Trwają największe poszukiwania w historii policji. Śledczy krok po kroku analizują przebieg wydarzeń, do których doszło feralnego 10 lipca. Z dotychczasowych ustaleń policji wynika, że tego dnia około godziny 17.00 ojciec chłopca Paweł Ż. odebrał go od dziadków w Grodzisku Mazowieckim i miał odwieźć dziecko do mamy do Warszawy. 

Mężczyzna wjechał w autostradę A2 w kierunku Warszawy. Podczas podróży zatrzymał się dwukrotnie w okolicy węzła Konotopa. Pierwszy raz na około 40 minut. Wówczas - jak podał TVN24 - miał rozmawiać z matką Dawidka i dowiedzieć się o tym, że kobieta chce rozwodu. Po tej rozmowie matka 5-latka miała dostać SMS, że "już nigdy nie zobaczy swojego syna". W czasie powrotu do Grodziska Mazowieckiego 32-latek zatrzymał się tam ponownie, lecz tym razem postój był krótszy. Trwał około 15 minut. Około godziny 20:52 funkcjonariusze dostali informację, że Paweł Ż. nie żyje. 32-latek zginął pod kołami pociągu relacji Skierniewice-Warszawa.

"Zachowanie matki jest dla mnie niezrozumiałe"

Około północy mama Dawida udała się na policję i zgłosiła zaginięcie syna. Dlaczego kobieta nie zareagowała wcześniej? Swoimi przemyśleniami w tej kwestii podzielił się z nami Dariusz Loranty, były nadkomisarz i szef ekspertów bezpieczeństwa Środkowoeuropejskiego Instytutu Badań i Analiz Strategicznych CIRSA.

- Zachowanie matki w tej sytuacji jest dla mnie niezrozumiałe. Zawsze, kiedy istnieje zagrożenie, że dziecku może się coś stać, kobiety reagują błyskawicznie, czasami nawet przesadnie. Każda matka w takiej sytuacji zareagowałaby szybciej, tym bardziej, że ta kobieta dużo wcześniej otrzymała wiadomość od męża z realną pogróżką, że więcej nie zobaczy syna. Dlaczego od razu nie zadzwoniła, chociażby na numer 112? We wszystkich podobnych przypadkach, z którymi miałem do czynienia, odzew matki był natychmiastowy. Tutaj mamy sytuację bardzo opóźnionej reakcji - ocenia Dariusz Loranty.

Co wiadomo o matce Dawida Żukowskiego?

Matka 5-letniego Dawida jest Rosjanką. 31-latka poznała męża, który był przedstawicielem handlowym, podczas jego wyjazdu służbowego. Do Polski - jak wynika z informacji TVN24 - przyjechała z Pawłem Ż. około 6-7 lat temu. Para mieszkała z synkiem w Grodzisku Mazowieckim. Rodzina 32-latka to repatrianci z Kazachstanu. Kobieta pracowała w centrum kulturalnym w Warszawie, gdzie uczyła języka rosyjskiego.

Kobieta wraz z synkiem trzy tygodnie przed tragedią wyprowadziła się z Grodziska Mazowieckiego do Warszawy. Małżeństwo miało często się kłócić. Znajomi rodziny - jak donosi TVN24 - źródła konfliktu upatrywali w uzależnieniu Pawła Ż. od hazardu. 32-latek miał z tego powodu popaść w długi. Para miała toczyć ze sobą spór m.in. o kwestię opieki nad dzieckiem - poinformowała stacja. Matka Dawida rozważała złożenie pozwu rozwodowego, ale nie zdążyła tego zrobić.

Jak donosi "Gazeta Wyborcza", prokurator dwa razy przesłuchał matkę chłopca. Potwierdziła, że rozmawiała z synem przez telefon, ale sytuacja nie wydała jej się podejrzana. Zaniepokoiła się dopiero po wiadomości od Pawła, w której napisał, że już nigdy nie zobaczy syna.

Gdzie szukać pomocy w sytuacjach kryzysowych?

Jeśli potrzebujesz natychmiastowej pomocy, możesz się zgłosić do Ośrodków Interwencji Kryzysowej (OIK), które są w każdym większym mieście. Możesz tam otrzymać pomoc psychologiczną, prawną, materialną. Część OIK-ów jest czynna całą dobę i np. prowadzi noclegownie. POMOC jest bezpłatna! Nie musisz mieć ubezpieczenia.

Jeśli masz uporczywe i silne myśli samobójcze, możesz się także zgłosić do każdego szpitala psychiatrycznego. Tam również nie jest potrzebne ubezpieczenie zdrowotne. W sytuacjach nagłych (o ile powiesz, że to sprawa pilna) lekarz musi Cię przyjąć tego samego dnia.

Bezpłatny kryzysowy telefon zaufania dla młodzieży: 116 111 (czynny codziennie, w godzinach 12:00-02:00). Dorośli mogą korzystać z całodobowego Centrum Wsparcia pod numerem 800 70 22 22 i na stronie liniawsparcia.pl. Spis organizacji pomocowych znajdziesz na stronie www.samobojstwo.pl.

(źródło: Fakt24.pl, TVN24, "Gazeta Wyborcza")