Donald Trump i Giorgia Meloni stali się bohaterami bezprecedensowego skandalu dyplomatycznego, który może trwale zmienić relacje USA z Europą. Po czerwcowym szczycie G7 były prezydent w wywiadzie dla stacji La7 brutalnie zakpił z włoskiej premier, twierdząc, że "błagała go o zdjęcie". Reakcja Rzymu była natychmiastowa: wicepremier Antonio Tajani odwołał czerwcową wizytę za oceanem, nazywając słowa polityka zniewagą dla narodu.
Donald Trump uderza w Giorgię Meloni w wywiadzie dla stacji La7
Giorgia Meloni, premiera Włoch najwyraźniej mocno zaszła za skórę amerykańskiemu politykowi, którego gigantyczne ego zostało zauważalnie naruszone. Włoska stacja telewizyjna La7 emitowała niedawno wywiad, podczas którego dziennikarz Daniele Compatangelo pytał miliardera o trudną sytuację w Ukrainie. Zamiast merytorycznie odpowiedzieć na zadane pytanie, rozmówca celowo przekierował temat na szefową rządu. Zdecydował się na wyjątkowo osobisty atak, który natychmiast wywołał potężną, międzynarodową burzę.
Amerykański polityk publicznie stwierdził, że włoska premier po prostu "błagała" go o zrobienie wspólnego zdjęcia. To oświadczenie zszokowało zagranicznych partnerów z Europy. Były prezydent z wielką pewnością siebie przedstawił przed kamerami własną, budzącą kontrowersje wersję zdarzeń. Chwilę później poszedł o krok dalej, demonstrując niesłychaną wręcz arogancję w stosunku do sojuszniczki.
Błagała mnie, żeby zrobić sobie ze mną zdjęcie; zrobiło mi się jej żal
Prawdopodobnie cieszy się, że w ogóle z nią rozmawiałem. Nie miałem obowiązku z nią rozmawiać
Sama zainteresowana stanowczo odrzuciła te oburzające twierdzenia, określając je jako całkowicie sfabrykowane kłamstwo i rażący brak szacunku dla jej kraju. W mediach społecznościowych ukazało się nagranie, w którym z oburzeniem i niezwykle ostro odpowiedziała na zaczepki. Kategorycznie zaprzeczyła, jakoby prosiła o jakąkolwiek przysługę polityka zza oceanu. Szefowa rządu podsumowała zaistniałą sytuację, stawiając jasną i nieprzekraczalną granicę.
Jedną rzecz musi [Donald Trump] jednak zapamiętać: ja i Włochy nigdy o nic nie błagamy
instagram.com/giorgiameloni
Włoski rząd odwołuje wizytę w USA
Antonio Tajani i inni członkowie rządu w Rzymie wprost zaniemówili, ale niemal natychmiast przeszli do kontrofensywy. Wicepremier i minister spraw zagranicznych Włoch w odpowiedzi na te skandaliczne wypowiedzi postanowił podjąć bardzo drastyczne kroki. Zdecydował o odwołaniu swojej wizyty w Stanach Zjednoczonych. Ta historyczna decyzja pociągnęła za sobą konieczność pilnego anulowania prestiżowego forum biznesowego w Miami. Wicepremier wydał w tej sprawie jednoznaczne oświadczenie.
Poważne i obraźliwe uwagi prezydenta Trumpa pod adresem premier Giorgii Meloni są zniewagą dla całych Włoch. Z tego powodu podjąłem decyzję o odwołaniu mojej wizyty w Stanach Zjednoczonych, zaplanowanej na 21-22 czerwca
Włoska prasa dosłownie kipiała z oburzenia po tych doniesieniach. Gazety natychmiast stanęły w obronie dumy swojego kraju, publicznie zarzucając politykowi bezpardonowe stosowanie "dyplomacji obelg". Dziennikarze z furią podkreślali, że takie zachowanie to bezpośredni atak na godność narodową oraz traktowanie europejskich sojuszników niczym posłusznych niewolników. Lokalni publicyści z najbardziej poczytnych redakcji nie mieli najmniejszej litości dla Amerykanina. Wprost nazywali miliardera "kamienicznikiem" oraz "chuliganem z Piątej Alei".
instagram.com/realdonaldtrump
Liderzy Unii Europejskiej robią sobie selfie z Giorgią Meloni
Emmanuel Macron i inni unijni przywódcy ostentacyjnie wsparli szefową włoskiego rządu podczas szczytu w Brukseli. Szerokie echa tego bezprecedensowego skandalu niespodziewanie szybko przeniosły się na unijne salony. Zamiast dyplomatycznie udawać, że nic się nie stało, najważniejsi politycy Starego Kontynentu opowiedzieli się po stronie znieważanej premier. Zjednoczona Europa postanowiła działać natychmiastowo.
W kuluarach brukselskiego spotkania wpływowi przywódcy kręcili z wielką dezaprobatą głowami na wieść o fatalnym postępowaniu Trumpa. Na znak pełnej solidarności chętnie i z szerokim uśmiechem robili sobie z Włoszką wspólne selfie. Ten z pozoru drobny gest wizerunkowy stał się donośnym sygnałem dla świata. Przekaz był klarowny: sojusznicy w Europie nie pozwolą wchodzić sobie na głowę.
Wiki Commons
Wcześniejsze spory o bazę wojskową Sigonella na Sycylii
Donald Trump już wcześniej doprowadzał do sytuacji, w których relacje dyplomatyczne były bardzo mocno wystawiane na próbę. Głośny wywiad po szczycie G7 okazał się tylko potężną kulminacją chłodnych stosunków, które psuły się od miesięcy. Już wiosną tego roku w wywiadach opublikowanych na przełomie marca i kwietnia, polityk ostro uderzał we włoską przywódczynię. Wtedy poszło o strategiczne i niezwykle drażliwe kwestie dotyczące globalnego bezpieczeństwa.
Podczas wiosennych wystąpień publicznych kandydat republikanów bezceremonialnie zarzucał szefowej rządu całkowity brak politycznej odwagi. Głównym punktem zapalnym był stanowczy brak wsparcia wojskowego Rzymu. Chodziło o planowaną akcję zbrojną USA przeciwko Iranowi. Amerykanina do białości rozwścieczyła zwłaszcza twarda odmowa udostępnienia strategicznej bazy wojskowej Sigonella na słonecznej Sycylii. Ten opór włoskich władz brutalnie nazwano wtedy w wywiadach niedopuszczalną i haniebną kapitulacją.
Amerykański polityk w swoich tyradach nie oszczędzał zresztą nikogo. Były prezydent w przypływie złości nazwał papieża Leona XIV "fatalnym w polityce zagranicznej". Ten zuchwały krok stanowił wręcz idealne tło dla całej arogancji miliardera, uderzając bezpośrednio w serce katolickich Włoch i dodatkowo podbijając kontrowersje wokół skandalu.