Kraków kojarzy się z Wawelem, obwarzankiem i... wszechobecnymi gołębiami na Rynku Głównym. Miasto właśnie ogłosiło plan, który zmieni wszystko i wywołał niemałe poruszenie. To nie żart – magistrat idzie na wojnę z niekontrolowanym rozmnażaniem się ptaków, ale robi to w sposób, który równocześnie budzi ogromne emocje. Zamiast brutalnej siły, Kraków wybiera... antykoncepcję.
Rewolucja na krakowskich plantach. Kukurydza, która zmienia wszystko
Zapomnijcie o siatkach czy kolcach, które tylko kaleczą ptaki i szpecą zabytki. Kraków stawia na nowoczesną naukę i wprowadza rozwiązanie, o którym huczy już cały internet. Sekretną bronią urzędników jest nikarbazyna – substancja działająca jak "antykoncepcyjna pigułka" dla ptaków, ukryta w niepozornych ziarnach kukurydzy. To właśnie ta "kukurydza z wkładką" ma sprawić, że populacja gołębi przestanie rosnąć w lawinowym tempie.
To nie jest partyzancka akcja – za projektem stoi Urząd Miasta Krakowa ramię w ramię z naukowcami i Fundacją Dzikusy Salamandry. W miejscach największych skupisk ptaków staną specjalne karmniki dla gołębi, które będą precyzyjnie dozować ten specyfik. Jak wyjaśnia Sabina Janeczko, plan jest prosty, ale genialny w swojej precyzji:
Zaczniemy od programu pilotażowego. Wybierzemy sobie miejsca, gdzie są największe stada gołębi. Tam ustawimy karmniki, które będą codziennie dozowały leki antykoncepcyjne, a konkretnie ziarno kukurydzy powleczone tą substancją.
Dlaczego miasto decyduje się na taki krok? Przemysław Baran, lekarz weterynarii, nie ukrywa, że sytuacja wymagała systemowego trzęsienia ziemi. Codziennie do przychodni trafiają dziesiątki ptaków w fatalnym stanie, a miasto musiało w końcu zareagować.
Tych zwierząt jest na tyle dużo i ten odsetek też chorych, niedożywionych zwierząt jest na tyle duży, że postanowiliśmy rozwiązać ten problem systemowo.
canva.com
CZYTAJ TAKŻE: To nie są żarty. Słynny bocian Krutek pędzi do Polski. Eksperci są pełni obaw
Kraków jak Barcelona i Bruksela. Czy to bezpieczne dla ludzi?
Czy krakowskie dzieci są bezpieczne na Rynku, skoro wokół rozsypywane są leki? To pytanie zadaje sobie wielu rodziców. Urząd Miasta ucina spekulacje – metoda jest całkowicie bezpieczna dla ludzi i innych zwierząt. Co więcej, twarde dane z Europy nie pozostawiają złudzeń. To po prostu działa.
W Brukseli, gdzie zastosowano identyczną metodę, w jednym z punktów liczba gołębi spadła z 250 do 126 osobników! To spektakularny wynik, który pokazuje, że można zapanować nad naturą bez rozlewu krwi. Przedstawiciele magistratu podkreślają, że priorytetem jest nie tylko estetyka miasta, ale przede wszystkim zdrowie samych zwierząt.
Dzięki temu gołębie miejskie mają szansę na lepsze życie, a mniejsze zagęszczenie stada ograniczy rozprzestrzenianie się patogenów. Ochrona zwierząt w mieście wchodzi tym samym na zupełnie nowy, europejski poziom.
canva.com
"To jest skandal" kontra "W końcu ludzka twarz miasta". Internet płonie
Temat gołębi dzieli krakowian bardziej niż wynik meczu Wisły z Cracovią. Dla jednych to "latające szczury", dla innych ofiary ludzkiej bezmyślności. Dariusz Grochal z Fundacji Chatka Gołębia nie zostawia na obecnym stanie rzeczy suchej nitki, obalając przy tym mity o morderczych chorobach roznoszonych przez ptaki.
W 2024 roku prosiliśmy Głównego Inspektora Sanitarnego o podanie statystyk dotyczących przypadków zachorowań na choroby, które mogą być groźne dla ludzi, a które przeszłyby z gołębi. W przeciągu ostatnich 10 lat w Polsce to były dwa przypadki ornitozy, natomiast nie da się do końca stwierdzić, że zachorowanie jest winą gołębi, bo choroba ta może być przenoszone przez inne ptaki. Więc ryzyko, że gołąb przeniesie na człowieka jakąś chorobę, jest w zasadzie czysto teoretyczne.
Prawdziwym dramatem jest jednak to, co turystyka robi z tymi zwierzętami. Dokarmianie ptaków chlebem i preclami to dla nich wyrok powolnego kalectwa. Fundacja bije na alarm, opisując przerażające skutki diety serwowanej przez "dobrych ludzi":
Dokarmianie ptaków pieczywem (szczególnie białym) może doprowadzić do ich kalectwa! Niewłaściwa dieta może powodować deformację skrzydła. Lotki, u ptaków jedzących duże ilości chleba, zamiast układać się wzdłuż ciała, wystają prostopadle na zewnątrz. Schorzenie to (zwane "anielskim skrzydłem") utrudnia, a może nawet całkowicie uniemożliwić ptakom latanie.
Grochal rysuje ponury obraz krakowskiego Rynku, który dla ptaków stał się pułapką bez wyjścia. Są uwięzione w mieście, które ich nienawidzi.
Na rynku nie jest prowadzona sprzedaż ziarna, a turyści dokarmiają ptaki chlebem, preclami czy innymi wypiekami. To jest dla nich szkodliwe, osłabia ich odporność. Na rynku ptaki nie mają też dostępu do wody pitnej. Nie mają żadnych miejsc do bytowania, bo wszystko co tylko się dało, zostało otoczone kolcami.
Z drugiej strony pojawia się głęboka, socjologiczna kontra. Dr Kazimierz Walasz zauważa, że dla wielu samotnych seniorów karmienie gołębi to jedyny powód, by wyjść z domu. To moment na refleksję – czy w walce o czyste chodniki nie zapominamy o ludziach?
Najlepszym rozwiązaniem, byłoby wyznaczanie miejsc, gdzie można by dokarmiać, z informacją, czym i kiedy. Pamiętajmy też, że jest wiele osób, zwłaszcza starszych, samotnych, które czują się nikomu niepotrzebne, zmarginalizowane przez społeczność lokalną. Takie osoby, dla równowagi psychicznej znajdują sobie cel, zajęcie, gdzie mogą czuć się potrzebne, akceptowane. Takim celem jest często dokarmianie ptaków, bezdomnych kotów. Jest to więc działalność terapeutyczna, pozwalająca im dłużej utrzymać się w miarę dobrej kondycji psychicznej i fizycznej. O tym też powinniśmy pamiętać, wprowadzając regulacje, co wolno, a czego nie wolno.