Handel zwłokami w warszawskim szpitalu. Rodziny w żałobie były bezlitośnie łupione: "Płacisz albo czekasz"

Handel zwłokami w warszawskim szpitalu. Rodziny w żałobie były bezlitośnie łupione: "Płacisz albo czekasz"

Handel zwłokami w warszawskim szpitalu. Rodziny w żałobie były bezlitośnie łupione: "Płacisz albo czekasz"

zdjęcie ilustracyjne - Pixabay

Artur Habowski, koordynator prosektorium w Szpitalu Południowym w Warszawie, miał stworzyć nieludzki mechanizm handlu ludzkimi szczątkami. Media ujawniły wstrząsające kulisy procederu, w którym za wydanie ciała bliskiej osoby żądano łapówek, a opornych karano celowym opóźnianiem pochówku. Skala nadużyć w placówce doprowadziła już do dymisji zarządu i fali kontroli państwowych służb.

Reklama
  • Opłata za wydanie ciała zmarłego w prosektorium wynosiła 100 zł, a za balsamację żądano 1000 zł
  • Za rekomendację konkretnego zakładu pogrzebowego koordynator pobierał od 1500 zł w górę
  • W 2025 roku do Rzecznika Praw Pacjenta wpłynęły aż 163 zgłoszenia dotyczące nieprawidłowości w tej placówce
  • Decyzją włodarza stolicy odwołano kierownictwo placówki, a kontrole prowadzą NFZ i PIP

Opłaty za wydawanie ciał w Szpitalu Południowym

Jak wynika z medialnych ustaleń Onetu, to właśnie w prosektorium w ursynowskiej placówce zorganizowano nieludzki mechanizm opierający się na cierpieniu żałobników. Zrozpaczone rodziny, próbujące odebrać swoich bliskich celem zorganizowania pochówku, stawały przed koniecznością uiszczenia bezprawnych kwot. Zgodnie z ujawnionym cennikiem usług, opłata za odbiór zmarłych wynosiła 100 zł. Ludzie przeżywający najtrudniejsze chwile w życiu musieli płacić za prawo do pożegnania członków rodziny.

Jak podaje Onet, bezwzględny cennik obejmował niemal każdy etap kontaktu ze zmarłym – od ubrania i umalowania ciała (za co żądano min. 500 zł), aż po balsamację zwłok wycenioną na 1000 zł. Dodatkowo działał tam niezwykle dochodowy system polecania usług funeralnych. Za rekomendację konkretnego zakładu pogrzebowego koordynator pobierał od 1500 zł w górę. Pracownicy stworzyli z ludzkich tragedii wysoce lukratywny biznes, traktując każdy zgon w kategoriach czystego zysku.

Policja Canva.com

Opóźnianie wydawania ciał rodzinom w żałobie

Najbardziej okrutnym elementem tego procederu było traktowanie osób, które odmawiały podporządkowania się narzuconym z góry regułom. Rodziny oraz zakłady pogrzebowe niewnoszące dodatkowych opłat napotykały na celowe opóźnienia w przekazywaniu zwłok. Oczekiwanie na możliwość pochowania bliskiej osoby brutalnie się przedłużało. Czas stawał się narzędziem bezwzględnego szantażu, potęgującym ból zszokowanych krewnych.

Oprócz wymuszeń finansowych, na światło dzienne wyszły przypadki skrajnego braku szacunku dla ludzkich szczątków. Relacja pracownika branży funeralnej dotyczy incydentu całkowitego zbezczeszczenia zwłok. Tuż przed przekazaniem ciała zakładowi pogrzebowemu miało dojść do oddania moczu na zmarłego. Poziom ujawnionego okrucieństwa odbiera mowę i ukazuje całkowity upadek standardów zatrudnionych tam osób.

Skala ujawnionego problemu nie jest wyłącznie wyizolowanym incydentem na mapie medycznej. Eksperci zajmujący się tą tematyką od lat obserwują podobne mechanizmy w całej Polsce. Krzysztof Wolicki precyzyjnie nazwał procedery, które niszczą resztki zaufania społeczeństwa do placówek publicznych. Prezes Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego odniósł się do sytuacji w prosektorium niezwykle stanowczo.

To jest handel zwłokami. Prywatne firmy wchodzą w układy z ratownikami pogotowia, lekarzami i szpitalami.

Sytuacja w placówce od dawna budziła niepokój, co potwierdzają twarde dane. Tylko w 2025 roku do Biura Rzecznika Praw Pacjenta wpłynęły 163 zgłoszenia dotyczące Szpitala Południowego, z czego niemal 40 skarg dotyczyło samego SOR-u. Głos w sprawie zabrał nawet Mateusz Morawiecki, który ostro skomentował doniesienia o handlu zwłokami, nazywając sytuację "katastrofą nadzoru i elementarnej przyzwoitości".

Kontrole w Szpitalu Południowym po wybuchu afery

Doniesienia o nielegalnych praktykach wywołały natychmiastową reakcję na najwyższych szczeblach władz samorządowych. Decyzją włodarza stolicy ostatecznie odwołano kierownictwo placówki. Był to pierwszy, niezbędny krok do rozliczenia osób odpowiedzialnych za brak należytego nadzoru. Nagła dymisja ma na celu umożliwienie rzetelnego i bezstronnego wyjaśnienia całej sprawy.

Instytucje państwowe wkroczyły do szpitala ze zdwojoną siłą, uruchamiając w 2026 roku szeroko zakrojone postępowania audytowe. Szczegółowe kontrole prowadzą obecnie stołeczny ratusz, Narodowy Fundusz Zdrowia oraz Państwowa Inspekcja Pracy. Dodatkowo, na bezpośrednie polecenie Ministerstwa Zdrowia, własne dochodzenie zlecił wojewoda mazowiecki. Inspektorzy analizują dokumentację medyczną.

Rozdzierające sceny na pogrzebie Stanisławy Celińskiej. Jeden szczegół przy trumnie wyciska łzy [zdjęcia]
Źródło: AKPA
Reklama
Reklama