieźli mnie na kolejne treningi, bo tak mi się to spodobało. To było przeznaczenie
— opowiadała Maja Chwalińska.
instagram.com/majachwalinska
Zarobki Mai Chwalińskiej w turnieju Roland Garros 2026
Maja Chwalińska dostarczyła kibicom w całej Polsce absolutnie niezapomnianych emocji! Turniej w Paryżu, zaplanowany od 17 maja do 7 czerwca, okazał się w jej wykonaniu magiczny. Przygodę w Paryżu 24-letnia Chwalińska zaczęła od bezlitosnego odprawienia z kwitkiem Qinwen Zheng, nie pozostawiając rywalce żadnych złudzeń! Kolejną przeszkodą była Maria Sakkari, którą Maja wyeliminowała w trzecim etapie, dosłownie zmiatając rywalkę z kortu. W ćwierćfinale jej ofiarą padła kolejna wielka gwiazda, Anna Kalinska.
Kosmiczne wyniki sportowe przełożyły się na lawinowo rosnące pieniądze. Sam bilet do ćwierćfinału oznaczał czek na 470 tysięcy euro. To blisko 2 miliony złotych! Awans do najlepszej czwórki wywindował te zarobki na poziom 750 tysięcy euro. Skok ze szkolnej sali gimnastycznej na paryskie korty po milionowe kwoty wydaje się wprost nierealny. Tuż po historycznym, czerwcowym zwycięstwie w ćwierćfinale ojciec tenisistki stanął przed dziennikarzami. Tomasz Chwaliński kompletnie nie potrafił powstrzymać łez wzruszenia.
Brak słów. Nawet nie wiadomo, jak skomentować. Nie wyobrażaliśmy sobie tego. Nawet ja w najśmielszym snach, że Maja w tym okresie zajdzie tak daleko. Tutaj, w Rolandzie... Kompletnie nie wyobrażaliśmy sobie
— podsumował Tomasz Chwaliński.