Józef M., 60-letni rolnik z gliwickiej Ostropy, zyskał ogólnopolską sławę w osobliwy sposób. Wjechał Ursusem na nową drogę i pługiem zniszczył niemal całą ulicę. Mężczyzna trafił już do aresztu, a wstrząśnięci sąsiedzi ujawniają teraz smutne kulisy jego samotnego życia i wieloletniej walki o ziemię, która doprowadziła go za kratki.
- 60-letni rolnik zniszczył dwustumetrowy odcinek świeżego asfaltu w Ostropie
- Miejscy drogowcy wycenili szkody na blisko pół miliona złotych
- Sąd przychylił się do wniosku śledczych i aresztował mężczyznę na najbliższy kwartał
- Józef M. od lat unikał rodziny, a jego pies pozostał pod życzliwą opieką okolicznych sąsiadów
Kulisy zniszczenia ulicy Rybackiej w Gliwicach
Józef M. w piątek, 7 sierpnia 2026 roku, postanowił wziąć sprawy we własne ręce. 60-latek wsiadł do swojego ciągnika marki Ursus ze solidnie podpiętym pługiem i ruszył prosto na nowiutką jezdnię. Wjechał na świeżo wyasfaltowaną ulicę Rybacką w tej części Gliwic, po czym bezlitośnie zaorał dwustumetrowy pas drogi. Pozostawił po sobie głębokie bruzdy.
To była szarża „w klapkach” przeciwko cywilizacji, która w sekundę obiegła media. Gliwiccy urzędnicy szybko podliczyli koszty tej nieprzemyślanej akcji. Straty oszacowano na 400 tys. zł.
Okazuje się, że to nie pierwszy taki incydent z udziałem gospodarza. Wcześniej przychodził na drogę z młotkiem i niszczył krawężniki oraz obrzeża. Zimą wyorał w poprzek jezdni półmetrową bruzdę, by nikt nie mógł przejechać. Ciągnik Ursus, którym tym razem staranował asfalt, nie posiadał obowiązkowego ubezpieczenia OC. Po zdarzeniu maszyna trafiła na policyjny parking.
facebook.com/budkakatarzyna
Samotne życie Józefa M. i konflikt o ziemię
Mężczyzna od dawna prowadził niezwykle samotne życie. Pozostawał kawalerem i nie posiadał potomstwa. Z najbliższych krewnych miał jedynie dwie siostry – jedną w zabrzańskim Pawłowie, drugą w Niemczech. Jak twierdzą mieszkańcy, unikał z nimi kontaktu i panicznie obawiał się, że będą chciały mu coś zabrać.
Zamiast pielęgnować więzy rodzinne, 60-latek skoncentrował całą energię na walce o ziemię. Z czasem przerodziło się to w życiową obsesję. Choć sporne działki faktycznie należały w przeszłości do niego, nie stanowią już własności prywatnej od ponad 20 lat. Miasto dysponuje dokumentami potwierdzającymi swoją własność. Za jedną z działek rolnikowi wypłacono odszkodowanie. W przypadku pozostałych gruntów, których przyjęcia pieniędzy odmówił, środki trafiły do depozytu Sądu Rejonowego.
W minioną niedzielę prokurator przedstawił mu zarzut zniszczenia mienia o znacznej wartości. Mężczyzna przyznał się do zarzucanego czynu. Grozi mu teraz od roku do 10 lat pozbawienia wolności. Do końca bronił jednak swoich racji. Józef M. powtarzał śledczym:
jestem właścicielem drogi, a prowadzone tam prace są nielegalne
Gospodarz był przekonany, że staje w obronie ojcowizny. Nie godził się, by na miejscu dawnych upraw pojawili się drogowcy z ciężkim sprzętem. Jak tłumaczył:
droga jest moją ojcowizną i ziemią, i nikt mi po niej nie będzie jeździł
Sąsiedzi zajęli się psem aresztowanego rolnika
Jeszcze w tę samą niedzielę sąd aresztował 60-latka na najbliższe trzy miesiące. Ta historia ma jednak swój cichy, ludzki wymiar, który obnażył jego samotność. Gdy gospodarz trafił za kratki, na posesji pozostała jedyna wierna mu istota – jego pies.
Sąsiedzi szybko zajęli się czworonogiem. Pies na posesji Józefa M. jest regularnie karmiony i doglądany przez okolicznych mieszkańców. Choć rajd Ursusem wywołał lawinę kosztownych kłopotów, postawa ludzi wobec opuszczonego zwierzęcia przypomina, że nawet w centrum wielkiego konfliktu o asfalt jest miejsce na empatię.