Skandal na Jasnej Górze. Prezydent Karol Nawrocki wylewnie wita się z liderem gangu, który usłyszał wyrok. Miał być "Bóg, Honor, Ojczyzna", jest polityczna kompromitacja i tłumaczenia o "przypadkowym uścisku". Pałac Prezydencki idzie w zaparte, ale nagranie, które w popłochu zniknęło z sieci, mówi samo za siebie.
"Jagiellonia!" i uścisk jak ze starym kumplem. Jadczak wyciąga brudy
Sobota, 10 stycznia 2026. Częstochowa. XVIII Patriotyczna Pielgrzymka Kibiców. Atmosfera gęsta od dymu rac i patriotycznych haseł. Do zamkniętej sali wchodzi prezydent Karol Nawrocki. Tłum reaguje natychmiast: "Czołem panie prezydencie!". Odpowiedź głowy państwa jest błyskawiczna:
Czołem, kibice!
Ale to, co dzieje się chwilę później, ujawnił dopiero dziennikarz śledczy Szymon Jadczak. Na nagraniu widać, jak Nawrocki podchodzi do postawnego mężczyzny w czarnej bluzie. To nie jest sztywny, dyplomatyczny uścisk dłoni. Panowie wpadają sobie w ramiona, ściskają się wylewnie, wymieniają uśmiechy.
Prezydent doskonale wie, do kogo podchodzi. Na nagraniu słychać wyraźnie, jak rzuca krótko: "Jagiellonia". A w innym momencie spotkania pada deklaracja, która w świetle faktów brzmi wręcz groźnie:
Jestem jednym z was.
Kim jest "Dragon"? Nie tylko brutalne pobicia i kierowanie gangiem
Człowiek, z którym prezydent RP wita się jak z bratem, to Tomasz P. ps. "Dragon". Nie jest to zwykły pielgrzym. To postać z najciemniejszych zaułków przestępczego półświatka. Lista jego "dokonań" jest długa i brutalna:
- Kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą: "Dragon" to nieformalny lider bojówki Jagiellonii Białystok.
- Propagowanie nazizmu: Oskarżenia o szerzenie brunatnej ideologii i używanie symboli neonazistowskich.
- Brutalne pobicia: Udział w ustawkach i napaściach.
- Zastraszanie świadków: Metody rodem z filmów gangsterskich.
facebook.com/sokzburaka;
W 2024 roku Sąd Okręgowy w Białymstoku nie miał litości – "Dragon" usłyszał nieprawomocny wyrok sześciu lat bezwzględnego więzienia. Mimo to, w 2026 roku ściska dłoń najważniejszej osoby w państwie.
"Dragon" ma na koncie liczne wyroki z przeszłości. A w 2024 r. został skazany nieprawomocnie na sześć lat za kierowaniem gangiem, promowanie nazizmu i bójki
– punktuje bezlitośnie Jadczak.
Pałac idzie w zaparte. "Prezydent nie wiedział"
Gdy sprawa wyszła na jaw, w Kancelarii Prezydenta zagrzmiało. Rzecznik Rafał Leśkiewicz próbuje gasić pożar, ale jego tłumaczenia brzmią kuriozalnie w zderzeniu z nagraniem wideo.
Okoliczności związane ze skazaniem jednego z uczestników sobotniego spotkania na Jasnej Górze nie były panu prezydentowi znane. Jak w każdym tego typu otwartym wydarzeniu publicznym z udziałem prezydenta RP, była okazja do krótkich, bezpośrednich i kurtuazyjnych powitań.
W podobnym tonie wypowiada się doradca Jakub Banaszek, który próbuje przekuć wpadkę w sukces, mówiąc o "szacunku dla sportowców" i "euforii" tłumu.
Gdzie się pan prezydent nie pojawił podczas tej pielgrzymki, wszyscy chcieli się właśnie tak serdecznie z panem prezydentem przywitać (...) Prezydent chciał się normalnie przywitać z tym panem.
Adwokat gangstera, Rafał Gulko, idzie jeszcze dalej – twierdzi, że jego klient jest formalnie "czysty", bo stare wyroki się zatarły, a nowy wciąż nie jest prawomocny.
prezydent.pl
Karczemna awantura w studiu. "Brunatna prawica" kontra "patrioci"
Skandal na Jasnej Górze wywołał polityczną bijatykę. Minister Marcin Kierwiński drwi z "gwardii przybocznej prezydenta", a poseł Łukasz Michnik mówi wprost: "To jest szokujące, to legitymizowanie bandytyzmu".
Najostrzej było jednak w programie "7. Dzień Tygodnia". Doszło do karczemnej awantury między Tomaszem Trelą (Lewica) a Łukaszem Rzepeckim (Konfederacja/obóz prezydenta). Gdy Trela nazwał Konfederację "brunatną" i wytknął spotkania z bandytami, Rzepecki wpadł w szał.
Nie pozwolę obrażać polskich kibiców, polskich patriotów, a nie kiboli. Kibolem to pan jest politycznym!
– krzyczał Rzepecki, żądając przeprosin. Prowadzący Andrzej Stankiewicz musiał ostro interweniować, przypominając, że na Jasnej Górze nie byli "piknicy z rodzinami", ale przedstawiciele grup, którymi powinna zająć się prokuratura.
Internet nie wybacza. "Gwardia przyboczna"
Najlepszym dowodem na to, że sztab prezydenta wie, co narobił, jest fakt, że nagranie z powitania błyskawicznie zniknęło z oficjalnych profili w mediach społecznościowych. W sieci jednak nic nie ginie. Internauci są bezlitośni.
Być może było im jednak wstyd przed żołnierzami czy policjantami...
– kpi minister Kierwiński.
Komentarze "ulicy" są jeszcze bardziej dosadne. Użytkownicy pytają, czy prezydent, który sam chwalił się przeszłością na trybunach Lechii i udziałem w ustawkach, naprawdę nie wiedział, kto stoi przed nim w bluzie Jagiellonii. Czy to przypadek, czy może powrót do korzeni? Jedno jest pewne – wizerunek "prezydenta wszystkich Polaków" właśnie mocno ucierpiał w zderzeniu z więzienną rzeczywistością jego rozmówcy.