Oburzające kulisy wyprawy za ocean wychodzą na jaw. Podczas gdy polski prezydent z dumą produkował się na scenie w Teksasie, amerykańscy liderzy prawicy całkowicie go zignorowali. Prawda o wyjeździe Karola Nawrockiego na prestiżową konferencję prawicowego ruchu CPAC szokuje, bo głowa naszego państwa została po prostu wystawiona do wiatru przez swojego idola z Florydy. To miała być wielka ofensywa, a skończyło się na brutalnym sprowadzeniu na ziemię.
Donald Trump nieobecny na CPAC 2026. Dlaczego Karol Nawrocki został sam na placu boju?
Prezydent Karol Nawrocki pojawił się na amerykańskiej konferencji CPAC w Dallas z ogromnymi nadziejami. Niestety, dość szybko okazało się, że polski przywódca został sam na placu boju jako jedyna głowa państwa i najwyższy rangą zagraniczny gość. Najważniejszy gracz, czyli Donald Trump, zignorował całe to wydarzenie i wolał relaksować się, grając w golfa na Florydzie. Na prestiżowej imprezie zabrakło też innych kluczowych decydentów z USA, takich jak J.D. Vance czy Marco Rubio.
Gdy Karol Nawrocki wszedł na scenę, by ostrzec zebranych przed rosyjskim zagrożeniem, przemawiał do pustawych krzeseł i wyjątkowo zachowawczego audytorium. Środowisko ruchu MAGA, które przecież nierzadko otwarcie flirtuje z Kremlem, nagrodziło go jedynie zdawkowymi, dość chłodnymi brawami. Zamiast z decydującymi o polityce zagranicznej Stanów politykami, polski prezydent musiał zadowolić się m.in. towarzystwem sekretarza zdrowia Roberta F. Kennedy'ego Jr. oraz syna ostatniego szacha Iranu.
x.com/NawrockiKn
Prof. Anna Materska-Sosnowska o prawdziwym celu wizyty. Czy to spłata długu za kampanię?
Prawda o tej podróży wyszła na jaw znacznie szybciej, niż ktokolwiek w pałacu prezydenckim zakładał. Prof. Roman Kuźniar nie zostawił na prezydencie suchej nitki, a jego szczera ocena po prostu mrozi krew w żyłach. Doświadczony dyplomata wprost nazwał udział głowy państwa w zlocie radykalnej prawicy "ideologicznym sabatem" oraz niepokojącym przejawem "deficytu instynktu samozachowawczego".
Polski prezydent był tam raczej czymś w rodzaju kwiatka do kożucha, ozdobnikiem, ale na pewno nie kimś, kto ma wpływ na ideologię tego ruchu. To było zwyczajne lizusostwo.
Jednak szczęka opada jeszcze niżej, gdy wsłuchamy się w słowa prof. Anny Materskiej-Sosnowskiej. Jej zdaniem, wyjazd ten to nic innego jak prywatna wycieczka i jawna spłata długu za kampanię prezydencką Karola Nawrockiego, którą środowisko amerykańskiej prawicy wcześniej zasilało. Ekspertka punktuje ten fakt wyjątkowo bezlitośnie: "Powiedzmy sobie więc szczerze: z naszego punktu widzenia to była wizyta po nic". Dodaje również, że budowanie przez Nawrockiego politycznej "międzynarodówki" z Viktorem Orbánem nie ma nic wspólnego z interesem narodowym, a cała ta wycieczka to jedna wielka dyplomatyczna klęska.
Wyniki analizy Res Futura są bezlitosne. Internauci kpią z angielskiego i sojuszu z ruchem MAGA
Zwykli Polacy także bardzo ostro oceniają zagraniczne wojaże głowy państwa. Wyniki szczegółowej analizy przeprowadzonej przez agencję Res Futura są dla Kancelarii Prezydenta po prostu miażdżące, bowiem aż 78% komentarzy w sieci na temat wizyty w Teksasie miało charakter skrajnie krytyczny. Obywatele bezlitośnie kpią z poziomu języka angielskiego polityka i pytają wprost, po co leciał tyle tysięcy kilometrów, skoro na miejscu zabrakło kluczowych rozmówców.
Co najgorsze dla wyborców, ta ideologiczna i polityczna fascynacja Ameryką ma bardzo konkretne przełożenie na to, jak wyglądają nasze codzienne wydatki. W niedawnym badaniu IBRiS aż 38% respondentów wskazało politykę zagraniczną USA jako bezpośrednią przyczynę szybujących w górę cen paliw. Prof. Kuźniar brutalnie, ale niezwykle trafnie podsumował ten ekonomiczny absurd.
Może prezydent Nawrocki powinien upomnieć się raczej o reparacje od Stanów Zjednoczonych, bo Polska straciła już na wojnie USA z Iranem grube miliardy.
Nawet ten najbardziej żelazny elektorat partii PiS powoli zaczyna otwierać oczy i widzieć problem. Zacieśnianie braterskich relacji z nieprzewidywalną administracją w USA oraz ruchem MAGA wcale nie ułatwia nam życia, a polityczne uśmiechy w Dallas na pewno nie zagwarantują taniego tankowania przy dystrybutorze.
prezydent.pl
Wizyta w fabryce Lockheed Martin i spotkanie z Polonią. Co prezydent przywiezie z Teksasu?
Aby zatuszować dyplomatyczne braki i ratować wizerunek po serii wpadek, otoczenie Karola Nawrockiego naprędce zorganizowało kilka bardziej merytorycznych punktów. Prezydent Polski złożył m.in. rewizytę w potężnych zakładach zbrojeniowych firmy Lockheed Martin, z taśm której zjeżdżają supernowoczesne myśliwce F-35. Tło uzbrojonych po zęby maszyn miało nadać wizycie powagi i przypomnieć wszystkim dookoła, że Warszawa to kluczowy klient amerykańskiego przemysłu wojskowego.
W harmonogramie nie zabrakło też tradycyjnego punktu obowiązkowego, czyli spotkania z Polonią w Dallas. W Niedzielę Palmową głowa państwa wzięła udział w uroczystej mszy świętej, a nieco później wręczyła zasłużonym rodakom odznaczenia państwowe. Wśród wyróżnionych znalazł się chociażby Jim Mazurkiewicz, na piersi którego zawisnął Krzyż Oficerski Orderu Zasługi RP.
Tworzycie pewien spójny obraz Rzeczpospolitej. I za to wam bardzo dziękuję, bo jako prezydent Polski czuję dumę, że w tak wielu obszarach Polacy potrafią pokazywać, jaka jest dzisiejsza Polska.
Pytanie pozostaje jednak jedno: czy ładne zdjęcia na tle amerykańskich myśliwców i ordery dla uśmiechniętej Polonii wystarczą, by przykryć ogromny niesmak po tej podróży? Uprzejme brawa od rodaków to bardzo miły akcent, ale budowanie bezpiecznej i stabilnej pozycji Polski to gra, w której puste amerykańskie krzesła absolutnie nam nie pomagają.