Leszek Lichota to dziś jedna z najjaśniejszych gwiazd polskiego kina, kojarzona z twardymi, opanowanymi bohaterami. Mało kto jednak wie, że za tym spokojem kryje się niewyobrażalny dramat. Jako 14-latek wrócił do pokoju po zapomnianą książkę i znalazł w nim ciało ojca.
Jeden błąd rano, trauma na całe życie. To nie miał być ten dzień
Dzieciństwo Leszka Lichoty przypadło na szare lata 80. i 90. XX wieku. Dorastał w robotniczym Wałbrzychu, a jego świat zawalił się u schyłku szkoły podstawowej. To miał być zwykły szkolny poranek. Aktor rozpocząłby ten dzień jak każdy inny nastolatek, ale po prostu zapomniał książki.
Gdy zorientował się, że nie spakował podręcznika do historii, zawrócił do pokoju. To, co tam zobaczył, na zawsze zmieniło jego życie. Śmierć ojca w dzieciństwie to cios, który zmusza do błyskawicznego dorastania.
Wieczorem zapomniałem spakować podręcznika do plecaka i rano wchodząc po nią do pokoju, znalazłem mojego martwego ojca
Ten jeden moment brutalnie przerwał jego młodzieńczą beztroskę. Aktor wspomniał o tym dramacie po latach na Facebooku, przy okazji literackiego wyzwania. Zamiast ulubionej powieści, pokazał stary podręcznik do historii z ósmej klasy.
AKPA
"Nie rozpamiętuję przeszłości". Jak Lichota poradził sobie z traumą?
Temat utraty rodzica powrócił, gdy w sieci pojawił się głośny wywiad Leszka Lichoty u Żurnalisty. Gwiazdor otwarcie opowiedział tam, jak poradzić sobie ze śmiercią rodzica. Zamiast analizować swój ból, postawił na wyparcie jako mechanizm obronny.
To radykalne odcięcie od wspomnień pozwoliło mu przetrwać najgorsze chwile i skupić się na tym, co przed nim. Skierowanie całej uwagi na przyszłość okazało się jego najsilniejszą tarczą.
Nie mam pojęcia jak sobie z tym poradziłem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Myślę, że to nastąpiło bardziej przez wyparcie, czyli zapominanie złych rzeczy i patrzenie w przyszłość. Ja nigdy nie patrzę w przeszłość, nie rozpamiętuję przeszłości, nie kolekcjonuję przeszłości. Więc jeżeli coś się zdarzyło i miało bardzo negatywne jakieś oddziaływanie na mnie, to myślę, że ja to wypierałem i zapominałem i patrzyłem w przyszłość na zasadzie: no dobra, od dziś rzeczywistość wygląda tak i idziemy do przodu. I to chyba cały czas we mnie jest. Każdy ma swoje bezpieczniki
Przez lata Leszek Lichota traumę definiuje więc przez pryzmat przetrwania i twardego stąpania po ziemi. Aktor przyznaje jednak, że jego osobowość to mieszanka grubej skóry i ogromnej empatii, z którą wciąż uczy się żyć. Nie zawsze udaje mu się zachować chłodny dystans do otaczającego go świata.
No niestety ta wrażliwość sprawia, że czuję dyskomfort duży i się przejmuję rzeczami, na które nie mam wpływu, a staram się tego nie robić. Uczę się, żeby tego nie robić, ale niektóre sytuacje są tak blisko mnie, że no nie da się
Fot. Gałązka/AKPA
Z robotniczego Wałbrzycha na szczyt. Jedynak i jego bilet do innego świata
Górniczy Wałbrzych aktor zapamięta jako miasto surowe i trudne do życia w okresie transformacji. Po tragicznym poranku z dnia na dzień spadła na Lichotę ogromna odpowiedzialność. Wychowywany wyłącznie przez matkę, musiał odnaleźć się w kompletnie nowej domowej rzeczywistości.
Aktor zmuszony był błyskawicznie dorosnąć i wejść w rolę głowy rodziny, stając się najważniejszym oparciem dla samotnej mamy.
Jestem jedynakiem, więc po śmierci ojca cała uwaga i troska mamy skupiła się na mnie, a ja z kolei czułem, że muszę stać się dla niej oparciem
Życie w wałbrzyskim blokowisku lat 90. miało jednak swoje nieoczywiste momenty. Mało kto wie, że Olga Tokarczuk sąsiadka Lichoty, dzieliła z nim tę samą klatkę schodową. Zanim cały świat usłyszał o jej literackim Noblu, była to po prostu zwykła znajoma z bloku, która w domowych kapciach pukała do drzwi, by pożyczyć cukier czy inne drobiazgi.
Pamiętam, że pożyczała nam czasem różne rzeczy, była bardzo miłą osobą, zanim jeszcze cały świat się o niej dowiedział
Mimo tych urokliwych epizodów z sąsiedztwa, chłopak marzył tylko o jednym – żeby wreszcie stamtąd uciec. Technikum Hotelarskie w Wałbrzychu nie było dla niego po prostu kolejną szkołą. Dla nastolatka po przejściach był to złoty bilet do zupełnie innego, lepszego świata i szansa na radykalne odcięcie się od przeszłości.
Wybrałem technikum hotelarskie, bo to była jedyna szansa, żeby wyrwać się z Wałbrzycha i zobaczyć coś więcej. Szkoła dawała możliwość praktyk w dobrych hotelach, co wtedy wydawało mi się szczytem marzeń
Ostatecznie los napisał dla niego zupełnie inny, o wiele bardziej spektakularny scenariusz. Hotelowe korytarze zamienił na deski Akademii Teatralnej w Warszawie, którą ukończył w 2002 roku. Dziś Leszek Lichota dobitnie udowadnia, że trauma z dzieciństwa nie musi przekreślać życiowych szans. Twarde zasady wyniesione z Wałbrzycha zaprowadziły go na szczyt, a role w takich produkcjach jak "Znachor"czy "Wataha" na stałe zapisały go w historii polskiego kina.