Dwa i pół roku spokoju wystarczyło, by Katarzyna Piekarska uwierzyła, że najgorsze ma za sobą. Los okazał się jednak okrutny. Posłanka KO właśnie ogłosiła nawrót nowotworu i jest już po mastektomii. "Bestia" wróciła, ale polityczka nie zamierza się poddać.
"Rak niestety polubił moje piersi". Szokująca diagnoza przyszła niespodziewanie
Dla 59-letniej Katarzyny Piekarskiej listopad 2025 roku miał być kolejnym miesiącem pracy w Sejmie, a stał się początkiem nowego koszmaru. Niespełna dwa i pół roku od pierwszej wygranej walki z nowotworem, choroba zaatakowała ze zdwojoną siłą. Diagnoza spadła na nią nagle, mimo regularnych badań, burząc kruche poczucie bezpieczeństwa.
W poruszającym wyznaniu dla TVN24 posłanka nie ukrywała, że informacja o nawrocie była dla niej wstrząsem.
No cóż — rak niestety polubił moje piersi. Ale dzięki temu, że badam się regularnie, wiem o chorobie. Po niespełna dwóch i pół roku dostałam wznowy, co było dla mnie olbrzymim zaskoczeniem, strachem i borykałam się z tym wszystkim.
Reakcja lekarzy była błyskawiczna. 21 listopada polityczka przeszła operację usunięcia piersi (mastektomia). W tym mroku pojawił się jednak promyk nadziei, który pozwala wierzyć w ostateczne zwycięstwo. Kluczowe badanie PET przyniosło wynik, który w onkologii jest na wagę złota – wykluczono występowanie przerzutów. To pierwsza wygrana bitwa w tej nowej wojnie.
facebook.com/piekarska.ipl
Rodzinna tragedia w tle. Piekarska boi się powtórki z losu matki
Teraz przed posłanką Koalicji Obywatelskiej najtrudniejszy etap: oczekiwanie na plan dalszego leczenia. Największy paraliż wywołuje jedno słowo: chemia. Piekarska ma przed oczami śmierć własnej matki, która przegrała walkę z rakiem płuc. Tamta tragedia rozegrała się, bo diagnoza przyszła zbyt późno, a terapia była jedynie walką z bólem.
Jestem po mastektomii, a jutro będę wiedziała, jak będzie wyglądało moje leczenie i nie ukrywam, że trochę się boję, gdyby padła decyzja o chemii. Ja jestem z grupy ryzyka i widziałam, jak moja mama umierała na raka, jak bardzo źle znosiła chemię. Moja mama mogłaby do dzisiaj żyć, a przynajmniej żyłaby długo, bo zbyt późno zdiagnozowano u niej nowotwór.
- mówiła w TVN24.
Choroba uderza nie tylko w pacjenta, ale dewastuje spokój całego domu. Posłanka szczerze przyznaje, że rak staje się centralnym punktem życia, spychając wszystko inne na dalszy plan.
Choruje cała rodzina. To zupełnie dezorganizuje życie rodzinne i, że tak powiem, tym głównym aspektem jest ratowanie chorego.