- To bestia nie matka! Powinna zgnić w więzieniu za to, co zrobiła - mówi w rozmowie z Fakt24 sąsiadka Natalii W., mieszkanka bloku przy ul. Cedrowej w Lubinie (woj. dolnośląskie). - Była zadufana w sobie. Taka "pańcia". Ale nie było oznak, żeby znęcała się nad dziećmi. Nikt się nie spodziewał, że dojdzie do takiej tragedii - dodaje. Pracownica Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, która była obecna przy wejściu na miejsce zbrodni, nadal jest pod opieką specjalistów. Minął już rok, a nadal ciężko przejść do porządku dziennego nad potwornościami, jakich dopuściła się 33-letnia matka. Jednak czy ona również ma z tym problem?

Zmasakrowała Emilkę. "Rzadko spotyka się tak umiejscowione rany"

Do zbrodni, która poruszyła całą Polskę doszło 23 stycznia 2018 roku. 11 grudnia dzieciobójczyni z Lubina usłyszała wyrok dożywocia z możliwością wcześniejszego zwolnienia dopiero po 30 latach. W czasie rozprawy płakała i zarzekała się, że żałuje tego, co zrobiła i wolałaby sama umrzeć, a żeby córki żyły. Sędzia Witold Wojtyło (49 l.) nie uwierzył w jej skruchę. "W osobowości oskarżonej dominują cechy narcystyczne czyli skłonność do dominowania, kontrolowania otoczenia i podporządkowania go swoim potrzebom i życzeniom (…) potrzeba uznania, adoracji, doceniania jej. W razie niespełnienia tych potrzeb wpada we frustrację, co wyraża się objawami gniewu. Oskarżona przerzucała odpowiedzialność za ten stan na inne osoby, natomiast nie widziała swojej odpowiedzialności czy winy. Natalię W. cechuje zawziętość, zaborczość, zazdrość, nadmierna wrażliwość na krytykę i odrzucenie” - czytamy w uzasadnieniu wyroku.

Wojciech Ż. Przez pewien czas podporządkowywał się jej zachciankom, jednak w końcu przestał. Konflikt, który narastał w tym związku od miesięcy i który napędzała sama 33-latka, doprowadził do tragedii. Swoją złość na partnera Natalia W. przeniosła na dzieci. „Przy użyciu noża kuchennego najpierw zaatakowała Emilię Ż. (…) Sąd nie ma wątpliwości, że gdyby oskarżona zaatakowała najpierw młodszą z córek, starsza stanęłaby w jej obronie.”

Emilka próbowała zasłaniać się rękami przed atakiem matki. „Mamo przestań, wszystko będzie dobrze” - uspokajała 12-latka. Kobieta jednak nie słuchała. „Zadała Emilii W. blisko 50 ran kłutych i ciętych, w znacznej mierze zlokalizowanych w okolicach głowy i twarzy. (…) Po zamordowaniu Emilii, oskarżona przy użyciu noża kuchennego zabiła Laurę Ż.” Zadała cztery ciosy nożem, a na koniec poderżnęła niemowlęciu gardło. Biegli nie mieli żadnych wątpliwości: wszystko robiła tak, by zabić dzieci.

„Wszystkie okoliczności wskazują, że był to zamiar nagły, podjęty w czasie, gdy pracownicy MOPS i policjanci usiłowali dostać się do mieszkania. Oskarżona zapewne uzmysłowiła sobie, że swoimi zachowaniami doprowadziła do sytuacji, w której trudno będzie rozwiązać problem w rodzinie po jej myśli. (…) W zaistniałej sytuacji uznała, że rozwiązaniem, które zależy wyłącznie od jej decyzji, jest zamordowanie córek, co też uczyniła.” Chociaż zbrodni nie planowała, raz podjętą decyzję realizowała w sposób przemyślany, konsekwentny i brutalny.

Sędzia zauważył, że rzadko spotyka się tak umiejscowione rany. Napastnik zwykle uderza nożem w tułów, gdzie znajdują się ważne dla życia organy. „W tym przypadku oskarżona wręcz masakrowała twarz własnej córki”. To samo, choć na mniejszą skalę, zrobiła z młodszą dziewczynką, choć ta była całkowicie bezbronna. Działała bez jakichkolwiek hamulców. Zabiła istoty, którymi miała obowiązek się opiekować, w miejscu, które powinno być najbezpieczniejsze na świecie. Stała się katem własnych dzieci.

