W mieszkaniu przy Mościckiego Maciej K. i jego matka Czesława mieszkali od kilkudziesięciu lat. Wcześniej mieszkała tam również rodzina Macieja – jego dwóch synów Kamil oraz Kacper, a także żona Anna. – Odeszli od niego. Nie mogli z nim wytrzymać, bo nadużywał alkoholu – mówią sąsiedzi rodziny. 

Od około 8 lat K. dzielił mieszkanie tylko z matką. Jak przyznają znajomi rodziny nic nie zapowiadało tragedii. – Maciek chwytał się dorywczych prac. Zarabiał i dokładał się do wspólnego życia. Pani Czesia cieszyła się, że pomimo rozstania z żoną, syn próbował normalnie żyć – opowiada znajoma kobiety. 

Sielanka nie trwała jednak długo. Po kilku miesiącach K. porzucił pracę i już do niej nie wrócił. Jak dodają sąsiedzi, żył na koszt matki. – Miała emeryturę, ale nie za dużą – opowiada nasza rozmówczyni i dodaje: Spotkałam ją przed świętami. Płakała i żaliła się, że nie ma za co kupić rzeczy na Wigilię.

Sąsiedzi przyznają, że w mieszkaniu dochodziło do awantur. – Czesia żaliła się, że K. ją bił. Ubliżał jej i żądał od niej pieniędzy. Jakiś czas temu prawie ją udusił – przyznaje sąsiadka. Feralnego dnia w domu też miało dojść do awantury. Jedna z wersji zakłada, że to K. w przypływie złości rzucił się na matkę z nożem. Zabił najpierw ją, a później siebie.

Druga wersja zakłada, że to zaszczuta i gnębiona matka w końcu nie wytrzymała. Broniąc się przed oprawcą zabiła go, a później popełniła samobójstwo. Co wydarzyło się w mieszkaniu przy Mościckiego? Okaże się po prokuratorskim dochodzeniu.