Siarczysty mróz i śnieżyca na Lubelszczyźnie stanowiły tło dla dramatu, który rozegrał się na drodze pod Okuninką koło Włodawy. 37-letnia Emilia K. wybiegła z samochodu po kłótni z mężem, nie zabierając ze sobą nawet kurtki. Przez kilka dni cały region żył nadzieją, że poszukiwania zakończą się szczęśliwie, jednak finał okazał się tragiczny. Teraz do akcji wkroczyli śledczy, którzy stawiają trudne pytania o to, co wydarzyło się tamtej nocy.
Nowe fakty prokuratury. Śledczy badają wątek męża
Wymiar sprawiedliwości nie traci czasu i wszczyna intensywne działania. Prokuratura Rejonowa we Włodawie prowadzi postępowanie dwutorowo: w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci oraz w kierunku artykułu 160 kodeksu karnego. Przepis ten dotyczy narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. To właśnie prokuratura Włodawa śledztwo traktuje priorytetowo, analizując każdą minutę feralnego wieczoru.
Śledczy przesłuchali już najbliższych zmarłej, w tym jej matkę oraz męża. To właśnie rola mężczyzny budzi największe emocje i jest szczegółowo weryfikowana przez organy ścigania. Prokuratura zapowiada, że pod lupę wzięta zostanie "prawidłowość postępowania współmałżonka".
Rzecznik Prokuratury prok. Marek Zych podkreśla, że choć nikt na ten moment nie usłyszał zarzutów, sprawa jest rozwojowa:
Niewątpliwie taki wątek prawidłowości postępowania współmałżonka będzie również oceniany.
Zdjęcia z poszukiwań zaginionej Emilii / Fot. KPP Włodawa
CZYTAJ TAKŻE: Tragedia pod kościołem w Nowosielcu. 6-latek przejechany na oczach rodziców, senior zmarł na miejscu
Dramatyczne okoliczności. Wysiadła w pobliżu stawów rybnych
Dramat rozegrał się we wtorek, 6 stycznia 2026 roku, około godziny 22:00, w niezwykle trudnych warunkach atmosferycznych. Emilia K. podróżowała z mężem trasą między miejscowościami Włodawa a Okuninka. W pewnym momencie, w pobliżu stawów rybnych przy rzece Włodawka, samochód się zatrzymał. Gwałtowna wymiana zdań doprowadziła do irracjonalnej decyzji – kobieta opuściła ciepłe wnętrze pojazdu.
Sytuacja była krytyczna, bo zburzona 37-latka wyszła wprost w śnieżycę bez telefonu i ciepłej odzieży. Co sprawiło, że kobieta wolała zniknąć w mroku, niż wrócić do auta? Wiadomo, że mąż po chwili zawrócił po żonę, jednak ta miała kategorycznie odmówić powrotu. Kobieta zeszła z drogi na pola i rozpłynęła się w ciemnościach. To właśnie ta kłótnia z mężem zaginięcie zamieniła w koszmar, którego finał wstrząsnął całą Polską.
Zdjęcia z poszukiwań zaginionej Emilii / Fot. KPP Włodawa
Ponad 100 osób w akcji, drony i psy. Tragiczny finał poszukiwań w rejonie rzeki Tarasienki
Gdy matka zgłosiła zaginięcie córki następnego dnia rano, ruszyła gigantyczna machina poszukiwawcza. Służby walczyły z czasem i brutalną pogodą, przeczesując teren o powierzchni 250 hektarów. W akcję zaangażowano policję, funkcjonariuszy Straży Granicznej, strażaków ochotników oraz wyspecjalizowaną grupę Poleskie Psy Ratownicze. Niestety, ta tragedia w Lubelskiem nie doczekała się happy endu – ciało odnaleziono w niedzielę w rejonie dopływu rzeki Tarasienki.
Od chwili zgłoszenia trwały poszukiwania za zaginioną. Policjanci, funkcjonariusze Straży Pożarnej, Straży Granicznej, ochotnicy ze Straży Pożarnej, Poleskie Psy Ratownicze — łącznie ponad 100 osób przeczesywało okolicę. Sprawdzono około 250 hektarów terenu. W poszukiwaniach wykorzystywano między innymi drony, quady i skuter śnieżny
– relacjonuje podinspektor Bożena Szymańska.
Teraz kluczowe dla rozwiązania zagadki śmierci, jaką poniosła Emilia K. Włodawa czeka na wyniki sekcji zwłok. Wstępne oględziny na miejscu odnalezienia zwłok dały pewien obraz sytuacji, ale nie wyjaśniły wszystkiego.
Na ciele 37-latki nie stwierdzono obrażeń, które by wskazywały na to, że do jej śmierci ktoś się przyczynił. Tym niemniej informację, co było przyczyną tego zgonu, czy to było wychłodzenie, czy inne okoliczności, uzyskamy po przeprowadzonej sekcji zwłok
– zaznacza prok. Marek Zych.