- Ludzie którzy pracują w służbie zdrowia nie umierają, oni oddają swoje życie, jako ludzie, którzy powołują siebie do pełnienia roli lekarza i niesienia ulgi w cierpieniu. Jako lekarz pogotowia, Piotr niejednokrotnie ratował życie – mówił ksiądz.

Duchowny nawoływał do modlitwy za zmarłego lekarza, który uratował wcześniej wiele żyć, aby ostatecznie oddać swoje za tych, którym jechał służyć – poświęcił się dla nich. Nikt nie jest w stanie odpowiedzieć dlaczego tak się stało. – Być może Bóg potrzebował takiej ofiary, abyśmy uświadomili sobie, jakie mamy zadanie do spełnienia. Jaką wartością jest życie, jak ważna jest służba zdrowia, która niesie nie tylko ulgę w cierpieniu, ale także ofiarę swojego życia – dodał.

Ksiądz starał się znaleźć słowa, które ukoją ból bliskich. – Piotr był młodym człowiekiem, hardym lekarzem, wierzę w to, że modlitwa pomoże poradzić sobie jego żonie – czas nie leczy ran, rany leczą się przez umiejętność pogodzenia sobie z tym, co nieuniknione – mówił duchowny.

Na cześć młodego lekarza, który zginął w wypadku wszystkie karetki przepasane były czarną wstęgą, tak samo przyczepy w strojach ratowników. Przyjaciele chcą się za niego modlić w Dobroszycach, gdzie skończył podstawówkę, w Radomsku, gdzie chodził do liceum i w Katowicach, gdzie ukończył wydział lekarski. Żona lekarza bardzo podziękowała za wsparcie, ale nie miała siły przyjmować kondolencji.

Na pogrzebie zjawił się też sekretarz z ministerstwa zdrowia, Maciej Miłkowski, który powiadomił, że prezydent Andrzej Duda zdecydował się uhonorować lekarza za poświęcenie w ratowaniu zdrowia i życia ludzkiego Złotym Krzyżem Zasługi.