Tragicznego dnia Tomek spotkał się jak zwykle z kolegami przy stacji kolejowej położonej na uboczu wsi. Kiedy zrobiło się późno, 18-latek postanowił wracać do domu. Pokonał zaledwie kilkanaście metrów i nagle upadł na tory. Jego znajomi spostrzegli, że Tomek leży nieruchomo. Podbiegli do niego, ale nic nie mogli już zrobić. Ich kolegi nie udało się uratować.

Sprawą zajęli się śledczy, którzy skłaniają się ku hipotezie, że był to nieszczęśliwy wypadek. Chłopak miał niewyobrażalnego pecha – potknął się i uderzył głową o kolejową szynę. W Wielką Środę odbył się pogrzeb. Uczestniczyły w nim tłumy – przyjechali uczniowie i nauczyciele ze szkoły w Leżajsku, do której chodził Tomek.

– Nasze serca przepełnia ogromny żal. Był jednym z nas, dopiero wkraczał w dorosłość. Miał  przed sobą całe życie. To niesprawiedliwe, że los okazał się tak okrutny – mówi z żalem jego koleżanka.

Wszyscy są poruszeni tragedią. Współczują matce i rodzeństwu. Śmierć 18-latka to dla nich kolejny cios – 3 lata wcześniej na raka zmarł ojciec Tomka. Ukochany syn spoczął obok niego w tym samym grobie.