Joanna Jabłczyńska postanowiła uciec od wielkomiejskiego szumu i w słoneczną niedzielę zaprezentowała fanom relację z gorącego wypoczynku nad rzeką. Gwiazda telewizji wskoczyła w skąpe, panterkowe bikini, ale to brak usztywniającego kołnierza na jej szyi wywołał największe poruszenie. Wygląda na to, że znana radczyni prawna po bolesnej kontuzji wróciła już do pełni sił.
Joanna Jabłczyńska we wzorzystym stroju nad rzeką
Joanna Jabłczyńska, która na co dzień kojarzy się z powagą sali sądowej, doskonale wie, jak wywołać poruszenie wśród internautów. W niedzielę 21 czerwca opublikowała w mediach społecznościowych krótki materiał wideo, na którym dokumentuje swój weekendowy wypoczynek w cieniu drzew, tuż nad samą wodą. Mecenas Jabłczyńska zamieniła togę na panterkę, a zamiast analizować paragrafy, woli sprawdzać temperaturę wody w rzece. Trzeba przyznać, że to znacznie przyjemniejszy sposób na spędzanie niedzieli.
Kiedyś kojarzona przede wszystkim z nieustannym miejskim pędem, dziś bez jakichkolwiek oporów celebruje swój sielski tryb życia. Na udostępnionym kadrze widać, że relaks na łonie natury wyraźnie jej służy, a ona sama wcale nie szczędzi zachwytów nad swoim obecnym otoczeniem. Wygląda na to, że spokojna prowincja to ostatecznie jej prawdziwe powołanie.
Dawno nie wspominałam, że mieszkam w najpiękniejszym miejscu na ziemi
— wyznała pod nagraniem Joanna Jabłczyńska.
Stan zdrowia aktorki po kontuzji szyi
Niedzielna relacja to jednak nie tylko doskonała okazja do podziwiania wdzięków gwiazdy, ale przede wszystkim wyczekiwana wiadomość dla jej sympatyków. Joanna Jabłczyńska zaniepokoiła niedawno swoich fanów publikacją zdjęcia, na którym wyraźnie widać było, że nosi specjalistyczny opatrunek medyczny na szyi. W internecie natychmiast zaroiło się od pytań i mrocznych spekulacji na temat jej rzeczywistej kondycji fizycznej.
Wszelkie obawy uspokaja jednak najnowsze nagranie, ponieważ po niechcianym usztywnieniu nie ma już najmniejszego śladu. Publikacja nowej relacji wideo z wypoczynku ostatecznie sugeruje, że aktorka prawdopodobnie wróciła już do pełnego zdrowia po bolesnym urazie. Pozbycie się medycznego usztywnienia okazało się kluczowym punktem tego weekendu.
Joanna Jabłczyńska | instagram
Przeprowadzka na wieś i remont stuletniej ruiny
Widok zrelaksowanej celebrytki na prowincji może jeszcze dziwić tych, którzy nie śledzą jej losów na bieżąco. Przypomnijmy, że pięć lat temu Joanna Jabłczyńska podjęła radykalną decyzję i na dobre wyprowadziła się z Warszawy. Wybrała wiejską posiadłość oddaloną o około 100 kilometrów od stolicy.
Zamiast luksusowego apartamentu pod klucz, znana prawniczka kupiła na wsi stuletni budynek wymagający gruntownego remontu. Sama właścicielka z uśmiechem na ustach określała ten nabytek mianem "ruiny", co swego czasu wywołało ogromną sensację w środowisku. Rodzina i najbliżsi znajomi aktorki podeszli wręcz niezwykle krytycznie do jej decyzji o zakupie zrujnowanego domu na wsi. Nie rozumieli też potrzeby przeprowadzenia kosztownej renowacji.
Wielu "dobrych doradców" pukało się w głowę, kompletnie nie rozumiejąc, dlaczego kobieta sukcesu pragnie zamienić wielkomiejskie wygody na rozpadające się ściany. Ostatecznie to ona postawiła na swoim, chociaż te trudne początki kosztowały ją sporo cięć w relacjach międzyludzkich.
Musiałam sprzeciwić się wielu osobom, bo mówiły: "Głupia, chcesz kupić tę ruinę? Przecież ona się wali", "Wiesz, ile będzie kosztował cię remont?", "Ile tam się jedzie?! To sto kilometrów od Warszawy", "Na co ci ta stodoła obok?". Na jakiś czas musiałam odciąć się od tych głosów. A z częścią osób, które nie chciały słuchać, że to mój wybór i nie potrzebuję rad, pożegnałam się na stałe
— wspominała Joanna Jabłczyńska.
instagram.com/joannajablczynska
Joanna Jabłczyńska zdobyła uznanie wiejskich sąsiadów
Początki życia na nowym terytorium wymagały jednak od gwiazdy nie tylko gigantycznej cierpliwości do remontu, ale także zjednania sobie hermetycznej, lokalnej społeczności. Szybko zyskała pełne uznanie lokalnych sąsiadów, udowadniając, że nie boi się brudu ani fizycznego trudu i angażując się osobiście w najcięższe prace przy gospodarstwie. Nawet najbardziej powątpiewający mieszkańcy wsi musieli ostatecznie zmienić swoje poglądy na temat przyjezdnej "miastowej".
Pani Bożenka pomagająca mi przy zwierzętach usłyszała, jak sąsiad mówił: "Myślałem, że to taka aktoreczka. Ale potem zobaczyłem, jak przez weekend zapierdzielała za stodołą. Nie każdy chłop potrafiłby rzeczy, które ona wyprawiała". Kiedy więc sąsiedzi zobaczyli, że nie jestem wygodna i garnę się do roboty, zyskałam uznanie
— opowiedziała z nieukrywaną satysfakcją Joanna Jabłczyńska.
Dzisiaj, okrągłe pięć lat po tamtej rewolucji, prawniczka ma pełne prawo, by całkowicie z czystym sumieniem wypoczywać na własnej trawie w letnim wydaniu. Najwięksi krytykanci z dawnych lat z pewnością mają dziś niezły problem, widząc, jak wspaniale rozwija się to miejsce.