Iwona Jonas ma 47 lat i od 20 lat choruje na cukrzycę. Kobieta  mieszka w Rudzie Śląskiej wraz z dorosłym synem. W grudniu ubiegłego  roku pani Iwona rozwiodła się.

- Po dwóch latach walki dostałam rozwód. Miałam w domu pijaka,  wyzywana byłam, najpierw się znęcał psychicznie, później fizycznie,  walczyliśmy o to, żeby z eksmisją męża było – mówi "Interwencji" pani  Iwona.

Kobieta myślała, że to koniec jej problemów. Jednak w pracy, w nocy z  5 na 6 kwietnia tego roku zaczęła się skarżyć na ból prawej nogi.  Nie  mogła na nią stanąć stanąć. Po nocnej zmianie w sobotę rano udała się do  Szpitala Miejskiego w Rudzie Śląskiej.

Doktor powiedział, że nie trzeba hospitalizacji  szpitalnej, leki poprzepisywał i w poniedziałek do pana doktora, do  chirurga kazał mi podejść na kontrolę – mówi pani Iwona.
Reporterka "Interwencji":  A nie sugerowała, żeby zostawili panią w szpitalu? - Ja pytałam, ale  pan doktor powiedział, że nie ma takiej potrzeby, co cukier nawet bardzo  wysoki mi wyszedł. 

- Z tego co wiem pani nie została przyjęta na oddział, z dokumentacji  medycznej wynika, że nie było takich wskazań. Po wykonaniu niezbędnych  badań lekarz przyjmujący pacjentkę na izbie przyjęć nie stwierdził w tym  momencie takich zagrożeń, które by wymagały leczenia na oddziale  chirurgicznym – informuje Jerzy Zdrzałek, dyrektor ds. medycznych   Szpitala Miejskiego w Rudzie Śląskiej.

"Mogę się nie wybudzić"

Noga cały czas bolała panią Iwonę. Kobieta zadzwoniła do syna, aby  pomógł jej wrócić do domu. 47-latka przeleżała cały weekend w łóżku. W  poniedziałek, 8 kwietnia stan kobiety się pogorszył, próbowała wezwać  pogotowie. Nie udało się. Pani Iwona zadzwoniła po lekarza rodzinnego.
- Pani doktor podeszłą do mnie i mówi tak: Boże,  kobieto, tu jest zakrzepica. W tym momencie wezwała transport z  przychodni rodzinnej, który mnie dostarczył do szpitala Dojechałam na  ten ostry dyżur, na tą izbę przyjęć i w tym momencie straciłam  przytomność i już nie wiem, co się ze mną działo. Pan doktor podszedł do  mojej mamy i do synów, by się ze mną pożegnali, bo po prostu nie  rokuję, mogę się nie wybudzić z tego – wspomina pani Iwona.
- Z dokumentacji medycznej wynika, że była w stanie dosyć  ciężkim, cierpiąca, z silnymi dolegliwościami kończyny dolnej – mówi  Jerzy Zdrzałek, dyrektor ds. medycznych Szpitala Miejskiego w Rudzie  Śląskiej.

Na drugim piętrze bez windy
W szpitalu trwała walka o życie pani Iwony. Lekarze  stwierdzili zakrzepicę żylną, ropowicę i postępującą sepsę. Konieczna  była amputacja nogi.
- Cały czas była walka o życie, od momentu przyjęcia do  szpitala, bo stan pacjentki się zaczął pogarszać. Po przyjęciu na  oddział wykonano odpowiednie zabiegi i pacjentka w stanie ciężkim  trafiła na oddział intensywnej opieki medycznej –tłumaczy Jerzy  Zdrzałek, dyrektor ds. medycznych Szpitala Miejskiego w Rudzie Śląskiej.

Dziś pani Iwona walczy o powrót do sprawności. Porusza się za pomocą  balkonika i protezy wypożyczonej od protetyka. Kobieta praktycznie nie  wychodzi z mieszkania, które znajduje się na drugim piętrze, w budynku  nie ma windy.

- Sobota, niedziela - to zaważyło, że stan choroby pogłębił się.  Jakby te dwa dni była w szpitalu, to uważamy, że poddana by była  dodatkowym zabiegom, że poddana by była obserwacji i w poniedziałek  byłaby w zupełnie innym stanie i w innym miejscu. Każdy wiedział od  samego początku że jest cukrzykiem – zaznacza Zbigniew Litke,  pełnomocnik pani Iwony.

"NFZ nie dopatrzył się żadnych nieprawidłowości"

- Narodowy Fundusz Zdrowia badał organizację pracę oraz badał  merytoryczne postępowanie lekarza i nie dopatrzył się żadnych  nieprawidłowości. Na dzień dzisiejszy toczy się postępowanie, szpital  udostępnił dokumentację medyczną, między innymi na żądanie prokuratury i  czekamy na wyniki tego postępowania – informuje Katarzyna Adamek,  prezes Szpitala Miejskiego w Rudzie Śląskiej.

- Postępowanie jest w sprawie, czyli w toku postępowania nie  przedstawiono jeszcze nikomu zarzutu. Myślę, że ta czynność będzie miała  miejsce, o ile w ogóle do niej dojdzie, dopiero po tym jak prokuratur  zgromadzi materiał dowodowy, a w szczególności zasięgnie opinii biegłych  – wyjaśnia Karina Spruś z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.       

Pani Iwona mimo braku jednej nogi stara się nie tracić pogody ducha.  Szyje na maszynie, aby uzbierać pieniądze na protezę, która będzie  dostosowana do jej potrzeb.
- Marzę o tym, żeby stanąć na nogi i jak normalna kobieta pójść gdzie mnie oczy poniosą – mówi.

źródło: polsatnews.pl