To nie był zwykły pogrzeb, a słowa, które padły z ambony, będą odbijać się echem jeszcze bardzo długo. Choć uroczystość w warszawskim Kościele Środowisk Twórczych miała podniosły charakter, daleko jej było do sztywnego konwenansu. Bożena Dykiel, legenda polskiego kina i telewizji, została pożegnana tak, jak żyła — bez owijania w bawełnę, szczerze i z charakterem. Duchowny prowadzący nabożeństwo nie bał się poruszyć tematów, które dziś często uchodzą za niewygodne.
Wzruszające sceny i napięcie w kościele. Tak Warszawa żegnała Bożenę Dykiel
Tłumy fanów i przyjaciół zgromadziły się w sercu Warszawy, by towarzyszyć aktorce w jej ostatniej drodze. Przy urnie z prochami ustawiono portret uśmiechniętej Bożeny Dykiel z sesji do serialu "Na Wspólnej". Ten widok wycisnął łzy z oczu niejednego żałobnika. Wśród obecnych nie zabrakło znanych twarzy — hołd zmarłej oddali m.in. Joanna Jabłczyńska, Anna Popek oraz Wojciech Błach.
Z ambony popłynęły wspomnienia o wielkich rolach, które na zawsze zapisały się w historii polskiej kinematografii. Duchowny przypomniał kreacje w Teatrze Narodowym, serialach "Dom" czy "Alternatywy 4".
Fot. AKPA
Nie mogło zabraknąć nawiązania do kultowej komedii "Wyjście awaryjne". Celebrans przytoczył zdanie, które w ustach Dykiel stało się ponadczasową prawdą:
Podłość ludzka nie zna granic.
Ceremonia nie była jednak pozbawiona momentów napięcia. W pewnej chwili w murach świątyni zrobiło się niespokojnie, a kapłan zmuszony był zareagować. Duchowny upomniał uczestników ceremonii, co tylko podkreśliło powagę i emocjonalny ładunek tego pożegnania. To jednak nie był koniec poruszających słów, jakie padły tego dnia.
Fot. AKPA
Kapłan nie gryzł się w język. "Poprawność polityczna..."
Najmocniejszym punktem uroczystości stał się moment, w którym duchowny postanowił zdefiniować życiową postawę aktorki. Nie bawił się w dyplomację. Uderzył w tony, które rzadko słyszy się na oficjalnych uroczystościach. Przypomniał, że Dykiel sama o sobie mówiła, że była "łobuziakiem" i że "życie było na podwórku".
Dla księdza ten brak pokory był dowodem na jej autentyczność. Jego słowa o współczesnych normach społecznych wybrzmiały jak swoisty manifest. Kapłan nie zostawił złudzeń co do tego, jak aktorka odnajdywała się w dzisiejszej rzeczywistości.
Była absolutnie ewangeliczna i na szczęście zupełnie niesformalizowana, być może dlatego ewangeliczna. Ta poprawność polityczna to nie był jej świat.