Fundacja Mieszko przez lata niosła uśmiech i pomoc chorym dzieciom. Wszystko zmieniło się, gdy jej stery w atmosferze skandalu przejęli ludzie Roberta Bąkiewicza. Teraz pieniądze z podatków, które miały ratować maluchy, płyną szerokim strumieniem na polityczne awantury i obronę samego Bąkiewicza, a założycielka organizacji nie kryje rozgoryczenia.
Fundacja "Mieszko" była jej dzieckiem. Przez lata niosła pomoc chorym maluchom
Przez ponad dekadę świdnicka Fundacja Mieszko była symbolem nadziei. Założycielka, Iwona Woźniak, wraz z synem poświęciła swoje życie, by nieść pomoc tam, gdzie była ona najbardziej potrzebna. Organizowali zbiórki, wspierali domy dziecka i przynosili ulgę małym pacjentom szpitala Latawiec. Ich działalność była dowodem na to, że wciąż istnieją ludzie o wielkich sercach.
Dla pani Iwony fundacja była czymś więcej niż tylko pracą. Była sensem życia i misją, którą realizowała z ogromnym oddaniem. W rozmowie z mediami przyznała, jak wiele dla niej znaczyła.
Wcześniej nie znałam pana Dominika Dzierżanowskiego czy Roberta Bąkiewicza. Fundacja nie została sprzedana ani przekazana za jakąkolwiek ofertę finansową czy materialną. Zależało mi na jej kontynuacji, bo to takie "moje dziecko", które prowadziłam 15 lat.
To właśnie to "dziecko" zostało jej w cyniczny sposób odebrane i wykorzystane do celów, które nie mają nic wspólnego z pomocą najsłabszym.
instagram.com/robert.bakiewicz/
Schorowana założycielka musiała oddać stery. Wtedy zadzwonił człowiek Bąkiewicza
Niestety, pogarszający się stan zdrowia zmusił Iwonę Woźniak do podjęcia najtrudniejszej decyzji w jej życiu – o oddaniu sterów fundacji. Szukała kogoś, kto z równym zaangażowaniem będzie kontynuował jej dzieło. Jak sama podkreślała, stawiała jeden, kluczowy warunek. Poinformowała, że przekaże organizację "osobom, które zachowają jej profil i będą działały zgodnie z jej statutem".
Wtedy rozdzwonił się telefon. Po drugiej stronie był Dominik Dzierżanowski, prawa ręka Roberta Bąkiewicza, gotowy przejąć stery. Jak ustaliła Gazeta Wyborcza, to postać doskonale znana w środowisku n@rodowców. Bliski współpracownik Bąkiewicza, zaangażowany w budowę Straży Narodowej, organizację Marszu Niepodległości i kontrowersyjny Ruch Obrony Granic. To on miał zapewnić, że szlachetna misja będzie kontynuowana. Nikt nie spodziewał się, jak wielkie było to kłamstwo.
Szokująca zmiana. Zamiast na leczenie, pieniądze idą na politykę i obronę granic
Krótko po przejęciu fundacji prawda wyszła na jaw i okazała się szokująca. Pieniądze, które miały trafiać na leczenie dzieci, nagle zmieniły swoje przeznaczenie. Jak donoszą dziennikarze z OKO.press i Wyborczej, środki z Fundacji Mieszko są teraz przeznaczane na zupełnie inne cele. Zamiast na wsparcie szpitali, finansują działalność Ruchu Obrony Granic.
instagram.com/robert.bakiewicz
Jakby tego było mało, fundacja zaczęła angażować się w bieżącą politykę. Pieniądze darczyńców poszły na organizację petycji, w tym jednej z kuriozalnym żądaniem odwołania premiera Donalda Tuska. Co więcej, Dzierżanowski organizował zbiórki na pokrycie kosztów sądowych i prokuratorskich spraw samego Roberta Bąkiewicza. Kontrast jest porażający: pieniądze, które mogły ratować zdrowie dzieci, służą teraz do ratowania wizerunku i finansów kontrowersyjnych działaczy. Czy można upaść niżej?
Maszynka do pieniędzy z 1,5%
Jak do tego doszło i dlaczego ludzie Bąkiewicza przejęli akurat tę małą, lokalną fundację? Odpowiedź jest prosta i obnaża cały cynizm tej operacji. Fundacja Mieszko, w przeciwieństwie do innych organizacji związanych z n@rodowcami, posiada status Organizacji Pożytku Publicznego (OPP). Daje jej to bezcenny przywilej – możliwość zbierania odpisów z 1,5% podatku.
Inne fundacje Bąkiewicza, jak "Pod Wierzbami" czy "Advocata Nostra", mimo hojnych dotacji z Funduszu Patriotycznego w przeszłości, takiego statusu nie mają. Przejęcie "Mieszka" to był cyniczny, wykalkulowany skok na kasę. Sposób, by dobrać się do pieniędzy podatników, na które ich własne organizacje nie miały szans. Sam Bąkiewicz w mailach miał zachęcać do wpłat na KRS fundacji, wprost wskazując, że pieniądze wesprą jego polityczne inicjatywy.
"Hańba i czyste zło". W internecie zawrzało po ujawnieniu skandalu
Ujawnienie sprawy przez media wywołało falę oburzenia. W sieci nie brakuje ostrych komentarzy pod adresem nowych władz fundacji.
Zabrać pieniądze chorym dzieciom, żeby finansować polityczne wojenki? To czyste zło.
Jak można spojrzeć w lustro, robiąc coś takiego?
Hańba! Oddajcie fundację tym, którzy naprawdę chcą pomagać!
– to tylko niektóre z głosów, które pokazują, co Polacy myślą o tej sprawie.
Założycielka nie kryje żalu. "Zależało mi na kontynuacji"
Dla Iwony Woźniak, która z ufnością przekazała swoje "dziecko" w nowe ręce, dzisiejsza sytuacja to osobisty dramat. Została oszukana, a jej wieloletnie poświęcenie zostało zdeptane i wykorzystane do celów, z którymi nigdy by się nie zgodziła. Jej słowa najlepiej oddają skalę rozgoryczenia i poczucia krzywdy.
Poinformowałam, że będę musiała przekazać fundację osobom, które zachowają jej profil i będą działały zgodnie z jej statutem.
Ta obietnica została złamana w najbardziej brutalny sposób. Historia Fundacji Mieszko to smutny dowód na to, że nawet najszlachetniejsze idee mogą zostać zawłaszczone przez polityczny cynizm. A największymi ofiarami tej sytuacji są ci, którym fundacja miała pomagać – chore dzieci, które dziś liczą na wsparcie, które nigdy nie nadejdzie.