Choć media wciąż żyją echem głośnego i toksycznego rozwodu Kamila Sipowicza z drugą żoną, wdowiec po legendzie polskiego rocka wraca myślami do przeszłości. W cieniu osobistych skandali zdecydował się na wstrząsające wyznanie dotyczące pożegnania Kory. To, co stało się z jej prochami, oraz kulisy ich ostatniego, niedoszłego pożegnania, mrożą krew w żyłach.
Szokujące wyznanie o 5 urnach i kąpieli w jeziorze
Zgodnie z ostatnią wolą artystki, jej ciało zostało skremowane. Jednak to, co stało się później, wymyka się wszelkim standardom. Kamil Sipowicz wyjawił, że prochy ukochanej nie spoczęły w jednym miejscu. Zostały one rozdysponowane niczym najcenniejsze relikwie do aż pięciu urn.
Część z nich trafiła do rodziny i przyjaciół, by ostatecznie spocząć w miejscach, które Kora kochała najbardziej. Prochy rozsypano w wodach Atlantyku, w Jeziorze Wulpińskim oraz na ukochanym Roztoczu. Jednak to, co wydarzyło się nad taflą jeziora, jest najbardziej szokujące. Sipowicz w akcie desperackiej tęsknoty zdecydował się na gest ostatecznego zjednoczenia.
Rozdysponowałem je. Dostała je rodzina. Dostała siostra, synowie, przyjaciółka. Przyjaciółka rozsypała do Atlantyku, do jeziora wulpińskiego. Myśmy wysypali na Roztoczu oczywiście. Jeszcze w kilka miejsc.
Wykąpałem się w tym jeziorze. (...) Wielu ludzi będzie uznawać mnie za wariata. Ale oto ja wariat. To było naturalne. Stałem na pomoście […] i po prostu skoczyłem z tego pomostu do tej wody i akurat były tam te prochy. Ja po jej śmierci byłem w strasznie dziwnym stanie.
AKPA
Gorzka prawda o agresji i medycznej marihuanie
Publicznie pamiętamy ją z programu „Must be the music” – w kolorowych turbanach, wciąż waleczną i charyzmatyczną. Jednak w domowym zaciszu rozgrywał się dramat, o którym wiedzieli nieliczni. Kora przez pięć lat toczyła nierówną walkę z rakiem jajnika z przerzutami do otrzewnej. Kamil Sipowicz poruszył niebo i ziemię, walcząc o legalizację medycznej marihuany, by ulżyć jej w cierpieniu.
Niestety, leki i postępująca choroba odcisnęły piętno na jej psychice. Wyznanie męża jest bolesne – ich pożegnanie nie przypominało filmowej sceny miłości. Było naznaczone strachem i agresją umierającej artystki.
Mam jednak do siebie pretensje, że nie zdążyłem pożegnać się z Korą. Pod koniec życia była wobec mnie bardzo agresywna. Prosiłem naszych przyjaciół, by byli przy niej. Ja starałem się schodzić z jej pola widzenia, żeby jej nie denerwować. Wszystkim zarządzałem, wszystko organizowałem, ale nie byłem obok niej. Żałuję, że się nie pożegnaliśmy.
Więzienie za pogański stos?
Kora i Kamil Sipowicz zawsze żyli po swojemu, z dala od konwenansów. Nic dziwnego, że planowali pogrzeb, który wstrząsnąłby opinią publiczną. Sipowicz chciał wyprawić żonie pogański pochówek, polegający na spaleniu ciała na żerdziach. Czy tradycyjne krematorium było dla niej wystarczające?
Wdowiec przyznaje, że do realizacji tego ekstrawaganckiego planu nie doszło tylko ze strachu przed wymiarem sprawiedliwości. Interweniowała menedżerka gwiazdy Maanam, uświadamiając im brutalne konsekwencje prawne.
Uważałem, że Kora chciałaby mieć pogański pogrzeb, chciałaby zostać spalona na żerdziach. Na pewno wolałaby to niż spalenie w jakimś potwornym krematorium. Jej menadżerka zabroniła mi jednak tego. Powiedziała, ze to nielegalne i że wsadzą nas za to do więzienia. Uznałem, że może rzeczywiście byłoby to trochę zbyt ekstrawaganckie i ustąpiłem. W pewnym sensie poszedłem na łatwiznę. Może niesłusznie.
Przyjaźń aż po grób
W tych tragicznych chwilach na Roztoczu Sipowicz nie był jednak sam. Ważną rolę w życiu i umieraniu artystki odegrała jej bliska przyjaciółka, Magdalena Środa. Panie łączyła niezwykła więź intelektualna – telefonowały do siebie niemal codziennie, dyskutując o polityce i sprawach społecznych.
Magdalena Środa*była obecna na Roztoczu w momencie śmierci Kory, będąc świadkiem jej odchodzenia. To ona, obok męża i synów, towarzyszyła jej w ostatniej drodze, wspominając później, że dom artystki tętnił życiem i kreatywnością do samego końca.
Jak przyjeżdżałam, pierwsze, co robiłam, to szłam do kuchni.
Duchy przeszłości kontra toksyczny rozwód
Dziś **Kamil Sipowicz** twierdzi, że wciąż ma kontakt z żoną. Przez trzy lata po jej śmierci otrzymywał znaki z zaświatów – przez włączające się urządzenia czy zachowanie zwierząt. Przyznaje nawet, że kłóci się z duchem Kory o domowe zaniedbania.
Bardzo ją kocham. Ale mam też do niej pretensje o pewne zaniedbania, których się dopuściła i o których dowiedziałem się po czasie. Zdarza się, że się z nią o to kłócę. Ona dobrze o tym wie.
Jak jednak te uduchowione wyznania mają się do jego ziemskiego życia? Zaledwie dwa lata po śmierci Kory, Sipowicz związał się z o 30 lat młodszą Sylwią. Związek ten zakończył się jednak burzliwym rozwodem w 2023 roku. Słowa byłej żony brzmią jak brutalne zderzenie z rzeczywistością i rzucają cień na wizerunek wrażliwego poety.
Chciałabym na koniec poprosić mojego byłego męża, żeby przestał publicznie gloryfikować toksyczne związki. Zdrady, nielojalność, kłamstwa, awantury wszczynane dla rozrywki mogą drugiej osobie poharatać głowę na długi czas. A czasem na całe życie. Są lepsze sposoby dla zabijania nudy.