Szymon Hołownia wściekły po publikacji o jego chorobie. Padły mocne oskarżenia

Szymon Hołownia wściekły po publikacji o jego chorobie. Padły mocne oskarżenia

Szymon Hołownia wściekły po publikacji o jego chorobie. Padły mocne oskarżenia

AKPA

Szymon Hołownia – do niedawna niekwestionowany król polskiego internetu i "sejmowy Gigachad", musiał zmierzyć się z czymś, na co nie ma paragrafu w regulaminie obrad. W dniu, który miał nieść nadzieję chorym, polityk został brutalnie „wyoutowany” ze swoich problemów zdrowotnych przez czołowy dziennik. Zamiast współczucia, polała się krew, a wściekły lider Polski 2050 nie gryzł się w język, mówiąc wprost o "nowotworze dziennikarstwa".

Reklama

Diagnoza postawiona przez gazetę. Skandal w Dzień Walki z Depresją

Drogę Szymona Hołowni na szczyt śledziła cała Polska. Od błyskotliwego duetu z Marcinem Prokopem w "Mam Talent!", gdzie przez lata zabawiał miliony widzów, po brawurowe wejście do polityki w 2019 roku. Zbudowanie ruchu Polska 2050 i objęcie funkcji Marszałka Sejmu było ukoronowaniem jego transformacji z showmana w męża stanu. Jednak nawet polityczny sukces nie chroni przed ciosami poniżej pasa.

Tym razem cios nadszedł ze strony, której mało kto się spodziewał. Dziennikarz Jacek Nizinkiewicz na łamach „Rzeczpospolitej” opublikował tekst, w którym bezpardonowo zasugerował, że Hołownia zmaga się z depresją. Co gorsza, materiał ukazał się w Światowy Dzień Walki z Depresją (23 lutego). Data, która powinna kojarzyć się z empatią, stała się tłem dla medialnego „wyoutowania” polityka bez jego zgody.

Artykuł opierał się na plotkach i informacjach od rzekomego „otoczenia” polityka. Sugerowano w nim, że stan psychiczny byłego marszałka wpływa na jego decyzje polityczne. To było klasyczne diagnozowanie przez gazetę – zabieg, który w świecie mediów uchodzi za wyjątkowo cyniczny, zwłaszcza gdy dotyczy tak delikatnej materii jak zdrowie psychiczne.

Szymon Hołownia w czarnym garniturze Fot. Marcin Gadomski/AKPA

"Sprzedać moją prywatność". Hołownia kontratakuje

Reakcja Szymona Hołowni była natychmiastowa i pełna emocji. Polityk nie zamierzał milczeć, gdy media weszły z butami w jego życie prywatne. W ostrych słowach zdementował doniesienia o depresji, ale jednocześnie przyznał, że faktycznie jego organizm wystawił mu rachunek za ostatnie lata.

Redaktor @JNizinkiewicz postanowił, bez mojej wiedzy, zgody, bez rozmowy ze mną, przemocowo mnie „wyoutować” i ujawnić publicznie, na co choruję (...). Tytuł, zdjęcie, wszystko podporządkowane jest jednak wyraźnie jednemu celowi: sprzedać moją prywatność, dobrze na tym zarobić.

Lider Polski 2050 wyjaśnił, że choć nie cierpi na depresję, to zmaga się z „innymi wyzwaniami” i przyjmuje leki, które działają. Wskazał też winnego swojego gorszego samopoczucia. To nie mityczna słabość, ale fala nienawiści, która wylała się na niego i jego rodzinę po rozmowach z politykami opozycji.

Istotnie, fala nienawiści (...) rzucone na tło sześcioletnich, wyczerpujących zmagań z polityką, nie pozostały bez wpływu na stan mojego zdrowia. (...) Jacku, postąpiłeś podle. (...) Za nowotwór dziennikarstwa uważam "demaskujący" tekst w @rzeczpospolita.

To wyznanie nadało sprawie zupełnie nowy wymiar. Hołownia pokazał, że hejt w polityce to nie tylko internetowe komentarze, ale realne zagrożenie dla zdrowia, które może zwalić z nóg nawet najtwardszego gracza.

Szymon Hołownia w marynarce Fot. Paweł Wrzecion/AKPA

Interwencja lekarzy i rzadki gest skruchy

Afera błyskawicznie wykroczyła poza polityczne piekiełko. Do gry wkroczyła Naczelna Izba Lekarska, która rzadko zabiera głos w sprawach medialnych. Tym razem lekarze nie kryli oburzenia. W oficjalnym oświadczeniu potępili wyciek danych medycznych i zaapelowali do państwa o wyjaśnienie, jak wrażliwe informacje o zdrowiu pacjenta trafiły do prasy.

Naczelna Izba Lekarska wyraża oburzenie z powodu kolejnego już, w ostatnim czasie, incydentu ujawnienia przez dziennikarzy danych zdrowotnych osoby publicznej. Takie działanie nigdy nie powinno mieć miejsca.

Presja przyniosła skutek. Michał Szułdrzyński, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej", zdecydował się na krok, który w polskich mediach wciąż jest rzadkością – przyznał się do błędu i przeprosił. "To nasz błąd" – napisał wprost. Szymon Hołownia przeprosiny przyjął, kończąc ten smutny spektakl z klasą i nadzieją na przyszłość.

Jestem na dobrej drodze, leki działają, odzyskuję siły. Chcę wierzyć, że zamiast zdzierać ze mnie bandaże i pokazywać je tłumom, będziesz odtąd raczej tymi samymi rękami trzymał za mnie kciuki.

Mamy nadzieję, że ten incydent będzie zimnym prysznicem dla wszystkich, którzy w pogoni za klikami zapominają, że po drugiej stronie ekranu – czy to polityk, czy gwiazda estrady – zawsze stoi żywy człowiek.

 

Reklama
Reklama