Z Robertem Śmigielskim (53 l.) Weronika Rosati rozstała rok temu tuż po narodzinach ich córeczki Elizabeth. Jednak dopiero teraz aktorka zdecydowała się opowiedzieć, jaka gehenną był dla niej tej związek. – O przemocy milczałam, ale mniej ze strachu, bardziej ze wstydu – tłumaczy w wywiadzie dla WO zrozpaczona aktorka. Co dokładnie przydarzyło się Rosati? Aktorka twierdzi, że mężczyzna, któremu oddała swoje serce, zmienił się nie do poznania, gdy zamieszkali razem. Zabraniał jej pracować, wyzywał, wyśmiewał i upokarzał, a bywało, że również podnosił rękę. – Uderzał wielokrotnie. W twarz, w rękę. Uderzył mnie też, jak byłam w zaawansowanej ciąży, a potem, gdy trzymałam córeczkę na rękach – opowiada Rosati. Aktorka twierdzi, że to była cena, którą musiała zapłacić za swoją niezależność i zawodowe ambicje. Teraz ma nadzieję, że jej historia będzie inspiracją dla kobiet nękanych przez swoich partnerów. – Gdy znów któryś raz mnie uderzył, zadzwoniłam po ojca. W końcu poszłam na policję i zgłosiłam znęcanie się psychiczne i fizyczne – opowiada Rosati. Jak udało się nam dowiedzieć nieoficjalnie, aktorka faktycznie złożyła doniesienia na warszawskiej komendzie, ale dopiero pod koniec stycznia 2019 r. Policja zajmuje się sprawą. Były partner aktorki zapewnia, że nic o tym nie wie. – Dowiaduję się tego od państwa redakcji. Jeśli tak jest to uważam, że to celowa gra mojej byłej partnerki, by mnie zdyskredytować – powiedział nam Robert Śmigielski.