Sobota, godzina 19:00, nagłe wejście policji do domu starszych rodziców – tak, według relacji ks. Michała Olszewskiego, wygląda rzeczywistość po opuszczeniu przez niego aresztu. Duchowny, będący twarzą afery Funduszu Sprawiedliwości, przerwał milczenie na sali sądowej. Zamiast składać wyjaśnienia, wygłosił oświadczenie, które zmroziło krew w żyłach zgromadzonych. Mówił o "klatce", szyderstwach prokuratora i zniszczonym zdrowiu. "Cierpię na zespół stresu pourazowego" – wyznał oskarżony, rzucając cień na metody działania polskich służb.
Ks. Michał Olszewski przed sądem. Nie przyznaje się do winy i odmawia zeznań
Podczas ostatniej rozprawy w Sądzie Okręgowym w Warszawie napięcie było wyczuwalne niemal fizycznie. Na ławie oskarżonych, obok duchownego, zasiadły urzędniczki Ministerstwa Sprawiedliwości: Urszula D. oraz Karolina K.. Stawka jest ogromna – Fundacja Profeto, którą zarządzał sercanin, miała otrzymać z resortu blisko 100 mln zł dotacji, co prokuratura zakwalifikowała jako działanie w zorganizowanej grupie przestępczej i pranie pieniędzy.
Oskarżony przyjął jednak twardą linię obrony. Zamiast tłumaczyć się z zarzutów, stanowczo im zaprzeczył i skorzystał z prawa do milczenia, punktując jednocześnie błędy w akcie oskarżenia.
Nie popełniłem żadnego z wymienionych w akcie oskarżenia przestępstw. Chciałbym na tym etapie procesu prosić sąd o skorzystanie z prawa do odmowy składania wyjaśnień.
Z ust oskarżonego padły gorzkie słowa o zagubieniu w prawniczym chaosie. Sercanin podkreślał, że czuje się bezradny wobec zmieniających się zarzutów:
Nie jestem prawnikiem. Nie rozumiem, w swoim subiektywnym odczuciu, pod jakimi zarzutami zostałem aresztowany (...) a jeszcze inne zarzuty usłyszałem w akcie oskarżenia
– tłumaczył przed sądem.
Wojciech Olkusnik/East News
CZYTAJ TAKŻE: Zdradził żonę, a owocem grzechu jest córka. Dzisiaj Sławomir Świerzyński nie rozstaje się z różańcem
"Cierpię na zespół stresu pourazowego". Wstrząsające słowa o nękaniu rodziny
Decyzja o odmowie zeznań ma jednak drugie, mroczniejsze dno. Ks. Michał Olszewski wyznał publicznie, że jest w fatalnej kondycji psychicznej. Pobyt w areszcie i sposób zatrzymania miały doprowadzić go do ruiny zdrowotnej.
Pierwszy powód, dla którego na tym etapie procesu odmawiam składania wyjaśnień, to moje zdrowie. Cierpię na zespół stresu pourazowego w wyniku zatrzymania, niehumanitarnego traktowania, co zostało stwierdzone przez Rzecznika Praw Obywatelskich.
Najbardziej szokujące fragmenty oświadczenia dotyczyły jednak działań ABW i policji, które – według relacji księdza – przybrały formę groteskowego polowania na czarownice. Służby miały wziąć na celownik starszą matkę duchownego, przeszukując ją pod zarzutem prania pieniędzy z powodu... drobnych datków na mszę świętą.
Moi rodzice są nękani przez policję, jak choćby w zeszłą sobotę o godz. 19, kiedy zostali najechani przez policję tylko pod pretekstem sprawdzenia, czy mieszkają pod wskazanym adresem.
Damian Klamka/East News
Szokujące kulisy aresztu. "Myślałem, że to woźny"
Prawdziwy dramat, według relacji oskarżonego, rozgrywał się jednak za zamkniętymi drzwiami prokuratury. Sercanin opisał swoje pierwsze spotkanie z prokuratorem Piotrem Woźniakiem jako pasmo upokorzeń. Duchowny został umieszczony w pomieszczeniu zwanym "klatką", a zachowanie śledczego było dla niego tak niezrozumiałe, że początkowo pomylił go z obsługą techniczną budynku. "Myślałem, że to woźny" – przyznał szczerze przed sądem.
To, co usłyszał chwilę później, brzmi jak psychiczne znęcanie się, a nie standardowa procedura prawna. Prokurator miał podejść do krat i z nieskrywanym szyderstwem rzucić:
Panie Olszewski, bardzo przepraszam za te niewygody w tej klatce, na pewno pan trafi po decyzji sądu do więzienia i wtedy dopiero postaramy się, żeby zapewniono panu w więzieniu wszystkie wygody.
Lista zarzutów duchownego wobec wymiaru sprawiedliwości jest długa. Najbardziej bolesnym elementem represji miało być celowe izolowanie duchownego od rodziny. Ks. Olszewski wyjawił, że prokuratura przez trzy miesiące blokowała list wysłany do niego przez małych bratanków tuż po aresztowaniu. Korespondencja od wiernych docierała szybciej, niż słowa otuchy od najbliższych dzieci z rodziny.
"Precz z komuną!" na sądowym korytarzu. Tłumy murem za księdzem
Podczas gdy na sali rozpraw padały ciężkie oskarżenia, korytarze sądowe zamieniły się w wiec poparcia. Proces księdza Olszewskiego przyciągnął tłumy, które nic nie robiły sobie z powagi instytucji sądu. Obrońcy oskarżonego, uzbrojeni w różańce, krzyże i obrazy Matki Bożej, stworzyli atmosferę przypominającą bardziej manifestację niż rozprawę.
Kontrast był uderzający. W ciszy sali sądowej afera Funduszu Sprawiedliwości była analizowana przez prawników, a za drzwiami rozbrzmiewały okrzyki: "Tu jest Polska!", "Precz z komuną!" oraz radykalne: "Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę!". Gdy ksiądz opowiadał o swoich przeżyciach, z miejsc dla publiczności dobiegały głośne komentarze o "powrocie czasów stalinizmu". Emocje wokół sprawy sięgają zenitu, a oskarżenia o niehumanitarne traktowanie tylko dolewają oliwy do ognia w tym i tak już politycznie rozgrzanym procesie.