Szokujący pomysł ludzi Morawieckiego: rodzice mają głosować za dzieci. Polacy już oceniają: "To paranoja"

Szokujący pomysł ludzi Morawieckiego: rodzice mają głosować za dzieci. Polacy już oceniają: "To paranoja"

Szokujący pomysł ludzi Morawieckiego: rodzice mają głosować za dzieci. Polacy już oceniają: "To paranoja"

facebook.com/morawieckipl

Mateusz Morawiecki i jego polityczne zaplecze wracają z mocno kontrowersyjną propozycją, która z pewnością rozgrzeje opinię publiczną. Podczas letniego festiwalu "Rozwój+Wy", zorganizowanego 31 lipca 2026 roku, odbył się panel dyskusyjny o przyszłości polskiej demografii. Właśnie w tym miejscu przypomniano o głośnym pomyśle reformy państwa, który zakłada, że rodzice będą oddawać głosy wyborcze w imieniu swoich niepełnoletnich pociech.

Reklama
  • Stowarzyszenie Rozwój Plus oficjalnie włączyło koncepcję głosowania w imieniu dzieci do swojego najnowszego raportu demograficznego
  • Opracowanie bazuje na pomyśle, który Bartosz Marczuk i Michał Kot opisali w wydanej w 2025 roku książce „Jak uniknąć demograficznej katastrofy"
  • Wprowadzenie takiego systemu wyborczego w Polsce wymagałoby zmiany zapisów Konstytucji RP

Szczegóły propozycji ludzi Morawieckiego

Środowisko Mateusza Morawieckiego regularnie podrzuca do debaty publicznej nowe, często bardzo nieszablonowe wizje reformy państwa. Zaledwie kilkanaście dni temu, podczas wspomnianego festiwalu, współpracownicy byłego premiera zgromadzili ekspertów i zaoferowali gotowe recepty na wyjście z kryzysu.

Najwięcej emocji wzbudził panel dyskusyjny noszący dość dramatyczny tytuł "Demografia albo marginalizacja. Jak uratować przyszłość Polski?". W spotkaniu wziął udział Bartosz Marczuk. Były wiceminister rodziny w rządzie PiS, prywatnie ojciec pięciorga dzieci, z przekonaniem poparł rewolucyjne podejście do urn wyborczych.

Ta prodemograficzna organizacja wprost włączyła do swojego obszernego raportu na temat demografii postulat głosowania przez rodziców za niepełnoletnie dzieci. Propozycja reformy państwa przedstawiona przez ludzi Morawieckiego ma na celu oddanie większej realnej władzy w ręce dużych rodzin. Wizja, w której ojcowie i matki pobierają w lokalu dodatkowe karty do głosowania za każdego niemowlaka, brzmi w pierwszej chwili jak polityczna fantastyka. Prawica traktuje jednak sprawę z absolutną powagą.

facebook.com/MorawieckiPL facebook.com/MorawieckiPL

Na czym polega głosowanie Demény'ego

Bartosz Marczuk oraz pozostali zwolennicy tej reformy tłumaczą, że ten zaskakujący przeciętnego wyborcę pomysł ma swoją naukową i historyczną nazwę. Głosowanie Demény'ego to koncepcja, która zakłada przyznanie każdemu człowiekowi prawa głosu dosłownie od momentu narodzin.

Jej autorem jest Paul Demény, demograf i doktor uczelni Princeton, który opublikował model głosu rodzinnego w 1986 roku.

Noworodek oczywiście nie skreśli krzyżyka na karcie wyborczej, dlatego cały ten polityczny proces wymaga dorosłych pośredników. Zgodnie z założeniami tej teorii, do czasu uzyskania przez dziecko pełnej samodzielności, jego nowo nabyte prawo do głosu wykonują bezpośrednio rodzice lub wyznaczeni prawnie opiekunowie.

Nie jest to przy tym wyłącznie polski pomysł. Dyskusje o podobnych rozwiązaniach toczyły się już we Francji, gdzie pierwsza inicjatywa pojawiła się w 1923 roku. W Niemczech powracano do tematu w latach 2005 i 2008, a w 2011 roku konsultacje w tej sprawie prowadzono na Węgrzech. Również w USA pojawiły się analogiczne propozycje. W 2021 roku J.D. Vance, republikański polityk i aktualnie wiceprezydent USA, publicznie opowiadał się za przyznaniem rodzicom dodatkowych głosów za dzieci. Idea ta przewijała się także w debatach w Japonii.

Zwolennicy koncepcji podkreślają, że reforma miałaby chronić interesy przyszłych pokoleń i zapobiegać politycznej dominacji seniorów w starzejących się społeczeństwach. Głos rodziców za dzieci miałby zrównoważyć rosnącą siłę wyborczą emerytów.

W praktyce oznaczałoby to, że wielodzietne rodziny zyskałyby w czasie każdych wyborów gigantyczną siłę przebicia. Dosłownie mnożyłyby swoje obywatelskie poparcie przez liczbę posiadanych potomków.

Kolejne rządy od lat głowią się nad dramatycznym spadkiem dzietności w naszym kraju. Zrzucenie całej państwowej odpowiedzialności za polityczne wybory na barki rodziców to jednak jedno z najśmielszych rozwiązań w historii.

Model Demény'ego przewiduje zresztą możliwość podziału głosu dziecka po połowie między oboje rodziców lub opiekunów. Rozładowałoby to ewentualne domowe spory o to, kto ma skreślić kandydata w imieniu kapryśnego przedszkolaka.

Mateusz Morawiecki z żoną stoją x.com/MorawieckiM

Zmiana Konstytucji to konieczność

Mateusz Morawiecki i jego partyjni koledzy zdają sobie sprawę, że wprowadzenie w Polsce tak radykalnych przepisów wymagałoby potężnego trzęsienia ziemi w krajowym prawodawstwie. Wdrożenie głosowania Demény'ego nad Wisłą pociąga za sobą ogromne konsekwencje prawne. Najważniejszą z nich jest bezwzględna konieczność gruntownej zmiany Konstytucji RP.

Główną przeszkodą dla ambitnych planów inicjatorów zmian są obecnie artykuł 62 oraz artykuł 96 ustawy zasadniczej. Przepisy te jasno i kategorycznie mówią o równości i powszechności przeprowadzanych wyborów. Kłóci się to z modelem, w którym jeden dorosły obywatel dysponuje kilkoma głosami, opierając się na uprawnieniach swoich dzieci.

Opisana idea nie pojawia się w kuluarach po raz pierwszy. Autorzy ci wydali już w 2025 roku książkę "Jak uniknąć demograficznej katastrofy". Czarno na białym zaproponowali w niej głosowanie w wyborach za dzieci jako antidotum na wymierające społeczeństwo.

Jeszcze wcześniej podobną koncepcję usilnie promowali Jarosław Gowin oraz wspomniany Bartosz Marczuk. Środowisko Mateusza Morawieckiego z determinacją wraca więc do swoich starych koncepcji. Pomysł wywoływał jednak opór nawet wewnątrz prawicy — Ryszard Terlecki określił go swego czasu mianem koncepcji "księżycowej".

Aż trudno uwierzyć, że to ona! Tak dziś wygląda 14-letnia córka Morawieckiego.
Źródło: facebook.com/MorawieckiPL
Reklama
Reklama