15-letni obywatel Holandii, Maxim, który od miesiąca był poszukiwany w swoim kraju, odnalazł się w najmniej spodziewanym miejscu. Chłopiec spał pod kocem na przystanku autobusowym pod Białymstokiem. Kiedy wydawało się, że cała historia zmierza do szczęśliwego końca i nastolatek bezpiecznie zaczeka na rodziców, sprawa przybrała zupełnie niespodziewany obrót, uruchamiając potężną policyjną obławę.
Zagadkowe zniknięcie w Holandii i odnalezienie pod Białymstokiem
15-letni Maxim zniknął bez śladu około miesiąc przed odnalezieniem go na terytorium Polski. Zdarzenie to miało miejsce w holenderskiej miejscowości Apeldoorn. To stamtąd chłopiec opuścił swój dom rodzinny, wyjeżdżając na rowerze w nieznanym kierunku. Od tamtej pory bliscy nie mieli z nim żadnego kontaktu, a w kraju ruszyły oficjalne poszukiwania zaginionego nieletniego. Zagadką pozostaje, w jaki sposób i dlaczego młody człowiek pokonał z własnej woli tak ogromny dystans, aby pojawić się na wschodzie Europy.
Przełom w poszukiwaniach nastąpił w sobotę 9 maja 2026 roku, gdy policja otrzymała zgłoszenie od jednego z mieszkańców Podlasia. W miejscowości Sobolewo pod Białymstokiem odnaleziono osobę śpiącą na publicznym przystanku autobusowym. Chłopiec ukrywał się przed chłodem pod zwykłym kocem. Policjanci, którzy jako pierwsi zjawili się na miejscu interwencji, początkowo podejrzewali, że mają do czynienia z osobą nietrzeźwą, jednak po weryfikacji szybko zorientowali się, kim jest odnaleziony nastolatek.
Na miejsce sobotniego zdarzenia natychmiast wezwano zespół ratownictwa medycznego. Ratownicy medyczni stwierdzili, że 15-latek nie wymaga hospitalizacji i jest w dobrym stanie. Zgodnie z procedurami bezpieczeństwa, został on bezpiecznie przewieziony do białostockiej placówki opiekuńczej, gdzie miał spokojnie oczekiwać na rychły przyjazd zmartwionych rodziców z Holandii.
instagram.com/latwogang instagram.com/vladimir_semirunnii
CZYTAJ TAKŻE: Semirunnij oddał medal olimpijski na aukcję Łatwoganga. Teraz rozbija bank. Kwota już zwala z nóg
Niespodziewana ucieczka z samochodu na ulicach Białegostoku
Maxim miał już czekać na bezpieczny powrót do domu, jednak w niedzielę 10 maja 2026 roku doszło do dramatycznego zwrotu akcji. Tuż po odebraniu chłopca z placówki opiekuńczej w rejonie ulicy Ciołkowskiego w Białymstoku, wykorzystał on sprzyjający moment i nagle uciekł z wnętrza samochodu. Zaskoczeni opiekunowie nie zdołali go powstrzymać, a nowa sytuacja błyskawicznie przerodziła się w kryzys.
Młody zbieg natychmiast po opuszczeniu pojazdu zaczął oddalać się w kierunku okolicznych terenów leśnych i parkowych. Ucieczka w stronę lasu postawiła na nogi wszystkie patrole w mieście. Funkcjonariusze zdawali sobie sprawę, że na nieznanym terenie przebywa małoletni obcokrajowiec, który kompletnie nie zna okolicznej topografii. Momentalnie ruszyła zakrojona na szeroką skalę policyjna obława.
Aby zmaksymalizować szanse i przyspieszyć prowadzony pościg, do działań skierowano wyspecjalizowane jednostki podlaskiej policji. W poszukiwaniach niedzielnego uciekiniera brała udział między innymi policjantka z policyjnym psem tropiącym. Służby skrupulatnie przeczesywały białostockie zarośla oraz miejsca, w których mógł ukryć się zagubiony nastolatek, robiąc wszystko, by nie dopuścić do tragedii.
Zaginiony Maxim / Fot. x.com/polskapolicja
Zakończenie policyjnej obławy i zagadkowy finał sprawy
Poszukiwania, w które zaangażowano znaczne siły, trwały w najlepsze, a Maxim kluczył między białostockimi drzewami. Sytuacja wydawała się napięta i nieprzewidywalna. Wtedy jednak nastąpił prawdopodobnie najbardziej zdumiewający w całej tej historii finał. Niespodziewany przełom wywołał ogromne zaskoczenie nawet u najbardziej doświadczonych policjantów, którzy brali udział w akcji.
Zamiast zostać fizycznie odnalezionym przez przeczesujące teren patrole czy policyjne psy tropiące, sprawca całego zamieszania samodzielnie zamknął sprawę. Zdecydował się dobrowolnie zakończyć ukrywanie się w białostockich lasach. O tym wprost niebywałym zakończeniu szerokiej obławy poinformował media rzecznik podlaskiej policji, Tomasz Krupa.
Jak się okazało, nastolatek wrócił do placówki opiekuńczej, gdzie przebywał wcześniej
Całkowicie zaskakujący ruch młodego Holendra ostatecznie położył kres wszelkim obawom i policyjnemu pościgowi. Chłopiec dobrowolnie zjawił się w tym samym bezpiecznym punkcie, z którego nie tak dawno uciekł. Wstrząsająca historia obyła się bez obrażeń fizycznych, jednak pełne wyjaśnienie motywów tej niebezpiecznej serii zdarzeń pozostanie w rękach służb pracujących nad sprawą.