Do Ministerstwa Edukacji Narodowej trafiła petycja, która może wywrócić polski system oświaty do góry nogami. Autor dokumentu proponuje skrócenie standardowej godziny lekcyjnej z 45 do 35 minut w szkołach średnich, argumentując to drastycznym spadkiem koncentracji u młodzieży. Pomysł natychmiast wywołał gorącą dyskusję wśród pedagogów, którzy obawiają się paraliżu podstawy programowej.
- Postulat skrócenia czasu zajęć w szkołach średnich trafił na biurka urzędników pod koniec czerwca 2026 roku.
- Autorem propozycji jest osoba przedstawiająca się jako lekarz z wieloletnim doświadczeniem w pracy z dziećmi i młodzieżą.
- Ministerstwo Edukacji Narodowej obecnie nie planuje ogólnokrajowej reformy skracającej czas trwania lekcji.
- Obowiązujące przepisy już teraz pozwalają dyrektorom szkół na modyfikację długości zajęć w uzasadnionych przypadkach.
Dlaczego lekcje mają trwać krócej?
Lekarz stojący za wnioskiem, który złożył dokument 29 czerwca 2026 roku, przedstawia się jako specjalista z wieloletnim doświadczeniem w pracy z młodymi pacjentami. Zwraca uwagę, że obecny model nauczania nie przystaje do realiów. Nastolatkowie z ich słynną już "tiktokową koncentracją" są dziś bombardowani tysiącami bodźców cyfrowych. Do tego dochodzi zmęczenie, odrabianie lekcji do późnych godzin oraz zajęcia pozalekcyjne.
Według autora propozycji skrócenie lekcji do 35 minut pozwoliłoby wygospodarować w ciągu dnia około 60 minut na aktywności ruchowe, twórcze oraz relaksacyjne w nieocenianych grupach tematycznych. W uzasadnieniu wnioskodawca porównał tradycyjną klasę do zamierzchłych epok, w których jedynym ekranem było okno na świat, i to dosłownie.
Obecny 45-minutowy czas lekcji przyczynia się do nadmiernego obciążenia uczniów, długotrwałego przebywania w pozycji siedzącej oraz ograniczenia aktywności fizycznej i twórczej. Model siedzenia w ławkach szkolnych, sięgający czasów średniowiecza, nie odpowiada wyzwaniom współczesności
canva.com
CZYTAJ WIĘCEJ: Lekcje o 7 rano to "piekło i masakra". MEN przerywa milczenie i stawia sprawę jasno
Nauczyciele krytykują pomysł 35-minutowych zajęć
Pedagożka z województwa kujawsko-pomorskiego w rozmowie z portalem Gazeta.pl nie kryje irytacji propozycją skrócenia czasu lekcyjnego. Pedagodzy zwracają uwagę, że przy obecnych wymaganiach programowych nawet 45 minut stanowi ogromne wyzwanie organizacyjne. Zanim klasa usiądzie na miejscach, a nauczyciel sprawdzi obecność, minie kilka cennych minut.
Jak ja mam się zmieścić z tematem, kiedy już teraz te 45 minut to za mało? Ten, kto to wymyślił, chyba nigdy w szkole nie pracował
W środowisku pedagogicznym pojawiają się głosy, że polska szkoła rzeczywiście potrzebuje głębszych zmian, ale mechaniczne ucinanie minut tylko pogłębi chaos. Jedna z toruńskich nauczycielek wskazuje na inne rozwiązania organizacyjne, krytykując jednocześnie najnowszy postulat.
Zmiana tego systemu jest potrzebna, ale nie taka i na pewno nie w ten sposób. Ja wolałabym z dziećmi pracować w blokach czasowych, nie z podziałem na konkretne lekcje. A sam pomysł skrócenia zajęć z 45 minut do 35 minut to strzał w kolano
canva.com
CZYTAJ WIĘCEJ: Koniec z mięsem w szkołach? Rewolucja na talerzach, szkolne kucharki wprost: jedzenie trafi do kosza
Co na to Ministerstwo Edukacji Narodowej?
Resort edukacji nie wydał jeszcze oficjalnej odpowiedzi na petycję z czerwca 2026 roku. Nie planuje też odgórnej, ogólnokrajowej reformy skracającej lekcje do 35 czy 40 minut. Zgodnie z rozporządzeniem dotyczącym organizacji publicznych szkół i przedszkoli standardowa godzina lekcyjna w polskich placówkach niezmiennie wynosi 45 minut.
Historycznie rzecz biorąc, pruska zasada 45-minutowej jednostki lekcyjnej została wprowadzona w XIX wieku - epoce, w której dyscyplina i równe rzędy ławek były ważniejsze niż dobrostan psychiczny kogokolwiek. Uznano wówczas ten czas za optymalną granicę skupienia uwagi ucznia oraz okres pozwalający belfrowi na sprawne utrzymanie porządku w klasie. Choć od tamtej pory świat przeszedł kilka rewolucji, ten szkolny skansen trwa niemal w nienaruszonej formie.
Elastyczność w obecnych przepisach oświatowych
Szefowie placówek oświatowych nie muszą jednak czekać na rewolucję z ministerstwa, aby reagować na wyjątkowe sytuacje. Obowiązujące przepisy dają kadrze zarządzającej pewne pole manewru.
W uzasadnionych przypadkach dyrektor szkoły może podjąć decyzję o modyfikacji i dostosowaniu długości trwania poszczególnych zajęć. Kluczowym warunkiem pozostaje jednak zachowanie ogólnego, tygodniowego wymiaru godzin wynikającego z realizowanego programu nauczania. Krótsze lekcje są więc w polskim prawie dopuszczalne. Ich wdrożenie wymaga jednak sporej gimnastyki przy układaniu planu zajęć.