– Często widzieliśmy, jak arcybiskup przyjeżdża tu z młodym księdzem. Pojawiali się najczęściej latem – mówią Faktowi okoliczni mieszkańcy. – Działka, na której stoi dom, wcześniej należała do gminy. Potem ktoś ją najwyraźniej odkupił – dodają. Chodzi najpewniej o poprzedniego właściciela działki, który według „Gazety Wyborczej” twierdzi, że odsprzedał ją duchownemu.

– Zgłosił się z ogłoszenia. Nie znałem człowieka. U notariusza dowiedziałem się, że jest księdzem, bo przyszedł w koloratce – cytuje dziennik. Czy ksiądz Rafał S. kupił działkę dla siebie, czy reprezentował arcybiskupa Gocłowskiego? A może odziedziczył posiadłość po śmierci swojego patrona? Był przecież wykonawcą jego testamentu. „Rodzinie nic nie przekazuję i oni o tym wiedzą (...) Wszystko według Twojego uznania” – pisał w swojej ostatniej woli do księdza Rafała. Rafał S. zapadł się pod ziemię, gdy z prokuratury wyciekły zeznania austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera, który twierdzi, że na zlecenie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego (70 l.) miał dać księdzu 50 tys. zł.

Pieniądze miałyby być zapłatą za podpis pod uchwałą dopuszczającą budowę wieżowca przy Srebrnej. S. miał mówić, że zwolni się z pracy w gdańskim Ratuszu, gdzie od 2016 r. był zatrudniony jako urzędnik. Znajomym miał oświadczyć, że będzie za granicą. Nie ma go na żadnych zdjęciach, nawet z kościelnych uroczystości. Czyżby przez lata dbał o to, by unikać obiektywów? Ale chyba dokładnie śledzi wszystkie doniesienia medialne na swój temat. Wynajął bowiem adwokata, który odczytał napisane przez duchownego oświadczenie. „Proszę, aby traktować mnie – jak wcześniej – jako osobę prywatną w najszerszym tego słowa rozumieniu. Chciałbym, aby moje dane osobowe w rozumieniu obowiązujących od maja 2018 roku przepisów były możliwie najbardziej chronione i respektowane” – poinformował pełnomocnik księdza mec. Janusz Masiak. To właśnie dlatego zaprzestaliśmy publikowania pełnego nazwiska księdza.