Viki Gabor przerywa milczenie i ostentacyjnie łamie surowy regulamin. Fani w osłupieniu: "Szkoda, że we mnie zwątpili"

Viki Gabor przerywa milczenie i ostentacyjnie łamie surowy regulamin. Fani w osłupieniu: "Szkoda, że we mnie zwątpili"

Viki Gabor przerywa milczenie i ostentacyjnie łamie surowy regulamin. Fani w osłupieniu: "Szkoda, że we mnie zwątpili"

AKPA

Viki Gabor znów znalazła się w centrum potężnego skandalu. Po finale 70. Konkursu Piosenki Eurowizji w Wiedniu polskie jury przyznało maksymalne 12 punktów reprezentantowi Izraela, co wywołało w sieci istną burzę. Choć europejski regulamin surowo zabrania ujawniania szczegółów głosowania, młoda artystka nie wytrzymała presji i opublikowała w sieci wpis, który zszokował absolutnie wszystkich.

Reklama

Polskie jury na Eurowizji i zaskakujące 12 punktów dla Izraela

Viki Gabor, jako członkini siedmioosobowej komisji jurorskiej powołanej przez TVP, stała się centralną postacią eurowizyjnej afery. W składzie zasiedli również Eliza Orzechowska, Filip Kuncewicz, Jasiek Piwowarczyk, Staś Kukulski, Wiktoria Kida oraz Maurycy Żółtański. Podczas ogłaszania ostatecznych wyników okazało się, że Polska jako jedyny kraj członkowski przyznała maksymalną notę 12 punktów Noamowi Bettanowi z utworem "Michelle".

Warto zaznaczyć, że sympatia polskiej komisji do tej kompozycji narodziła się nieco wcześniej. Już podczas głosowania w półfinale, polskie jury przyznało Izraelowi 10 punktów, umieszczając go na wysokim, drugim miejscu tuż za Belgią. Prawdziwa lawina krytyki ze strony zszokowanych internautów ruszyła jednak dopiero po wiedeńskim finale.

instagram | Viki Gabor

Tłumaczenia jurorów i surowy regulamin EBU

Po powrocie delegacji do kraju, w sieci rozpętała się istna burza. Fani domagali się stanowczych wyjaśnień, jak dokładnie rozłożyły się głosy. Problem w tym, że regulamin EBU jest w tej kwestii bezwzględny – nakłada on na jurorów obowiązek zachowania indywidualnych rankingów w ścisłej tajemnicy, zarówno w trakcie, jak i po zakończeniu konkursu. Filip Kuncewicz, jeden z członków komisji, wydał oficjalny komunikat, w którym tłumaczył, że komisja nie prowadziła wspólnych narad, a ostateczny wynik to jedynie bezduszny, pozbawiony jakichkolwiek ludzkich emocji i całkowicie bezlitosny dla osobistych ocen algorytm EBU łączący siedem tajnych list.

"Gdybym mógł, najchętniej już pierwszej nocy po finale powiedziałbym publicznie, które utwory według mojej indywidualnej oceny zasługiwały na 12, 10 czy 8 punktów. Myślę, że zamknęłoby to większość dyskusji w bardzo krótkim czasie. Nie mogę jednak tego zrobić - i nie jest to kwestia mojej decyzji. Regulamin EBU, który każdy juror podpisuje przed głosowaniem, jednoznacznie zabrania ujawniania indywidualnych rankingów, zarówno wprost, jak i pośrednio." — Filip Kuncewicz (oświadczenie przesłane redakcji Pudelka)

W podobnym, wygładzonym i niesamowicie "dyplomatycznym" tonie wypowiedziała się agencja reprezentująca młodą gwiazdę. W oficjalnym stanowisku próbowano szybko ugasić pożar standardowymi, PR-owymi sformułowaniami.

"Management4Seasons informuje, że udział Viki Gabor jako jurorki w szeroko omawianym głosowaniu podczas Konkursu Piosenki Eurowizji 2026 dotyczył wyłącznie aspektów muzycznych. Spekulacje na temat ukrytych znaczeń pozostawiamy bez komentarza. Przypominamy, że Eurowizja to przede wszystkim święto muzyki i warto o tym pamiętać." — Management4Seasons (oficjalne oświadczenie agencji po finale)

Szczegółowe wyniki głosowania. Viki Gabor ujawnia prawdę

Prawdziwy przełom nastąpił jednak 18 maja. Europejska Unia Nadawców (EBU) opublikowała wreszcie szczegółowe dane dotyczące indywidualnych rankingów siedmiu polskich jurorów w finale (ukrytych pod literami od A do G). Raport ujawnił, że jeden polski juror umieścił Izrael na 1. miejscu, dwóch na 2. miejscu, a kolejni na 3., 5. i 7. pozycji. Uwagę wnikliwych internautów przykuła jednak jedna osoba, oznaczona jako "Juror G", która oceniła piosenkę wyjątkowo surowo, umieszczając ją na samym końcu – na 24. miejscu.

Machina spekulacji natychmiast ruszyła, a grzeczne oświadczenia agencji na nic się zdały. Zaledwie kilka godzin po publikacji zachowawczego komunikatu przez swój management, piosenkarka wjechała do internetu cała na biało. Emocje wzięły górę nad kontraktami i zakazami. Gwiazda postanowiła publicznie zdemaskować, że to właśnie ona była tajemniczym "Jurorem G", tym samym ostentacyjnie łamiąc restrykcyjne zasady tajemnicy EBU.

"Szkoda, że tyle z Was we mnie zwątpiło. Na mojej karcie do głosowania piosenka z Izraela była na 24 miejscu z 24 miejsc! I z tym was zostawiam" — Viki Gabor (wpis w mediach społecznościowych, po publikacji danych przez EBU)

Trzeba przyznać, że to dość odważny krok ze strony Viki Gabor. Z jednej strony sztywne reguły międzynarodowego konkursu i panika wykwalifikowanych menadżerów, z drugiej – nastoletnia potrzeba obrony własnego imienia przed swoimi fanami. Kto by się ostatecznie przejmował regulaminem jakiejś EBU, gdy w sekcji komentarzy na Instagramie płonie wirtualny stos?

Viki Gabor pręży się w luksusowym aucie z ukochanym. Fani bez litości dla miny Giovanniego: "On ma już dość" [zdjęcia]
Źródło: instagram.com/vikigaborofficial
Reklama
Reklama