"Wiecie, że niektóre restauracje oferują specjalne karty stałego klienta... Można zbierać punkty, dostawać rabaty, a czasem nawet zjeść coś gratis. Okazuje się, że ja też prowadzę taki program lojalnościowy, tylko nieświadomie i bez swojej zgody. Klient VIP - Mmoja synowa, która uznała, że mój dom to rodzinny catering na każde zawołanie".
Publikujemy list naszej czytelniczki. Tekst został zredagowany przez Styl.fm. Czekamy na historie pod adresem: [email protected]. Wybrane teksty opublikujemy. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji tekstu.
Obiad rodzinny - co weekend, regularnie
Zaczęło się niewinnie. Raz na jakiś czas synowa z synem wpadali w niedzielę na kawę, potem do tej kawy doszedł obiad, a później… no cóż, zaczęło się robić dziwnie.
W pewnym momencie zamiast zapowiedzi wizyty, zaczęły pojawiać się pytania o menu.
"Hej, a co dziś na obiad?" – napisała mi kiedyś w sobotę rano synowa. Zdziwiłam się.
"Jeszcze nie wiem, a co?" – odpisałam, nieświadoma nadciągającej pułapki.
Bo my byśmy przyszli z chłopcami! W sumie w niedzielę też.
Aha. Czyli to nie było pytanie z ciekawości. To było zapytanie ofertowe.
canva.com
Ulubione domowe obiadki - zawsze u mamusi
Nie zrozumcie mnie źle – uwielbiam gotować. Ale uwielbiam to robić wtedy, kiedy mam na to ochotę, a nie dlatego, że ktoś postanowił przychodzić na gotowe jak do bufetu all-inclusive.
Początkowo starałam się delikatnie sugerować, że może raz na jakiś czas to oni mnie zaproszą. Ale wtedy usłyszałam:
Oj, ale ty gotujesz najlepiej! My tak lubimy domowe obiadki!
No pewnie, bo te domowe obiadki robią się same, prawda? Rosół się czaruje, schabowe smażą się na myśl o rodzinnej miłości, a ziemniaki same wskakują do garnka.
A serniczek tylko u babci
Kiedyś zrobiłam na deser sernik. Klasyczny, pyszny, rozpływający się w ustach. I oto był to błąd mojego życia, bo od tamtej pory sernik stał się moim obowiązkiem.
"To co, robisz ten serniczek?" – usłyszałam w piątek po południu.
Zdziwiłam się, bo nie miałam w planach żadnych gości. Ale nie zdążyłam nawet zapytać, o co chodzi, bo synowa dodała beztrosko:
Bo my w sobotę i niedzielę wpadniemy, a wiesz, że dzieciaki go uwielbiają!
No tak. Bo ja nie mam nic innego do roboty w weekend, tylko stać przy piekarniku i spełniać życzenia małych książąt.
canva.com
A jak bez obiadu, to już nie
Postanowiłam zrobić eksperyment. W kolejną sobotę nie ugotowałam nic. Kiedy przyszli i zapytali, co dziś jemy, odpowiedziałam:
Nic, nie gotowałam, miałam inne plany.
Mina synowej? Bezcenna.
"Aaa, czyli zamawiamy pizzę?" – powiedziała, wyciągając telefon.
O nie, kochana.
Nie wiem, my już jedliśmy, ale jeśli chcecie, to możecie coś sobie zrobić
– odpowiedziałam z uśmiechem.
I wiecie co? Nie przyszli w kolejną sobotę.
Przypadek? Nie sądzę.
Barbara