Fakt ustalił, że porwana Polka pochodzi z Wrocławia. Tutaj do dzisiaj mieszkają jej dorosłe dzieci. W przeszłości pracowała m.in. w jednym z miejscowych kasyn. Kilka lat temu za lepszym życiem wyjechała jednak do Niemiec. Ostatnio pracowała jako opiekunka osób starszych w miejscowości Aspach, niedaleko niemiecko-francuskiej granicy.

Kilka tygodni temu rozstała się ze swoim partnerem Maciejem Iwańczykiem (51 l.), robotnikiem z Polski. – Miała już dość tego związku – mówi nam jeden ze znajomych rodziny.

Niemiecką policja uważa, że porzucony mężczyzna nie zamierzał odpuścić. To on miał zaplanować porwanie pani Jolanty, do którego namówił kolegę z pracy Krzysztofa Trzęsickiego (23 l.).

Faktowi udało się dowiedzieć, że młodszy porywacz od niedawna pracował za granicą i również pochodzi ze stolicy Dolnego Śląska. – Wiemy na pewno, że porywacze nie są ze sobą spokrewnieni. Robimy wszystko co w naszej mocy, by wyjaśnić tę sprawę – mówi Faktowi Ronald Krötz z niemieckiej policji.

Śledczy mają jednak utrudnione zadanie, bo mężczyźni zaplanowali wszystko w najdrobniejszych szczegółach. W poniedziałek, 3 czerwca, obserwowali panią Jolantę. Gdy około 13.30 wyszła na przerwę, siłą wciągnęli ją do kampera i odjechali w kierunku Francji. Dwa dni później samochód porzucili w lesie koło francuskiej miejscowości Schweighouse-sur-Moder.

Od tego czasu ma żadnego śladu, który mógłby naprowadzić policję na porywaczy i ich ofiarę. – Podejrzewamy, że nadal przebywają w okolicy niemiecko-francuskiej granicy – napisano w liście gończym, który rozesłano po Europie. Za mężczyznami wydano również Europejski Nakaz Aresztowania. – Mogą być niebezpieczni – przestrzegają policjanci.

Poszukiwania prowadzą policjanci z trzech krajów: Niemiec, Francji i Polski. Jeśli masz jakiekolwiek informacje na temat porwania – zadzwoń: 997 lub 112