Jakub A. po zakończeniu nauki w liceum poszedł na studia. Wybrał zarządzanie, na Wyższej Szkole Oficerskiej we Wrocławiu. Czy chciał zostać żołnierzem? - Nie. To był cywilny kierunek. Część z nas od razu wiedziała, że za jakiś czas przeniesie się na wojskowe studia, żeby zostać oficerami. Kuba od razu zaznaczał, że to nie dla niego – mówi nam jeden z jego kolegów z pierwszego roku.

Jaki był? - Błyskotliwy. Miał łeb – wspomina inny kolega. - Imponował mi swoją wiedzą. Ale nie wyróżniał się z tłumu jakoś bardzo. Na piwo z nami chodził po zajęciach, bywał na imprezach. Jak to każdy. Nie miał dziewczyny, nie zabiegał jakoś specjalnie o względy kobiet – dodaje inny.

Koleżanka, która trzymała się bliżej zwyrodnialca: - Nie dochodzi do mnie, jak to się mogło stać. On był zawsze normalny. Wychodziliśmy razem na różne imprezy. Ale nie tylko na piwo czy do klubu. Kuba uwielbiał kabarety, stend-upy. Byłam z nim na kilku takich wydarzeniach – wspomina. - Nigdy nie czułam się źle w jego towarzystwie. Wręcz przeciwnie. Pamiętam też, że im bliżej było końca roku, tym z Kuba schodziło zainteresowanie uczelnią. W końcu dał sobie spokój z tym kierunkiem. Kontakt nam się urwał – dodaje.

Wtedy, jak mówią jego znajomi ze studiów, wyjechał za granicę. Gdzie? Uwaga, to bardzo ciekawe: do Irlandii. Wtedy na wyspie mieszkała Agnieszka, wraz z mężem Czechem i dziećmi, w tym Kristiną. Możliwe, że już w Irlandii Jakub A. poznał się z mamą swojej późniejszej ofiary. I możliwe, że to tam para się w sobie zakochała.

Faktem jest, że zarówno Agnieszka, jak i Jakub wrócili do kraju. Agnieszka rozstała się ze swoim mężem i jak wiadomo, wraz z dziećmi osiedliła się w Mrowinach. Najbliżsi znajomi ze wsi pierwszy raz usłyszeli o Jakubie A. gdzieś pod koniec wakacji.

Dobra znajoma mamy Kristiny: - Agnieszka zaczęła często wyjeżdżać na weekendy. Regularnie znikała, mówiła, że jeździ do Wrocławia, studiować zaocznie psychologię. Kiedy pytałam, po co jej takie studia, skoro ma już prawie 40 lat, to zawsze mnie zbywała. Teraz wiem, że po prostu jeździła tam, żeby się spotykać z Jakubem.

Bo to właśnie ten kierunek wybrał zwyrodnialec po powrocie z Irlandii. Zapisał się na studia na jednej z prywatnych wrocławskich uczelni. No i kontynuował znajomość z mamą Kristinki. Coraz częściej pojawiał się u niej w domu, zostawał na noc… W rodzinnym Wrocławiu bywał jednak regularnie. - Zawsze mówił „dzień dobry”. Nie mogę złego słowa powiedzieć – mówi nam sąsiad z ulicy Agrestowej na eleganckim wrocławskim osiedlu Partynice. - Miło wspominam jego dziadka, lekarza. Po jego śmierci, rodzice chcieli wyremontować dom, ale jakoś im to nie szło. W takim stanie jak teraz, to jest to już od wielu miesięcy – mówi nam mężczyzna i pokazuje pojemnik na gruz i inne budowlane śmieci.

- Trochę takie odludki. Ale nie w złym tego słowa znaczeniu. Trzymali się na uboczu, może z uwagi na wiarę? To członkowie jednego z protestanckich kościołów – mówi nam jeden z sąsiadów.

Dotarliśmy do koleżanki ze zboru, do którego uczęszczał Jakub A. Jak i nasi wcześniejsi rozmówcy, nie może powiedzieć o nim złego słowa. - Co więcej, był uczynny, pomocny. Pamiętam, że wraz z nim byliśmy wolontariuszami na jednym z naszych większych wydarzeń. Kuba bardzo pomagał wtedy, widać było, że się angażował – mówi nam dziewczyna.