Po miesiącach milczenia Sylwia Peretti zdecydowała się na poruszające wyznanie w swoim pierwszym wywiadzie. Celebrytka ujawniła niezwykły gest, na który zdobyła się nie tylko dla zmarłego syna, ale dla wszystkich ofiar wypadku. Jej słowa rzucają zupełnie nowe światło na to, jak naprawdę radzi sobie z dramatyczną żałobą.
Najbardziej hejtowana matka w Polsce przerywa milczenie. "Mój syn był nazywany mordercą"
Po tragedii na Sylwię Peretti spadła niewyobrażalna fala hejtu. Zrozpaczona kobieta całkowicie zniknęła z życia publicznego i zaszyła się w domu. Zrobiła sobie również tatuaż na palcu, który jest zapisem daty i godziny urodzin syna: '12.05.99 7:25'.
Teraz gwiazda wraca, by opowiedzieć o swoim piekle. Niedługo ukaże się jej książka "Niepożegnani", napisana we współpracy z Wiktorem Słojkowskim. To właśnie w wywiadzie z nim dla podcastu Kozaczek.pl wyznała, z czym musi się dziś mierzyć. Przyznała wprost, jak ogromnym ciężarem jest dla niej narzucona przez opinię publiczną łatka "matki mordercy".
instagram.com/sylwia_peretti
Poruszający gest w sanktuarium w Zabawie. Tak Sylwia Peretti uczciła pamięć „chłopaków”
Śmierć Patryka nie przysłoniła Peretti cierpienia innych rodzin. Zdecydowała się na wyjątkowy krok, upamiętniając absolutnie wszystkich pasażerów tragicznego wypadku. Miejscem tego hołdu stała się Zabawa koło Tarnowa, gdzie znajduje się pomnik ofiar wypadków drogowych. Celebrytka sfinansowała tam serce, na którym wyryto daty śmierci każdego z młodych mężczyzn.
Mam takiego jednego księdza… Kto by też pomyślał, że ja będę z księdzem gadała… Jest taki ksiądz w Zabawie koło Tarnowa, gdzie jest pomnik stworzony przez niego dla ofiar wypadków samochodowych. Zrobiłam tam chłopakom… Każdy ma wyrytą swoją datę.
To właśnie to sanktuarium okazało się dla niej bezpieczną przystanią. Poznała tam innych rodziców, którzy stracili dzieci w wypadkach. Znalazła wśród nich zrozumienie i oparcie, którego tak bardzo brakowało jej w brutalnym świecie internetu.
Ksiądz zaprosił mnie na plebanię. Zjedliśmy obiad. Wyryczałam się za wszystkie czasy i nagle przyszło ze 20 osób. Wszyscy siedli wokół stołu. Ja nie wiedziałam, kto to jest w ogóle. Okazało się, że tam organizowane są spotkania dla rodziców, którzy stracili w wypadkach dzieci. Poznałam tych ludzi. To świetne osoby.
instagram.com/sylwia_peretti/
„To był dla mnie policzek”. Bolesna rozmowa z księdzem zmieniła wszystko
Przez pierwsze dwa i pół roku po tragedii Sylwia Peretti odwiedzała grób syna niemal codziennie. Traktowała to jako swój bezwzględny obowiązek i jedyny sens dnia. Wszystko zmieniła jedna, niezwykle mocna rozmowa z duchownym. Ksiądz Zbigniew postanowił brutalnie zderzyć ją z rzeczywistością i zapytał wprost, czy Patryk na pewno chciałby widzieć ją na cmentarzu każdego dnia.
Mam takiego księdza w Zabawie koło Tarnowa. Jest pomnik stworzony przez niego dla ofiar wypadków samochodowych. Zrobiłam tam chłopakom serce, każdy ma swoją datę. On oczywiście w mediach o mnie usłyszał, odezwał się do mnie. Zaprosił mnie tam. Ksiądz Zbyszek zapytał, jak często pojawiam się na cmentarzu i jak często odwiedzałam syna w jego domu, kiedy żył? To po co do niego jeździsz teraz codziennie? A może on sobie tego nie życzy, żebyś ty codziennie tam była?
Te słowa podziałały na celebrytkę jak prawdziwy wstrząs. Zrozumiała, że obsesyjne wizyty na cmentarzu nie muszą być jedynym dowodem miłości. Odpuściła sobie narzuconą presję i dziś odwiedza grób syna co drugi dzień.
To był taki moment, kiedy... To był taki policzek dla mnie. Wtedy się trochę zbulwersowałam, ale co jeśli faktycznie, on nie chce, żebym codziennie ja u niego była. To nie jest tak, że tam trzeba być. To nie jest obowiązek. Faktycznie ostatnio jestem co drugi dzień