Podczas gdy Pentagon publikuje kolejne raporty, a rzecznicy wojska ważą każde słowo, Barack Obama postanowił nie owijać w bawełnę. W najnowszym wywiadzie były prezydent USA zrzucił bombę, na którą czekał cały świat. Jego wyznanie o tym, co usłyszał (i czego nie zobaczył) w Białym Domu, to nie tylko polityczna anegdota — to sygnał, że gra o prawdę właśnie weszła na nowy poziom.
"Są prawdziwi". Obama przerywa milczenie w sprawie kosmitów
To nie był sztywny briefing w Gabinecie Owalnym, ale moment, w którym Barack Obama pozwolił sobie na szokującą szczerość. Goszcząc w podcaście Briana Tylera Cohena, były prezydent musiał zmierzyć się z serią błyskawicznych pytań. Prowadzący, wyraźnie próbując zaskoczyć gościa, rzucił temat, który zazwyczaj kończy się nerwowym śmiechem polityków: istnienie życia pozaziemskiego.
Reakcja Obamy wprawiła wszystkich w osłupienie. Zamiast uciekać w dyplomatyczne formułki, odpowiedział krótko i bez wahania:
Są prawdziwi, ale ich nie widziałem i nie są przetrzymywani w Strefie 51.
W studiu na moment zapadła cisza. To wyznanie brzmi o wiele mocniej niż setki stron raportów o UAP (Niezidentyfikowanych Zjawiskach Anomalnych). Obama dał jasny sygnał: temat nie jest żartem, a "oni" tam są, nawet jeśli nie siedzą w amerykańskich więzieniach.
Creative Commons [Wikipedia: X51]
Obsesyjne poszukiwanie prawdy. Obama jak dziecko w sklepie z cukierkami
Wyobraźcie sobie najpotężniejszego człowieka na świecie, który tuż po zaprzysiężeniu, zamiast pytać o kody nuklearne czy stan gospodarki, zachowuje się jak podekscytowany nastolatek. Obama z rozbrajającą szczerością przyznał, że jego pierwszą myślą po wejściu do Białego Domu było sprawdzenie, co kryją mury legendarnej Strefy 51.
Gdzie są kosmici?
To pytanie zadał swoim doradcom i generałom. Jego ciekawość zderzyła się jednak z brutalną rzeczywistością (a przynajmniej z oficjalną wersją). W wywiadzie stwierdził, że nie znalazł żadnych dowodów na to, by rząd ukrywał w Nevadzie obce formy życia. Zostawił jednak furtkę, która dla fanów teorii spiskowych jest jak paliwo rakietowe:
Nie ma żadnego podziemnego ośrodka, chyba że istnieje jakiś gigantyczny spisek, który ukryli przed prezydentem Stanów Zjednoczonych.
Creative Commons [Wikipedia, Pete Souza]
To nie żart. Generałowie drapią się po głowach
Słowa Obamy to nie tylko medialny show. Były prezydent już w 2021 roku u Jamesa Cordena wspominał o nagraniach obiektów, których fizyki nie potrafimy wyjaśnić. Chodzi o materiały, które spędzają sen z powiek analitykom Pentagonu i NASA.
Są nagrania i zapisy obiektów na niebie, o których nie wiemy dokładnie, czym są. Nie potrafimy wyjaśnić, jak się poruszały, ich trajektorii. Nie miały łatwego do wyjaśnienia wzorca.
Mimo że Sean Kirkpatrick z biura AARO uspokaja nastroje, a raporty nie wykazują wprost "pozaziemskich technologii", zeznania takich ludzi jak David Grusch (twierdzącego, że USA ukrywają kontakty z obcymi) w połączeniu ze słowami Obamy, tworzą mieszankę wybuchową. Rządowa ustawa Unidentified Anomalous Phenomena Disclosure Act miała uspokoić opinię publiczną, ale efekt jest odwrotny — pytań jest coraz więcej.
Wikimedia Commons/Ragesoss
W internecie wrze. "Skoro Obama mówi, że są..."
Internauci, jak zwykle, nie biorą jeńców. Po wywiadzie Obamy sieć zalała fala komentarzy, które najlepiej oddają nastroje społeczne:
Skoro Obama mówi wprost, że są prawdziwi, to znaczy, że temat jest już dawno klepnięty, tylko nas oswajają.
Nie widział ich? A co miał powiedzieć? Że pił z nimi kawę w Owalnym? To i tak najwięcej, ile kiedykolwiek nam powiedzieli.
Oni się bawią z nami w kotka i myszkę, a prawda pewnie jest bardziej przerażająca niż myślimy.