Jarosław Kaczyński ponownie musi szykować się na sądową batalię. Sąd Okręgowy w Warszawie podjął właśnie przełomową decyzję, uchylając wcześniejsze umorzenie postępowania w sprawie o zniesławienie Krzysztofa Brejzy. Akta wracają do pierwszej instancji, a sędzia w uzasadnieniu nie zostawiła na prezesie PiS suchej nitki, widząc solidne podstawy do jego skazania.
Decyzja Sądu Okręgowego w Warszawie w głośnej sprawie Jarosława Kaczyńskiego
Jarosław Kaczyński pewnie liczył na to, że sprawa rozejdzie się po kościach, ale warszawski sąd właśnie rozwiał te nadzieje. Lider Prawa i Sprawiedliwości w środowe popołudnie 3 czerwca 2026 roku dowiedział się, że prawna ochrona, na którą liczył, pękła jak bańka mydlana. Instancja odwoławcza uchyliła wyrok o umorzeniu i kazała sędziom z "rejonu" przyjrzeć się sprawie jeszcze raz – tym razem z większą uwagą.
Sędzia Magdalena Roszkowska-Matusik w uzasadnieniu orzeczenia nie pozostawiła złudzeń. Wskazała ona wyraźnie, że w tej głośnej sprawie z prywatnego aktu oskarżenia istnieją solidne podstawy dowodowe do wydania wyroku skazującego wobec byłego premiera. Sąd drugiej instancji nie mógł jednak wydać go samodzielnie z powodów proceduralnych. Zgodnie z artykułem 454 Kodeksu postępowania karnego, uniemożliwia to wcześniejsze umorzenie sprawy w pierwszej instancji.
Reakcja strony oskarżającej była natychmiastowa. Tuż po ogłoszeniu decyzji, europoseł Krzysztof Brejza opublikował wpis, w którym w ostrych słowach ocenił taki obrót spraw na sali sądowej.
J. Kaczyński przegrywa z kretesem, to klęska całego systemu PiS. Zakończyła się rozprawa apelacyjna
— napisał w swoich mediach społecznościowych Krzysztof Brejza tuż po wyjściu z sali sądowej.
x.com/krzysztofbrejza
Początek konfliktu przed komisją śledczą do spraw Pegasusa i sprawa immunitetu
Krzysztof Brejza wytoczył najcięższe działa po wydarzeniach, które miały miejsce znacznie wcześniej. Konflikt ten zaczął się jeszcze w marcu 2024 roku. Podczas burzliwego przesłuchania przed sejmowym gremium badającym inwigilację lider PiS rzucił w stronę europosła oskarżenia publiczne. Polityk stwierdził wówczas, że znaczący przedstawiciel opozycji dopuszczał się "bardzo poważnych i odrażających przestępstw".
Ten atak pociągnął za sobą poważne konsekwencje parlamentarne. Rok później, w marcu 2025 r., Sejm uchylił Jarosławowi Kaczyńskiemu immunitet w związku z wniesionym prywatnym aktem oskarżenia o zniesławienie.
Głos w tej niezwykle medialnej sprawie zabrała również reprezentująca powoda prawniczka Dorota Brejza, prywatnie żona europosła. Wypowiadając się dla prasy, mecenas nakreśliła szerszy kontekst całego sporu, wykraczający poza same mury sądu.
Można mówić o dużym sukcesie. Ta sprawa jest ważna nie tylko dlatego, że dotyczy dezinformacji i pokazuje, że nie można bezkarnie kłamać oraz zniesławiać innych osób. Przede wszystkim chodzi o to, że Jarosław Kaczyński — w naszej ocenie — rozpowszechniał nieprawdziwe informacje, próbując uzasadnić użycie systemu Pegasus wobec Krzysztofa Brejzy i członków sztabu Koalicji Obywatelskiej w 2019 r.
— stwierdziła Dorota Brejza w rozmowie z redakcją Fakt.
Dorota i Krzysztof Brejzowie z dziećmi, 2020 rok / Fot. x.com/krzysztofbrejza
CZYTAJ WIĘCEJ: "A mogli zostać aktorami". Marek Kondrat wspomina dzieciństwo z Kaczyńskimi i ich "wojny" w hotelowym pokoju
Sąd Rejonowy widział zniesławienie, ale umorzył sprawę Krzysztofa Brejzy
Krzysztof Brejza wygrał już wcześniej starcie na argumenty, choć formalnie tamten proces nie zakończył się wyrokiem skazującym. Pod koniec stycznia 2026 r. w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia zapadła decyzja wywołująca spore poruszenie. Sędzia Tomasz Trębicki uznał, że wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego wypełnia znamiona przestępstwa zniesławienia zapisane w artykule 212 paragraf 2 Kodeksu karnego. Mimo to zdecydował o umorzeniu postępowania ze względu na znikomą społeczną szkodliwość czynu.
Słowa, które padły z ust orzekającego wtedy sędziego, stanowiły jednak wyraźną krytykę postawy polityka. Fragmenty uzasadnienia tamtego wyroku z pierwszej instancji wciąż przewijają się w publicznej dyskusji.
Poseł Kaczyński miał świadomość tego, że to postępowanie i te zachowania, które panu Brejzie były przypisywane, miały być dokonane już przed wielu laty i miał świadomość tego, że poseł Brejza nigdy za to nie został skazany i nigdy nie przestawiono mu zarzutów. Nie powinien twierdzić publicznie, że pan poseł Brejza popełnił przestępstwo
— argumentował sędzia Tomasz Trębicki w uzasadnieniu wyroku.
Sprawa wraca teraz do punktu wyjścia. Akta trafią wkrótce z powrotem na biurko sądu pierwszej instancji, a zarzuty o zniesławienie po raz kolejny będzie musiał ocenić nowy skład orzekający.