Strażacy dostali zgłoszenie, że w opuszczonej kaplicy przy ul. Żeromskiego w Łodzi. Jak podał "Express Ilustrowany", na miejscu pracowało 12 zastępów Państwowej Straży Pożarnej. Jeden ze strażaków usłyszał jęki rannego, który wymagał natychmiastowej pomocy. To on wskazał miejsce, gdzie przebywał jego kolega. Po dotarciu do tego mężczyzny okazało się, że od pewnego czasu już nie żyje.

Do tej pory nie ustalono bezpośredniej przyczyny pożaru, ale według najbardziej prawdopodobnego scenariusza, jeden z przebywających w kaplicy mężczyzn najprawdopodobniej zaprószył ogień, a potem - niczego nie zauważywszy - zasnął.

Ogień w murowanej kaplicy pojawił się około godz. 5.30 w sobotę nad ranem. Gdy dym zaczął wydobywać się na zewnątrz i szklane szyby pękać od bardzo wysokiej temperatury, ktoś wezwał strażaków.

Jak podał "Express Ilustrowany", dyżurny wysłał na miejsce ekipy strażaków. Ostatecznie pracowało tam 12 zastępów straży pożarnej. Po przyjeździe na miejsce część ratowników wbiegła do środka świątyni (drewniane drzwi były otwarte). Tuż przy wyjściu natknęli się na bezdomnego, który wskazał, że na piętrze został jego kolega.

Strażacy ruszyli mu na pomoc. Wbiegli na górę, ale 50-latek już nie żył. Drugiego z mężczyzn wyprowadzono na zewnątrz i przekazano ekipie pogotowia ratunkowego.

Ogień udało się ugasić błyskawicznie. Spaleniu uległ drewniany strop, część dachu i wieżyczki. Ogień zniszczył także zabytkowe wnętrze budowli.

Straty oszacowano na ok. 50 tysięcy złotych.