Neurochirurdzy zarabiali 26 tysięcy za godzinę, a szpital tonie. Internauci bez litości: "To bizancjum na krzywdzie chorych"

Neurochirurdzy zarabiali 26 tysięcy za godzinę, a szpital tonie. Internauci bez litości: "To bizancjum na krzywdzie chorych"

Neurochirurdzy zarabiali 26 tysięcy za godzinę, a szpital tonie. Internauci bez litości: "To bizancjum na krzywdzie chorych"

canva.com

Szpital w Mogilnie doprowadzony do finansowej ruiny przez gigantyczne stawki spółki neurochirurgów Spine. Placówka straciła płynność, a w lipcu 2026 roku pielęgniarki i technicy nie otrzymali wypłat przez potężne kary z NFZ i zajęcia komornicze. Sprawę szokującego procederu finansowego bada prokuratura, a na jaw wychodzą kolejne, porażające fakty dotyczące milionowych rozliczeń z prywatną spółką medyczną.

Reklama
  • Spółka neurochirurgów Spine mogła wystawiać rachunki na astronomiczne kwoty sięgające 26 tys. zł za godzinę pracy
  • Zgodnie z umową z 2023 roku neurochirurdzy zgarniali 65 procent wyceny zabiegu, zostawiając szpitalowi zaledwie 35 procent środków
  • NFZ nałożył na placówkę karę ponad 2,6 miliona złotych za nieprawidłowości w dokumentacji
  • Sprawą zajmują się bydgoscy śledczy oraz Centralne Biuro Antykorupcyjne

Jak działała spółka neurochirurgów w szpitalu w Mogilnie

Kulisy współpracy placówek medycznych ze spółką neurochirurgów Spine rzucają nowe światło na zarządzanie publicznymi pieniędzmi. Z ustaleń kontrolerów wynika, że lekarze związani z tym podmiotem mogli wystawiać szpitalom rachunki opiewające na gigantyczne sumy, sięgające nawet 26 tysięcy złotych za godzinę pracy. Rekordowe wpływy spółki Spine przekraczały 300 tysięcy złotych dziennie. Taka skala zarobków w borykających się z problemami finansowymi placówkach powiatowych wywołała ogromne oburzenie i sprowokowała szczegółowe kontrole.

Narodowy Fundusz Zdrowia wziął pod lupę sposób rozliczania procedur medycznych. Kontrola wykazała, że lekarze operujący w Mogilnie w rzeczywistości wykonywali znacznie tańsze zabiegi ambulatoryjne. Mimo to w dokumentacji medycznej placówki rzekomo wykazywano je jako skomplikowane i droższe procedury wymagające pełnej hospitalizacji. Taki mechanizm pozwalał na drastyczne zawyżanie kwot pobieranych z publicznego systemu.

Uwagę kontrolerów przykuł jeszcze jeden, wyjątkowo niepokojący szczegół dotyczący trybu pracy medyków. Analiza dokumentacji szpitalnej ujawniła, że podczas weekendowych dyżurów miało dochodzić do masowego "produkowania" świadczeń. W same soboty neurochirurdzy mieli przeprowadzać nawet po kilkadziesiąt zabiegów, z których pojedyncze trwały niekiedy zaledwie kilka minut.

zbliżenie na twarz lekarza pexels.com

CZYTAJ TAKŻE: Skandal w Szpitalu Południowym. Pacjentce podano zarodek innej pary, Ministerstwo Zdrowia przerywa milczenie

Wielomilionowe kary z NFZ i pracownicy bez wypłat

Konsekwencje tego procederu okazały się dla publicznej placówki katastrofalne. W związku z wykrytymi nieprawidłowościami w dokumentacji i zawyżaniem rozliczeń, Fundusz nałożył na szpital w Mogilnie potężną karę finansową. Kwota zwrotu, jakiej zażądali urzędnicy, przekracza 2,6 miliona złotych. Dla niewielkiego ośrodka powiatowego oznacza to faktyczną zapaść finansową.

Tragiczny finał tej współpracy uderzył bezpośrednio w niewinnych ludzi, którzy na co dzień ratują zdrowie pacjentów. Sytuację pogorszył fakt, że komornik w czerwcu 2026 roku zabezpieczył 400 tysięcy złotych z kontraktu szpitala. Skutkiem tego w połowie roku w kasie placówki zabrakło środków na wypłatę podstawowych wynagrodzeń, zostawiając personel pielęgniarski i techniczny bez środków na chleb.

dominika serowska w bikini instagram.com/_de_bonbon_

CZYTAJ TAKŻE: Ciężarna Dominika Serowska pod kroplówką. Powód tej interwencji wprawia w osłupienie

Śledztwo CBA i prokuratury. Byli dyrektorzy zabierają głos

Na początku lipca 2026 roku Prokuratura Okręgowa w Bydgoszczy prowadzi intensywne postępowanie, w ramach którego tamtejsi śledczy zbierają dowody i przesłuchują kolejnych świadków związanych z działalnością w Mogilnie. Jednocześnie w bliźniaczej sprawie funkcjonowania szpitala w Miastku okoliczności powiązań ze spółką Spine bada delegatura Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Skala kryzysu sprawiła, że głos zabrały osoby bezpośrednio odpowiedzialne za kluczowe decyzje. Była dyrektor szpitala w Mogilnie, Ewa Bonk-Woźniakiewicz, kategorycznie zaprzecza, jakoby posiadała wiedzę o nieprawidłowościach w dokumentacji i problemach finansowych wynikających z kooperacji z prywatną spółką. W swoich wyjaśnieniach zrzuca odpowiedzialność na współpracowników z pionu medycznego placówki.

Umowę podpisałam za namową dyrektora medycznego placówki

Podobną linię obrony przyjmują również przedstawiciele samego podmiotu świadczącego usługi dla szpitala. Prezes spółki Spine, doktor Mateusz Szylberg, konsekwentnie umywa ręce od zarzutów stawianych przez kontrolerów NFZ. W oficjalnym oświadczeniu twierdzi, że cała działalność medyków opierała się na rygorystycznym przestrzeganiu obowiązujących przepisów.

Nie wiem o żadnych nieprawidłowościach i uważam, że wszystko przebiegało zgodnie z prawem.

Olaf Lubaszenko pozbył się 80 kg dzięki jednej zmianie. Fani wprost: "Niewiarygodne" [zdjęcia]
Źródło: AKPA
Reklama
Reklama