Krokodyle łzy na sali rozpraw, czyli o czym pisała Natalia W.

33-latka szybko zapomniała, że jest pod nieustanną obserwacją. Zarówno w szpitalu psychiatrycznym, jak i w areszcie zaczęła się adaptować i nawiązywać znajomości. Zachowywała się całkowicie normalnie. „Analiza zachowania oskarżonej (…), jej korespondencji i wniosków kierowanych do sądu wskazują, że już teraz zdaje się ona przechodzić do porządku dziennego nad zbrodniami, których dokonała. Nie daje to podstaw do wysnuwania dodatnich prognoz o postępowaniu oskarżonej w przyszłości” - zauważa sędzia w uzasadnieniu wyroku.

A o czym pisała dzieciobójczyni z Lubina? Fakt24 dotarł do treści wniosków kierowanych do sądu. Choć zawierają sporo błędów, napisane są starannym, czytelnym, wręcz ozdobnym charakterem pisma.Dotyczą głównie skonfiskowanych telefonów, ubrań i kontaktu z matką. „Proszę o nakazanie zwrotu moich rzeczy osobistych oraz dokumentów, oraz rzeczy córki Emilii przez Wojciecha Ż. (…) ponieważ do tej pory nie chce oddać rzeczy. Ponieważ sąd zabronił kontaktu z tym człowiekiem, proszę o nakazanie zwrotu rzeczy, które odebrałaby moja mama (…). Proszę także o zwrot 3 telefonów zatrzymanych przez prokuratora lub sąd” - pisze Natalia W. 

Dwa tygodnie później składa kolejne wnioski (trzy tego samego dnia) o zwrot telefonów i kontakt z matką. „Kilkakrotnie było dzwonione do konkubenta, aby zwrócił moje rzeczy mojej mamie. Lecz w ogóle nie miał takiego zamiaru. Zostałam bez ciuchów, butów, włącznie z bielizną. Ja zdaję sobie sprawę, że gardzi mną, ale rzeczy może zwrócić mi, żeby całkowicie się pozbyć mnie ze swojego życia” - czytamy. Ta sama prośba pojawia się jeszcze raz, po kolejnych dwóch tygodniach. „Proszę o nakazanie wydania moich rzeczy oraz dokumentów przez konkubenta Wojciecha Ż., ponieważ (…) do tej pory nie raczył oddać rzeczy mojej mamie. Przy czym nie mam ubrań, a zbliża się zima.”

Natalia W. kilkukrotnie prosiła też sąd o zmianę obrońcy przydzielonego z urzędu. „Od początku nie przejawiała jakichkolwiek chęci do obrony mojej osoby, wręcz od początku, kiedy sprawa była w prokuraturze, chciała, żebym trafiła do więzienia z ranami podbrzusza, brzucha, szyi, ręki oraz piersi. Ja nie mam siły do tej pory, aby się bronić, ponieważ mój stan zdrowia na to nie pozwalał. Miałam lęki oraz bujałam się w areszcie. Teraz biorę leki depresyjne i jest lepiej dlatego chciałabym zmiany obrońcy na innego. (…) Mam nadzieję, że nowy obrońca będzie miał na tyle woli ludzkiej i zajmie się moją sprawą uczciwie i wysłucha mojej wersji, myśli oraz godnie wywiąże się ze swoich obowiązków obywatelskich. Ja wiem, że mój czyn jest bardzo zły w oczach obrońcy, ale każdy człowiek ma prawo do obrony i wyrażenia swojego bólu i niemocy” - argumentowała w jednym z najdłuższych listów. Najbardziej uderza to, że nie uznaje tego, co zrobiła za złe samo w sobie, lecz w oczach kogoś innego.

33-latka twierdziła też kilkukrotnie, że adwokat wręcz działa przeciwko niej: „Proszę o zmianę obrońcę (…) ze względu, że obrońca ani razu nie pojawiła się u mnie, aby pomóc mi w obronie, a na sprawie nie czułam się przez nią broniona, a wręcz atakowana, kazała mi siedzieć cicho i nic się nie odzywać oraz żebym zrezygnowała z udzielania odpowiedzi na pytania gdzie ja chciałam odpowiadać na pytania” - pisze Natalia W. podkreślając własne zaimki osobowe wielką literą.