Chłopiec mieszka razem z mamą w Gliwicach. Na kolonie pojechał dzięki pomocy z opieki społecznej.

Kobieta w programie "Uwaga" TVN opowiedziała o koszmarze, jaki przeżył na koloniach jej syn. - W kąpieli w pewnym momencie zaczął temat, czy ja wiem, co to jest cwel. Zaraz udzielił mi odpowiedzi, że "cwel to jest taki facet, którego się ru...a w ..." - relacjonuje.

Dręczyć mieli go chłopcy w wieku 8 i 11 lat.

Wtedy pierwszy raz usłyszała od syna, co mu robiono. - Mamo, bo oni mnie tam bili. Łapali mnie za ręce, za nogi i rzucali o podłogę. Mówili, że jestem ich zabawką - mówił chłopiec mamie.

Gdy dzwoniła do syna w trakcie kolonii, ten nic nie mówił niepokojącego. Dopiero, gdy wysiadł z autokaru po powrocie, zobaczyła na jego twarzy szramę. Gdy spytała, co się stało, okazało się, że kolega go zaatakował widelcem. - Pomyślałam sobie, że to jakiś przypadek, chłopcy się przepychali, takie rzeczy się zdarzają - wspomina.

Bał się chodzić pod prysznic

Dopiero w domu zobaczyła na plecach chłopca rysunki penisów, zrobione markerami.

Mówił, że prawie się tam nie mył, bo bał się chodzić pod prysznic. Koledzy mieli go bić, kopać i wyrzucać rzeczy za okno. Ponadto dochodziło też do molestowania chłoca. Wychowawczyni, zapytana przez matkę chłopca, dlaczego mu nie zmieniła pokoju, powiedziała jedynie, że próbowała, ale jej się nie udało.

Wychowawczyni nie radziła sobie z dziećmi

Miała też nazwać swoich podopiecznych "dziećmi gorszego sortu" i stwierdzić, że kobieta nie powinna wysyłać syna na kolonie, bo był bezradny.

Kolonie, na które pojechał chłopiec, zorganizowane były przez kuratorium oświaty w Katowicach i jedno z biur podroży. Mateusz ponoć skarżył się wychowawcom na to, co się dzieje.

Przedstawiciel kuratorium rozmawiał z matką chłopca i o możliwości popełniania przestępstwa natychmiast powiadomił prokuraturę w Koszalinie, zażądał też wyjaśnień od firmy - dowiadujemy się z materiału TVN.