Marilyn Monroe skończyłaby dziś 100 lat. Przed śmiercią wyznała przerażającą prawdę: "Czuję się jak kawałek mięsa" [dużo zdjęć]

Marilyn Monroe skończyłaby dziś 100 lat. Przed śmiercią wyznała przerażającą prawdę: "Czuję się jak kawałek mięsa" [dużo zdjęć]

Marilyn Monroe skończyłaby dziś 100 lat. Przed śmiercią wyznała przerażającą prawdę: "Czuję się jak kawałek mięsa" [dużo zdjęć]

Wiki Commons

Norma Jeane Mortenson, znana jako Marilyn Monroe, urodziła się równe 100 lat temu w Los Angeles. W setną rocznicę urodzin ikony kina, którą Amerykański Instytut Filmowy uznał za szóstą najwybitniejszą aktorkę w historii, świat ponownie analizuje jej mroczne sekrety. Za maską symbolu seksu kryła się głęboko nieszczęśliwa artystka, która do końca walczyła o szacunek i autentyczność.

Reklama

Trudne dzieciństwo Normy Jeane Mortenson i początek kariery Marilyn Monroe

Życie Normy Jeane Mortenson później znana już wyłącznie jako Marilyn Monroe - od samego początku było naznaczone bólem, odrzuceniem i brakiem elementarnej stabilności. Legendarna gwiazda przyszła na świat 1 czerwca 1926 roku o godzinie 9:30 w szpitalu General Hospital w Los Angeles. Zamiast ciepła rodzinnego domu, czekała na nią niezwykle brutalna rzeczywistość pełna sierocego osamotnienia. Jej prawna opiekunka, Grace McKee, odegrała kluczową rolę w drastycznym kroku, do którego doszło 19 czerwca 1942 roku. Właśnie wtedy, w wieku zaledwie 16 lat, przerażona dziewczyna wzięła całkowicie zaaranżowany ślub z 21-letnim Jamesem Doughertym.

Zupełnie inny rozdział w jej życiu rozpoczął się dopiero pod koniec II wojny światowej. W 1945 roku, podczas wyczerpującej fizycznie pracy przy linii produkcyjnej w fabryce samolotów Radioplane, młodą kobietę zauważył fotograf David Conover.

Marilyn Monroe przy taśmie fabrycznej Fot. Wiki Commons - David Conover

To pozornie błahe spotkanie na zawsze zmieniło bieg jej historii, prowadząc ją wprost do legendarnego kontraktu z 20th Century Fox i otwierając drzwi do wielkiej, choć bolesnej kariery. Wiele lat później, w szczerym wywiadzie udzielonym magazynowi Marie Claire w 1960 roku, aktorka w poruszający sposób opisała swój wewnętrzny rozłam:

Norma jest złamana, miała okropne dzieciństwo i pragnie normalnego życia. Marilyn jest gwiazdą. Prawie nie myśli o swojej przeszłości i żyje życiem, o jakim wiele osób marzy. Te dwie osoby czasem się spotykają i potrafią być albo wrzodem na tyłku, albo totalnym słodziakiem. Ale obie są immanentną częścią mnie.

CZYTAJ TAKŻE: Gdy 9 lat temu Andrzej zostawał głową państwa, Agatka wyglądała prawie jak Marilyn Monroe

Trzy małżeństwa i walka Marilyn Monroe o ambitne role w Hollywood

Z okazji wyjątkowej daty, jaką jest 100. rocznica urodzin, na światło dzienne ponownie wyciągane są prywatne zapiski i mało znane dotąd wywiady gwiazdy. Życie osobiste aktorki, która mając za sobą trzy nieudane małżeństwa wręcz rozpaczliwie poszukiwała miłości i autentycznej akceptacji, staje się dziś przerażającym dowodem na toksyczność machiny całego show-biznesu. Zamiast bezpieczeństwa i wsparcia, brutalna fabryka snów zaoferowała jej jedynie samotność i czysto przedmiotowe traktowanie.

W archiwalnych wypowiedziach przypominanych w publikacjach rocznicowych, artystka z ogromnym żalem odnosiła się do tego, w jak okrutny sposób była postrzegana przez potężne studia filmowe. Z jej prywatnych wyznań wyłania się obraz kobiety głęboko zranionej i zmęczonej nieustannym sprowadzaniem jej ludzkiej wartości do walorów fizycznych. Skala jej osobistego dramatu niezwykle mocno wybrzmiewa we własnych, pełnych łez słowach:

Aktorka nie jest maszyną, ale traktują cię, jakbyś nią była. Maszyną do robienia pieniędzy. Robiłam, co mi kazali i wszystko, co z tego miałam, to przykrości. Wszyscy po prostu śmieją się ze mnie. Wielki cyc, wielka d**a, wielkie nic.

Marilyn Monroe w kultowej białej sukience AKPA

Inwigilacja braci Kennedy i tajemnicza śmierć Marilyn Monroe

Ostatnie miesiące życia uwielbianej gwiazdy to potworny ciąg zdarzeń, które do dziś budzą ciarki na plecach. Zaledwie kilka miesięcy przed tragicznym finałem, 19 maja 1962 roku, Marilyn Monroe wystąpiła w Madison Square Garden w Nowym Jorku. Jej słynne, bardzo zmysłowe wykonanie utworu "Happy Birthday" dla prezydenta Johna F. Kennedy’ego przeszło do historii, stając się nieświadomym preludium do mrocznej tragedii.

Zaledwie chwilę później świat wstrzymał oddech. Oficjalne dane ze śledztwa jednoznacznie wskazują, że śmierć Marilyn Monroe nastąpiła w nocy z 4 na 5 sierpnia 1962 roku, w jej kalifornijskim domu w Brentwood. Jako przyczynę zgonu podano przedawkowanie silnych środków nasennych, formalnie zakwalifikowane jako prawdopodobne samobójstwo. Tragedia ta nigdy nie przestała jednak budzić ogromnych wątpliwości. W 1982 roku dziennikarz Anthony Summers rozpoczął w tej sprawie własne, niezwykle dogłębne dochodzenie. Przeprowadzenie morderczych wywiadów z ponad 700 świadkami i urzędnikami doprowadziło do opublikowania książki "Goddess: The Secret Lives of Marilyn Monroe".

W toku prowadzonego przez niego śledztwa na światło dzienne wyszły porażające dowody na inwigilację. Byli agenci FBI oraz wynajęci prywatni detektywi ze skruchą potwierdzili, że domy aktorki oraz Petera Lawforda zostały celowo naszpikowane podsłuchami, by gromadzić kompromitujące materiały na temat jej intymnych relacji z braćmi Kennedy. Urządzenia te uchwyciły również ostatnie, dramatyczne momenty w jej życiu. Ekspert od inwigilacji, Reed Wilson, przekazał Summersowi wstrząsające zapisy dźwiękowe pochodzące bezpośrednio z dnia tragicznej śmierci gwiazdy. W dramatycznym wyznaniu zarejestrowanym w sierpniu 1962 roku, w którym zdesperowana aktorka zwracała się wprost do Lawforda, padły druzgocące słowa:

Czuję się wykorzystana. Czuję się jak kawałek mięsa. Czuję, jakby mnie przekazywano z rąk do rąk.

Rzadkie zdjęcia Marilyn Monroe z początku jej kariery. Uwierzycie, że miała ciemne włosy?! Zobacz galerię!
Źródło: AKPA
Reklama
Reklama