Kiedyś zatrzymała tramwaj, zmieniając bieg historii, a dziś z tą samą determinacją zatrzymuje się, by podziękować tym, którzy ratują życie. Henryka Krzywonos-Strycharska, niezłomna legenda Solidarności, ponownie mierzy się z bezlitosnym przeciwnikiem — nowotworem płuc. Właśnie teraz, prosto ze szpitalnego łóżka, wysłała wiadomość, która uderza mocniej niż jakiekolwiek sejmowe wystąpienie.
Poruszające nagranie ze szpitalnego łóżka. Ikona "Solidarności" przerywa milczenie
W poniedziałkowe popołudnie 12 stycznia 2026 roku media obiegły wstrząsające wieści. Podczas gdy świat polityki pędzi do przodu, Henryka Krzywonos-Strycharska musiała zwolnić. Posłanka Koalicji Obywatelskiej opublikowała nagranie, na którym nie ma miejsca na stylizację czy polityczne slogany — jest surowa, szpitalna rzeczywistość. Na filmie widzimy działaczkę podłączoną do sprzętu medycznego, ale to, co mówi, jest aktem wielkiej pokory.
Okazuje się, że w tej nierównej walce ikona Solidarności nie jest sama. Towarzyszy jej sprzęt z charakterystycznym czerwonym serduszkiem, symbolizujący miliony polskich serc. To właśnie ta aparatura stała się pretekstem do niezwykle ważnego wyznania skierowanego do Jurka Owsiaka i jego żony, Lidii Niedźwiedzkiej-Owsiak.
Witam was wszystkich. Wszystkich tych, którzy wiecie, co to znaczy ratować życie innych. Dlatego też chciałam powiedzieć, że leżę w szpitalu, ale będę korzystała z aparatury, na którą wszyscy żeśmy się składali
Posłanka w swoim krótkim, ale treściwym wystąpieniu podkreśliła, że każda złotówka wrzucona do puszki przekłada się na realną walkę o każdy oddech pacjentów.
Pozdrawiam Jurka Owsiaka i jego żonę Lidię oraz cały szereg ludzi, którzy przy nich pracują i pomagają. Dzięki nim możemy być zdrowsi. Wszystkiego najlepszego
CZYTAJ TAKŻE: "To naruszenie mojego sumienia!" Ksiądz grzmi po wizycie na Orlenie. Podpisał specjalne oświadczenie
Dramatyczna diagnoza i nieszczęśliwy wypadek w Sejmie. "To nie moda, tylko rak"
Historia choroby posłanki to scenariusz, który napisał los w najmniej oczekiwanym momencie. Niefortunny wypadek na sejmowych schodach w 2022 roku okazał się paradoksalnie darem od losu – to wtedy lekarze odkryli prawdę, która mogła pozostać ukryta zbyt długo. Bolesny upadek i złamane żebro wymusiły badania, które ujawniły przerażającego wroga: rak płuc.
Od tamtej pory legenda Solidarności nie ukrywa swojej walki. Kiedy opinia publiczna zaczęła dopytywać o jej nakrycia głowy, ucięła spekulacje z rozbrajającą szczerością.
"Ciągle ostatnio słyszę pytania, skąd to nakrycie głowy u mnie, czy się stylizuję na sześćdziesiąte lata. Dlatego też odpowiadam, że to nie moda, tylko rak. Tak, walczę z tą ciężką chorobą, nie rozczulam się nad sobą, pracuję i nie poddaję się."
Walka trwa. Choroba to cios nie tylko dla samej pacjentki, ale i dla jej licznej rodziny. Krzysztof Strycharski, który od 35 lat idzie z nią ramię w ramię, nie ukrywa, że wiadomość o raku była jak zderzenie ze ścianą. Wspólnie wychowali 12 dzieci i doczekali się aż 18 wnuków — wizja rozłąki z tak potężnym klanem była paraliżująca.
"Nagle wyobraziłem sobie, że przy mnie może nie być Henryki. Jesteśmy 35 lat ze sobą właściwie non stop. Razem pracujemy, mieszkamy, wychowaliśmy 12 dzieci. Mamy 18 wnuków. Dzisiaj dla mnie życie bez Heni to koniec świata."
Z mężem, Krzysztofem Strychalskim / facebook.com/krzywonosstrycharska
Internauci zalali ją falą miłości. "Heniu, nie poddajemy się!"
Sytuacja jest poważna, ale obecny stan zdrowia Henryki Krzywonos mobilizuje Polaków do okazywania wsparcia. Pod nagraniem wylała się lawina komentarzy, które są najlepszym dowodem na to, jak ważną postacią jest posłanka. Internauci piszą wprost:
Henia, nie poddajemy się, uściski!
Zdrowia, jest Pani nam potrzebna
Trzymamy kciuki za cały sztab WOŚP i za Panią, Heniu kochana!
To nagranie to także dowód na potęgę polskiej medycyny wspieranej przez obywateli. Pulmonologia to dziedzina, którą Fundacja WOŚP wsparła w 2024 roku kwotą niemal 65 milionów złotych. Dziś cała Polska trzyma kciuki za kobietę, która kiedyś zatrzymała tramwaj, a dziś musi zatrzymać postępującą chorobę. Legenda się nie poddaje – i to jest najważniejszy komunikat płynący ze szpitalnej sali.