Sławomir K. to człowiek, który doprowadził do tragicznej śmierci uwielbianego przez tłumy posła Nowej Lewicy. 23 kwietnia 2026 roku na jednej z ulic w Dąbrowie Górniczej doszło do wypadku, który wstrząsnął całą Polską. Teraz, po wielu miesiącach milczenia, sprawca postanowił opowiedzieć o swoim wielkim dramacie. Mężczyzna zmaga się z ogromnym poczuciem winy, a jego życie po tamtym feralnym dniu zamieniło się w prawdziwy koszmar pełen rozpaczy i modlitwy.
- Sławomir K. usłyszał prokuratorskie zarzuty. Mężczyzna w pełni przyznał się do winy
- Po wypadku mężczyzna stracił pracę. Przez kolejne cztery miesiące nie mógł znaleźć nowego zatrudnienia
- Z powodu silnego wzburzenia i drżenia rąk mężczyzna nie był w stanie wybrać numeru alarmowego, a telefon zablokował się w trakcie tych prób
- Rodzina sprawcy przed wypadkiem aktywnie wspierała posła i mocno kibicowała jego społecznej działalności
Kulisy tragicznego wypadku na miejscu zdarzenia
Sławomir K. wciąż nie może wymazać z pamięci wstrząsających wydarzeń z 23 kwietnia 2026 roku. Wypadek wydarzył się dokładnie o godzinie 13.14, co prokuratura ustaliła na podstawie zapisu monitoringu oraz momentu przerwania rozmowy telefonicznej prowadzonej przez posła. Z prostopadłego pasa ruchu Mitsubishi Colt zjechało na przeciwległy pas i uderzyło w rowerzystę, którym okazał się poseł RP i znany aktywista Łukasz Litewka. Dla obu mężczyzn ta chwila okazała się dramatycznym punktem zwrotnym.
Walka o życie posła trwała bardzo długo, jednak doznane obrażenia okazały się dla niego zbyt rozległe. Mimo trwającej ponad godzinę, wyczerpującej reanimacji na miejscu zdarzenia, Łukasz Litewka ostatecznie zmarł. Sławomir K. zaraz po wypadku zadzwonił do żony, mówiąc: "Chyba stuknąłem faceta". Dopiero później na komendzie dowiedział się, że ofiarą jest poseł. Zrozpaczony kierowca tak wspominał pierwsze chwile po zderzeniu:
Otworzyłem oczy, gdy auto było w rowie. Byli jacyś ludzie wokół mnie, byłem strasznie roztrzęsiony, dygotałem cały, nie mogłem wykręcić numeru 112. Z tego wszystkiego telefon mi się zablokował.
facebook.com/beata.zawrzel; instagram.com/teamlitewka
CZYTAJ TAKŻE: Sprzedał ukochane auto, by ratować chorą dziewczynkę! Niezwykły gest Łukasza Litewki po latach wycisnął łzy Polakom
Szczere wyznanie Sławomira K. po zderzeniu
Sławomir K. od razu po tragicznym zajściu znajdował się w głębokim szoku i absolutnie nie miał pojęcia, kto tak naprawdę ucierpiał. Mężczyzna przyznał, że teorie o rzekomym zamachu na posła są absurdalne. Podkreślił, że szanował polityka, a jego bliscy oddali na niego głos w wyborach. Ten tragiczny paradoks sprawił, że ciężar sytuacji stał się dla sprawcy jeszcze trudniejszy do udźwignięcia w samotności.
Niedługo potem mężczyźnie postawiono zarzuty nieumyślnego naruszenia zasad ruchu drogowego oraz nieumyślnego spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Kierowca bez słowa sprzeciwu potwierdził przebieg zdarzeń i swoją winę, nie próbując unikać odpowiedzialności.
sejm.gov.pl
Życie z piętnem sprawcy i poszukiwanie ukojenia
Sławomir K. boleśnie odczuł konsekwencje tamtego kwietniowego popołudnia na niemal wszystkich życiowych płaszczyznach. Pracodawca nie przedłużył z mężczyzną umowy, która i tak obowiązywała tylko do końca kwietnia. Sławomir K. pracował wtedy przy sprzątaniu ulic. Przez kolejne cztery miesiące od wypadku pozostawał całkowicie bezrobotny, mierząc się każdego dnia z ogromnym ciężarem psychicznym.
Jego żona, Magdalena K., otwarcie przyznaje, że to traumatyczne zdarzenie diametralnie zmieniło ich rodzinne relacje. Kobieta zauważa ze smutkiem, że po wypadku jej mąż stał się niezwykle nieobecny, mocno wycofany i całkowicie zamknięty w sobie. Obecnie sprawca jedyne ukojenie dla swoich zszarganych nerwów znajduje w sferze duchowej. Każdego dnia żarliwie modli się do ojca Pio, prosząc o spokój duszy dla zmarłego Łukasza Litewki oraz o wybaczenie dla samego siebie.
Żyję z piętnem zabójcy. Tak już zostanie, bardzo tego żałuję, co się stało
– Sławomir K.
Dziś kierowca w żadnym wypadku nie szuka dla siebie wygodnego usprawiedliwienia. Jego codzienność przepełniają mroczne myśli, a on sam każdego dnia walczy o powrót do choćby namiastki dawnej równowagi:
Ciężko się z tym żyje