Justyna G., nauczycielka religii z Bielawy, usłyszała wyrok za potrącenie 8-letniej Laury na szkolnym parkingu. Sąd Rejonowy w Dzierżoniowie skazał kobietę na rok więzienia. Wykonanie kary zawieszono na trzy lata, mimo że dziewczynka w wyniku wypadku znajduje się w stanie wegetatywnym. Rodzice poszkodowanej dziewczynki, która dziś ma już 10 lat, nie kryją oburzenia decyzją wymiaru sprawiedliwości i zapowiadają apelację od wyroku.
- Justyna G. została skazana na rok więzienia (wykonanie kary wstrzymano na 3 lata), wysoką grzywnę oraz 100 tys. zł nawiązki.
- Tragedia rozegrała się pod koniec stycznia 2024 roku na terenie bielawskiej „czwórki”.
- Laura Borkowska doznała niedotlenienia mózgu i znajduje się w stanie wegetatywnym.
- Miesięczny koszt rehabilitacji 10-latki sięga nawet 30 tysięcy złotych.
Wyrok Sądu Rejonowego w Dzierżoniowie wobec Justyny G.
Nauczycielka Justyna G. poznała decyzję wymiaru sprawiedliwości we wtorek, 15 września 2026 roku. Sąd uznał katechetkę za winną nieumyślnego spowodowania wypadku, w którym ciężkie obrażenia odniosła mała Laura. Wymierzona kara to rok pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania na trzyletni okres próby.
Poza tym kobieta musi zapłacić grzywnę w wysokości 13,5 tysiąca złotych oraz 100 tysięcy złotych nawiązki na rzecz poszkodowanej dziewczynki. Sąd obciążył także kobietę kosztami sądowymi w wysokości ponad 52 tysięcy złotych. Orzeczono również roczny zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych.
Sama Justyna G. w trakcie całego procesu przyznawała się do winy. Podczas wtorkowego ogłaszania wyroku zabrakło jej jednak na sali sądowej - katechetka nie zdecydowała się spojrzeć w oczy bliskim Laury.
canva.com
Przebieg wypadku na szkolnym parkingu w Bielawie
Do wypadku doszło 31 stycznia 2024 roku tuż przed lekcjami, na terenie Szkoły Podstawowej nr 4 w Bielawie. Laura szła w stronę wejścia do budynku, a gdy się potknęła i upadła na asfalt, na parking wjeżdżała właśnie nauczycielka. Kobieta nie zatrzymała samochodu.
Z relacji ojca dziewczynki wynika, że po upadku Laura zaczęła się podnosić i machała ręką. Nauczycielka jednak kontynuowała jazdę. Co najbardziej wstrząsające, wlekła bezbronną 8-latkę pod podwoziem auta przez niemal 15 metrów.
Kobieta tłumaczyła później przed sądem, że zupełnie nie zdawała sobie sprawy z obecności dziecka pod kołami i myślała, że najechała jedynie na grubszą gałąź. Z taką wersją nie zgodzili się jednak biegli. Analiza monitoringu oraz zachowania świateł stopu wskazywała, że kierująca musiała odczuć moment zderzenia.
Śledczy badali też, czy oskarżona korzystała wtedy z telefonu. Wskazywał na to odblask ekranu na nagraniu oraz dane od operatora zarejestrowane tuż po wypadku.
Pixabay
Dramatyczna walka o zdrowie Laury Borkowskiej
Skutki uderzenia i przebywania pod podwoziem okazały się dla małej Laury druzgocące. U dziewczynki doszło do rozległego niedotlenienia mózgu. Dziś 10-latka jest w stanie wegetatywnym - nie mówi, nie porusza się samodzielnie i oddycha jedynie za pomocą rurki tracheostomijnej.
Codzienność rodziny Borkowskich uległa całkowitemu zniszczeniu. Dawna domowa sypialnia zamieniła się w salę intensywnej terapii, wypełnioną specjalistyczną aparaturą, ssakami i rurkami. Opieka nad córką wymaga poświęcenia całego czasu, dlatego państwo Borkowscy musieli zrezygnować z pracy zawodowej.
Koszty leków, środków higienicznych oraz niezbędnej rehabilitacji sięgają kwot od 20 do 30 tysięcy złotych miesięcznie. Rodzice dziewczynki po wyjściu z sali rozpraw nie potrafili ukryć łez, szoku i bezsilności. Dla nich taki wyrok to kpina z ludzkiego cierpienia - niczym nie różni się od uniewinnienia sprawczyni dramatu. Pełnomocnicy rodziny zapowiedzieli już złożenie apelacji do sądu wyższej instancji.