Iwona B. pochodziła z Lubelszczyzny, ale zamieszkała w Brzyskiej Woli  u rodziców swojego męża, który pracuje za granicą. Mieszkańcy wsi  bardzo pozytywnie wypowiadają się o 26-latce.

                              

- Spacerowała z dzieckiem, bawiła się z nim, chodziła do lekarza. No, jak każda dobra matka - mówią.

                                    

W sobotę rano mała Kornelka obudziła się pierwsza i wstała z  łóżka, w którym spała z mamą. Najpierw grzecznie się bawiła,  wykorzystując czas, kiedy nikt jej nie pilnował. Po jakimś czasie  wróciła do łóżka, gdzie zaczęła ruszać „śpiącą” mamę i ściągać z niej  kołdrę. Myślała, że z uśmiechem otworzy oczy i zaraz wstanie, by wziąć  ją w ramiona. Niestety, kobieta w ogóle nie reagowała na coraz  głośniejsze krzyki córeczki. W pewnym momencie 4-latka rozpłakała się i  pobiegła poskarżyć się do dziadka. Stanisław B. uspokoił wnuczkę i  wrócił z nią do pokoju, w którym leżała Iwona B. Bardzo szybko  zorientował się, że jego synowa może nie żyć. Natychmiast wezwał policję  i pogotowie.

Kobieta nie miała żadnych śladów na ciele i nie jest wiadomo dlaczego  zmarła. W poniedziałek po południu obyła się sekcja zwłok. Wstępne  wyniki nie wykazały przyczyny śmierci Iwony B. Potrzebne będą  dokładniejsze badania.

                              

– Wesoła, młoda, zdrowa dziewczyna.  Wszyscy we wsi zastanawiamy się, co się stało. Czy może coś zjadła, czy  serce… Straszna tragedia. Zostawiła malutkie dziecko. Rafał został  wdowcem w takim wieku, że niektórzy jego koledzy nawet o ślubie jeszcze  nie myślą. Człowiek nie może o tym myśleć nie płacząc - mówi jedna z  sąsiadek rodziny B.

                              

W sprawie śmierci 26-letniej  mieszkanki powiatu leżajskiego prowadzone jest śledztwo z art. 155  Kodeksu Karnego, czyli nieumyślnego spowodowania śmierci - mówi  Magdalena Kurpiel, zastępca Prokuratora Rejonowego w Leżajsku.